Do powrotu Madzi Kociołek na półki w księgarniach został zaledwie tydzień. Aż chciałoby się krzyknąć: "Aaa!!! Ależ ten czas szybko leci!" A na razie podrzucam Wam kolejny wycinek z życia mojej zakręconej bohaterki. Tym razem Magdalena mierzy się z instruktorem jazdy 😂
Zapraszam Cię w świat moich książek. Proszę: rozsiądź się wygodnie z filiżanką dobrej kawy i ciastkiem. Polecam zwłaszcza cappuccino z cynamonem. Będzie mi miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza. Wszystkie teksty na blogu stanowią moją własność intelektualną. Jeśli chcesz coś zacytować, zrób to z linkiem do mojej strony.
O moich powieściach:
- Alter ego 1
- Alter ego 2
- Bańki mydlane
- Cappuccino z cynamonem
- Cienie przeszłości
- Dom lalek
- Grzechy młodości 1
- Grzechy młodości 2
- Grzechy młodości 3
- Grzechy młodości 4
- Grzechy młodości 5
- Jedno życie wystarczy 1
- Jedno życie wystarczy 2
- Lato o smaku miłości
- Miód na serce
- Niepołomice 1
- Niepołomice 2
- Niepołomice 3
- Noc Perseidów
- Nowe czasy 1
- Nowe czasy 2
- Pełnia szczęścia
- Pociąg do życia
- Przenikanie
- Przezroczyste
- Saga Krynicka 1
- Saga Krynicka 2
- Saga krynicka 3
- Saga krynicka 4
- Sandomierskie wzgórza 1
- Sandomierskie wzgórza 2
- Sandomierskie wzgórza 3
- Sandomierskie wzgórza 4
- Sandomierskie wzgórza 5
- Spacer Aleją Róż 1
- Spacer Aleją Róż 2
- Spacer Aleją Róż 3
- Spacer Aleją Róż 4
- Spacer Aleją Róż 5
- Ta sama rzeka
- Tam gdzie rodzi się miłość
- Tam gdzie rodzi się zazdrość
- W cieniu niewoli 1
- Wszystkie kształty uczuć
- Zaginiona melodia
- Zanim odszedł
- Zerwane więzi
- opowiadania
wtorek, 20 października 2020
środa, 30 września 2020
Filip Kociołek na pewno nie odkrył Ameryki poniższym stwierdzeniem, ale przy tak ponurej pogodzie, jaką mamy dzisiaj, zdecydowanie nabiera mocy :)
wtorek, 22 września 2020
Madzia Kociołek w pełnej krasie
Dzisiaj otrzymałam z Wydawnictwa Replika ostateczny projekt najnowszej okładki.
Tak będzie wyglądała "Pełnia szczęścia" w całej okazałości:
czwartek, 17 września 2020
Parkowanie level Madzia Kociołek :)
Przedstawiam Wam Madzię Kociołek - najbardziej niewydarzoną ofiarę losu pośród wszystkich moich bohaterek :)
Jesienią zakręcona Madzia Kociołek powróci na półki w księgarniach. Powieść jest po solidnym liftingu oraz z akapitem, który został ocenzurowany przez poprzedniego wydawcę 🙃 Książka zyskała nie tylko nową okładkę, ale również nowy tytuł
czwartek, 6 sierpnia 2020
Zakręcona Madzia w nowym wcieleniu
Na stronie Wydawnictwa Replika ukazała się zapowiedź wznowienia jednej z moich najwcześniejszych powieści.
"Pełnia szczęścia" to historia zakręconej Madzi Kociołek. Powieść została mocno przeredagowana, a po znacznej kosmetyce zyskała również nowy tytuł :)
Okładkowy opis powieści:
"Madzia Kociołek jest zwyczajną szarą myszką, której wciąż przydarzają się rozmaite wpadki. Oczko biegnące przez całą długość rajstop? Plamy? Katastrofy stylistyczne? Jeśli to wszystko kogoś musi spotkać, to z całą pewnością spotka Madzię, lecz to tylko wierzchołek góry lodowej na jej wyboistej drodze życiowej. Panna Kociołek za wszelką cenę pragnie odmienić swoje bezbarwne życie.
Satyryczna historia z morałem ukazująca w krzywym zwierciadle kobietę, która traci zdrowy rozsądek i umiar w dążeniu do upragnionego celu."
przewidywana data premiery: 27-10-2020 r.
Nowe wcielenie zakręconej panny:
Madzia w poprzedniej odsłonie:
piątek, 17 sierpnia 2018
Mam wspaniałe czytelniczki (czyli o pewnym prezencie z przymrużeniem oka)
Często zdarza się, że czytelnicy piszą do mnie maile, wiadomości w facebookowym messengerze lub listy przysyłane pocztą tradycyjną. Dostaję od Was kartki świąteczne i urodzinowe, które niezmiennie bardzo mnie cieszą. Najczęściej dzielicie się ze mną wrażeniami po przeczytanej lekturze, ale zdarza się także, że piszecie o swoich sprawach, lub opowiadacie jakieś piękne historie.
Przechowuję Wasze listy, kartki i wszystkie drobiazgi, które docierają wraz z nimi.
Mam w domu osobny pokój, który nazywam pracownia literacką - to w nim jest miejsce pracy twórczej. Mieści się tam także kilka regałów z książkami oraz wszystkie skarby pochodzące od czytelników.
Ostatnio na moim biurku wylądował taki przyjemniaczek:
Zając dotarł wraz z krótkim liścikiem (a właściwie kartką) od jednej z dziewczyn, które aktywnie udzielają się w Facebookowej gupie "Fani książek Edyty Świętek". Na cześć ofiarodawczyni maskotka została nazwana Martin ZAJONC (pisownia zamierzona) i otrzymała etat nadwornego dyrektora nadzoru drukowania, a to z tej racji, że najwygodniej siedzi mu się na drukarce.
Nazajutrz rano zamierzałam kontynuować pracę nad drugim tomem powieści o roboczym tytule "Nie czas na łzy". Wchodzę do pracowni i co widzę?
Otóż zastałam taki widok:
Ktoś urządził sobie regularną bibę!
Pijany Zajonc chłepce Jacka Danielsa, żubr ululał się żubrówką, króliczek wielkanocny i misiek żłopią browary. Przyplątała się nawet jakaś mysz i próbuje dobrać się do łiskacza. KONCIK LITERACKI... ta! Nawet ortografia wysiadła.
I powierz tu, człowieku, stanowisko dyrektorskie ZAJONCOWI, ech...
A we wszystko wmieszał się jeszcze... Pan Tadeusz!
Podejrzenie o organizację libacji padło na padło na Zajonca, wszak tylko on jest nowy w tym towarzystwie, a do tej pory nikt nie sprawiał kłopotów. Zresztą mój osobisty małżonek od samego początku twierdził, że ten typek jest jakiś mętny i będą z nim kłopoty.
Niemniej jednak Martin szybko wyciągnął wnioski ze swojego postępowania. Po tej całej aferze alkoholowej Zajonc i mysz postanowili się zrehabilitować. Przez noc przeczytali świetną powieść i podpowiadają mi, bym później napisała coś na temat tej książki i poleciła jej lekturę innym czytelnikom.
sobota, 2 września 2017
Wesoła rozwódka
Zapewne w wielu przypadkach tak właśnie jest, ale Iwona Czarkowska w powieści "Wesoła rozwódka" postanowiła podejść do tematu z przymrużeniem oka i wyszedł z tego niezły... pasztet :) Pies Pasztet, czyli jeden z bohaterów powieści, ale o tym za chwilę.
Opis Wydawnictwa Replika:
Rozwódka wcale nie musi być kobietą smutną i przegraną!
Życie może rozsypać się w mgnieniu oka. Jednego dnia jesteś szczęśliwą mężatką i urządzasz nowy dom, a następnego do twoich drzwi puka obca kobieta i oznajmia, że ukochany mąż od dawna cię zdradza. To właśnie przytrafiło się Alicji. Wyprowadza się, składa pozew o rozwód i zaczyna nowe życie w kawalerce, której użycza jej przyjaciółka. Na przekór wszystkim postanawia udowodnić, że rozwódka nie musi być wcale stracona dla świata. Może być wesoła i cieszyć się nowym życiem! To nowe życie najlepiej rozpocząć z rozmachem i przytupem. A jak konkretnie? Alicja już wie i postanawia pomóc innym kobietom, które spotkało to, co ją, i pokazać im, że życiem można się cieszyć nawet po rozwodzie. A może przede wszystkim po rozwodzie?
Będzie wesoło i będzie się działo!
Ostatnimi czasy wciąż ślęczę nad pisaniem sagi "Spacer aleją Róż" i co tu dużo mówić: czytam przede wszystkim materiały historyczne dotyczące Nowej Huty oraz PRL-u. Moje lektury sprowadzają się więc do poważnych opracowań na temat bardzo trudnego dla Polaków okresu historycznego. A czym poważniejsze tematy podejmuję we własnej pracy twórczej, tym lżejszej lektury potrzebuję w chwilach relaksu, aby odstresować się i choć na chwilę oderwać myśli od przygnębiających kwestii stanu wojennego, starć demonstrantów z ZOMO, totalitaryzmu i dyktatu Moskwy.
Powieść Iwony Czarkowskiej skusiła mnie przede wszystkim tytułem zapowiadającym dobrą zabawę. Zazwyczaj staram się nie czytać przed lekturą recenzji krążących w Internecie, aby nie sugerować się cudzymi opiniami. Zwykle szukam ich dopiero po przeczytaniu powieści, żeby sprawdzić, czy moje odczucia pokrywają się z tym, co pomyślał ktoś inny. Nie miałam więc kompletnie pojęcia czego się spodziewać.
Czarkowska zafundowała mi przyjemną rozrywkę na kilka wieczorów. Napisaną w lekki, lecz przemyślany sposób, z żywymi dialogami i zabawnymi postaciami - nie tylko ludzkimi, ale również zwierzęcymi. Mamy tutaj charakterne czworonogi oraz żądny przygód drób pana Korolkiewicza. Ba! Pojawia nam się nawet pewien szemrany przedmiot, który wprowadza niezłe zamieszanie i jest podejrzewany o różne niecne sprawki.
Alicja - szczęśliwa i spełniona mężatka starająca się o dziecko nigdy w życiu nie pomyślałaby, że jej piękny zamek z piasku, jakim było małżeństwo runie tak szybko. Zresztą czy jakakolwiek kobieta robi takie założenia przed ślubem? Z całą pewnością nie. Każda panna młoda prowadzona do ołtarza wierzy, że będzie żyła u boku wybranka długo i szczęśliwie. Problem pojawia się wówczas, gdy z tych wszystkich założeń pozostaje tylko "długo". Ale czy nieudany związek od razu musi oznaczać, że nie warto otwierać się na drugiego człowieka?
Autorka z poczuciem humoru w bardzo zręczny sposób pokazuje nam proces zachodzący w umyśle porzuconej kobiety. Najpierw jest złość i niedowierzanie, później etap zniechęcenia, a następnie stopniowe otwieranie się na świat i nowe znajomości. Zresztą dlaczego nie przekuć życiowej porażki na zawodowy sukces, co czyni główna bohaterka powieści?
Mimo pozornej lekkości w podejściu do tematu rozpadu związków, doszukałam się w tym tekście drugiego dna. Otóż chodzi o zgrabnie przedstawiony problem postrzegania drugiej osoby w związku. Mamy do czynienia z wyidealizowanym partnerem, którego wad nie dostrzega współmałżonek aż do momentu, gdy następuje kryzys. Zaślepiona kobieta bagatelizuje wady ukochanego i przyjmuje je do wiadomości dopiero po rozstaniu.
Na koniec dodam jeszcze, że prócz przyjemnej, wartkiej akcji, urzekł mnie także pewien drobiazg, na który nieczęsto trafiam w powieściach. Pisarka pokusiła się o to, aby na samym początku tekstu umieścić spis występujących osób - po trosze intrygujący, zabawny, a w rezultacie nie zdradzający absolutnie nic, co popsułoby przyjemność czytania.
Mam nadzieję, że Wydawnictwo Replika nie urwie mi głowy za poniższe zdjęcie :)))
Powieść Iwony Czarkowskiej polecam tym osobom, które poszukują zabawnej i odprężającej lektury. Idealnie sprawdza się na wieczór po długim dniu ciężkiej pracy :)
Za możliwość spędzenia przyjemnie wolnych chwil nad "Wesołą rozwódką" dziękuję Wydawnictwu Replika, które dopieściło mnie tym uroczym upominkiem.
wtorek, 29 września 2015
Wena Twórcza, autorka i Pan Gbur, czyli diabli wzięli mój plan :)
I co z tego, skoro autorkę dopada lenistwo?
Siedzi taka bidula, gapiąc się w monitor. Ma wyznaczony cel. Ma sprzyjające warunki, bowiem ślubne szczęście ogląda w salonie telewizję, nastoletnie szczęście bierze udział w jakimś karkołomnym wyścigu na komputerze w swoim pokoju. Kot śpi, zwinięty w kłębek i nie próbuje atakować palców, które zamiast śmigać po klawiaturze spoczywają bezczynnie na kolanach. Albo skrobią autorkę po czole. Albo...
Oczywiście można zwalać winę na wszech-odpowiedzialną Wenę Twórczą, która kpi sobie ze szczerych chęci i wolnego czasu autorki (a ten, niestety, jest towarem deficytowym). Sęk w tym, że autorka nie zapałała miłością do jednej z książkowych postaci, chociaż zdaje sobie sprawę, że Marcin Podolski przyprawi o pospieszne bicie serca niejedną Czytelniczkę. A to sprawia, że pisanie idzie powoli - jak z kamienia.
Ale zaraz, zaraz! Kto nam się tutaj wcina w tekst?
- Halo! Proszę pana! Pan nie był zaproszony do udziału w tym przedsięwzięciu - denerwuje się autorka, gdy znienacka z manuskryptu zaczyna wyglądać Pan Gbur.
- Phi! - w irytujący sposób oburza się mężczyzna. (Kto to widział, aby facet po trzydziestce wydawał z siebie takie odgłosy?!) - Wcale nie potrzebuję zaproszenia. Jestem w tym tekście potrzebny i już! I zamierzam mocno namieszać! - oświadcza buńczucznie nieproszony gość, samozwańczy bohater powieści.
- No i co teraz? - jęczy autorka. - A co z moim planem?
- Chrzanić plan! Zaufaj mi, dziewczyno.
Co mam zrobić? Muszę zaufać, ponieważ odkąd pojawił się Pan Gbur, z miejsca nabrałam chęci do pracy.
A może to moja kapryśna przyjaciółka, Wena, zapałała miłością do tego hm... dżentelmena i postanowiła wyleźć ze swojej kryjówki?
Tak czy owak, po kilkudniowym rozprzężeniu związanym z premierą "Cappuccino z cynamonem" oświadczam wszem wobec, że czas zabrać się do pracy.
Pisze się, pisze!
sobota, 12 września 2015
Cappuccino z cynamonem - pierwsza recenzja przedpremierowa
Gdy w blogosferze pojawiają się pierwsze przedpremierowe recenzje to znak, że premiera powieści już niebawem.Pierwsza, bardzo zachęcająca recenzja pojawiła się na blogu Ruda Recenzuje.
Och, tym razem Świętek naprawdę dała czadu. Mnogość problemów i refleksji może zwalić każdego czytelnika z nóg. Najważniejszy w tym wszystkim jest jednak fakt, że to bardzo mądra i ładna historia dla kobiet i o kobietach. O kobiecych dylematach, trudnościach w relacjach damsko- męskich, konieczności podejmowania decyzji, nie tylko za siebie, ale i za dziecko.
Całość można przeczytać tutaj: Recenzja 1
wtorek, 5 maja 2015
Pada deszcz
W tym roku, choć nie dołożyłam do tego szczególnych starań, wszystko przepięknie zakwitło. Pierwsze podniosły swoje blade główki przebiśniegi, zaraz po nich krokusy. Tulipany stanęły do wyścigu z szafirkami oraz niezapominajkami. Tawuła niczym panna młoda przyoblekła się w śnieżną biel. Coś małego zakwitło na czerwono (???). Teraz moje oczy cieszy bez, za chwilę rozwiną się rododendrony.
Kocham mój dom i ogród.
Mogłabym godzinami wylegiwać się na ławce-huśtawce.
Tylko kto pisałby wówczas książki?
No dobra, wiem, że jest dużo autorek - nie jestem sama na świecie :)
piątek, 3 października 2014
Z rozpędu...
Teraz nadszedł czas najwyższy, aby zająć się innymi sprawami. Ponieważ życie nie lubi próżni, a ja zawsze muszę mieć jakieś wyzwanie - cel, do którego dążę, postanowiłam zapisać się na półmaraton. Nie byle jaki, gdyż jest to I Cracovia Półmaraton.
Szczegóły:
http://www.zis.krakow.pl/pl/cracovia-maraton/cracovia-polmaraton-krolewski/i-cracovia-polmaraton-26-pazdziernika-2014-roku/
Będzie mi bardzo miło, jeśli ktoś potrzyma za mnie kciuki.
Wprawdzie wiem, że nie osiągnę jakiegoś powalającego wyniku (ucieszy mnie nawet 2 i 1/2 godziny), ale sam udział się liczy. Mam też dzięki temu motywację, aby moją standardową trasę koło klasztoru w Staniątkach (7,5 km) zamienić na dłuższe odcinki. Wczoraj przebiegłam ok. 10 km i gdyby nie to, że zapadał już zmierzch, a ja nie miałam przy sobie odblasków (poza tymi, które są wszyte w ubrania oraz buty do biegania), zapewne pobiegłabym dalej. Czułam się tak, jakbym miała skrzydła u ramion :) Gnałam przez wioski, słuchając muzyki i rozmyślając o planach na przyszłość - ze szczególnym uwzględnieniem książek.
Uwielbiam biegać - to oczyszcza umysł i pozwala na wyciszenie. Nie potrzebuję do tego żadnych gadżetów typu endomondo, nie mam ciśnienia, aby na bieżąco wrzucać na fejsa sweet-focie z trasy, osiągnięte czasy, zdjęcia moich butów i ciuchów. Biegam, bo lubię - ot, co.
poniedziałek, 15 września 2014
Uwielbiam TAKIE poniedziałki :)
Jest radość. Nie mogę jeszcze zdradzić wszystkich szczegółów, ale myślę, że mogę się już pochwalić :)
Dzisiaj podpisałam umowę na wydanie kolejnej powieści.
Póki co, nie wymieniam tytułu, jaki będzie nosić "supernowa", gdyż na razie mamy wariant roboczy. O ile mi wiadomo, będzie zastąpiony innym. Uchylę rąbka tajemnicy, i powiem tylko tyle, że tym razem będzie to... romans z wątkiem kryminalnym.
Z całego serca dziękuję wszystkim, którzy trzymają za mnie kciuki - to dla Was, Kochani!
I jak tu nie lubić poniedziałku?
PS. W ubiegły poniedziałek dowiedziałam się, że Wydawnictwo "bierze" mój manuskrypt :)
piątek, 12 września 2014
Spóźnione wspomnienie wakacji
Pogoda nad Bałtykiem to prawdziwa loteria - w tym roku wylosowaliśmy lekki chłodzik i lodowato zimną wodę, do której można wejść wyłącznie po kolana. Wprawdzie byli śmiałkowie, którzy zanurzali się bardziej (miedzy innymi mój nastoletni syn), ale ja jestem stworzeniem ciepłolubnym, więc nie dla mnie takie uciechy.
Zamiast zaplanowanego wylegiwania się na plaży i słuchania huku fal rozbijających się o brzeg, było mnóstwo pieszych wycieczek: do Władysławowa i Jastrzębiej Góry. Chodziliśmy po kilkanaście (i więcej) kilometrów dziennie. Zafundowaliśmy sobie też taką przyjemność:
Szkoda, że następne wakacje dopiero za rok. Nie mogę się już doczekać!
A niech no tylko pogoda nie dopisze...
...skrzyknie się zgraję wikingów :)
czwartek, 11 września 2014
O czytaniu w autobusie :)
- Czytelnik o wyrobionym guście literackim - zawsze ma w dłoni książkę tego samego gatunku/autora/serii. Pochłania ją jednym tchem, jest nieczuły na bodźce, skupiony tak, że można do niego strzelać. Taki ktoś czyta bez względu na to, czy ma miejsce siedzące, czy stoi wygodnie o coś oparty, czy "zwisa" z uchwytu. Zdarza mu się "przejechać" przystanek, na którym miał wysiąść.
- Szpaner - obowiązkowo musi afiszować się okładką ambitnego dzieła. Niekoniecznie czyta - czasem po prostu gapi się w tekst lub okno. Zawsze jednak dba o to, aby tytuł lub autor został dostrzeżony przez współpasażerów.
- Uczeń - wertuje notatki/podręczniki/lekturę - zazwyczaj dość nerwowo.
- Pracoholik (blee - nie lubię tego słowa) - nawet w środkach komunikacji miejskiej ma nos wściubiony w dokumenty związane z wykonywaną pracą. Zakładam, że czytanie dziennika ustaw nie jest jej/jego pasją.
- Gadżeciarz - czyta - nieważne co - ważne, że z czytnika. Zazwyczaj skupiony. Czyta wyłącznie, gdy ma miejsce siedzące (zakładam, że w grę chodzi strach o urządzenie).
- Kategoria nienazwana (miałam zamiar napisać "wszystkolub", ale to nie pokrywałoby się z prawdą). W ich rekach można znaleźć absolutnie wszystko: literaturę popularną, piękną, podręczniki (!?), książki kucharskie, różnej maści publikacje religijne (niekoniecznie katolickie), bajeczki itp. generalnie literatura totalnie niedostosowana do wieku i płci. Niemal każdego dnia jest to inna książka. Czasami czytają ze skupieniem - widać nieznaczne zainteresowanie. Kiedy indziej gapią się w tekst z ewidentnym wyrazem obrzydzenia na twarzy (Na boga! Po co się tak katować?!)
Tak się teraz zastanawiam, czy takie czytanie masowo, niemalże hurtem jest jeszcze przyjemnością? Czy można delektować się książką, gdy czyta się ich takie ilości? Czy ktoś taki czyta z uwagą, wnikliwie, delektując się treścią? Czy może po prostu "przelatuje" wzrokiem tekst, nie zagłębiając się w detale i nie wnikając w to, co autor miał na myśli?
Ot po prostu - jeszcze jedna myśl, która nawiedza autorkę mknącą rano do pracy autobusem linii ...
czwartek, 24 lipca 2014
Bujanie diabełka na stopie :)
Niewtajemniczonym objaśniam, że chodzi o pospolite bujanie nogą, które mój szanowny rodzic uważał za wyjątkowo nieeleganckie, irytujące i bezwzględnie je tępił.
Co się działo ostatnio?
Ano działo się, działo...
- "Cienie przeszłości" zebrały dużo pozytywnych recenzji przedpremierowych, co oczywiście napawa mnie radością.
- Spotkanie w Sosnowcu zapadło głęboko w moją pamięć i serce.
- Wena twórcza wróciła, rozpostarła szeroko swoje skrzydła i z trzech pomysłów, które zaczęłam niemalże jednocześnie wybrałam jeden, który pomału zamienia się w powieść.
- Ha! I skończyłam pisać pracę dyplomową :)
Powiem Wam moi mili, że to sprawa, która na pozór zdawać by się mogła drobiazgiem, a w rzeczywistości jest dla mnie na wagę złota: to Wy, moje Czytelniczki i Wasze pierwsze wrażenia z przeczytania "Cieni przeszłości". Dzisiaj właśnie nastąpiła jakaś cudna kumulacja: od czterech z Was dostałam miłe wieści, że książka się podoba i... spędza sen z powiek. Wybaczcie mi więc zarwaną, bezsenną noc. Ja dzisiaj pewnie też nie zasnę - szampan ma taki wpływ na mój nocny wypoczynek :) Posiedzę więc sobie jeszcze chwilę i pokołyszę diabełka na stopie. A później wrócę do przerwanej pracy - cóż, trzeba pisać kolejną powieść.
czwartek, 8 maja 2014
Z lekkim dystansem
Nie lubię się aż tak bardzo rozwodzić na swój temat. Zresztą, kogo obchodzi co jadłam na obiad, jakich perfum używam lub w jakim czasie przebiegam moją ulubioną trasę? Jestem zwyczajną dziewczyną - piszę powieści, biegam, mam cudowną rodzinę - oto cały mój świat.
sobota, 1 marca 2014
Po co czekać?
Po co czekać do kwietnia, skoro dzień taki ładny i ciepły? Słonko prześwieca zza pierzastych obłoków, kwitną stokrotki i podbiały. Wierzby zakociły się już na dobre, a w moim ogródku wyskoczyły spomiędzy zeszłorocznej ściółki bielusieńkie przebiśniegi. W powietrzu unosi się już subtelny przedsmak wiosny...
Po co więc czekać? Wyciągnęłam z szafy gacie do biegania i inne, stosowne elementy odzienia. Włożyłam buty do biegania. W uszy wetknęłam słuchawki od MP4 i naenergetyzowana Rammstein - pobiegłam :)
Na drugim kilometrze przypomniałam sobie o istnieniu mięśni, o których przez ostatnie trzy miesiące zdążyłam zapomnieć, ale jak już się trochę porozciągałam, to dalej pomknęłam jak na skrzydłach.
Po powrocie do domu wujcio google "powiedział mi", że zrobiłam nieco ponad cztery kilometry. Dumna z siebie i zadowolona z życia, przepełniona po czubki uszu endorfinami - zasiadam teraz do pisania książki.
poniedziałek, 3 lutego 2014
Dziwne formy relaksu, czyli jak spędzam zaległy urlop wypoczynkowy :)
- dzbanek zielonej herbaty (polecam wszystkim - doskonała nie tylko dla osób dbających o linię i urodę, ale również świetnie wpływa na koncentrację - zdecydowanie lepiej niż kofeina :) )
- pokaźne pudełko Merci (zdobyczne :) ) - a co tam - jak szaleć to szaleć: czekolada wyzwala endorfiny
- ciepłe futro Przemysława
- stertę notatek
- tydzień urlopu (no, to jest akurat dobro niematerialne :) ale jakże cenne!!!)
Studia ujęły mi lat, dodały skrzydeł, wskazały nowe horyzonty, wpłynęły na moje postrzeganie świata i sposób myślenia. Były też wspaniałą inspiracją dla "Alter ego", a poniekąd również, w dość przewrotny sposób dla "Zakręconego życia Madzi Kociołek". Cóż... Pod względem sumienności w podchodzeniu do tematu studiów zdecydowanie przypominam Madzię :)
Zapracowana, lecz szczęśliwa...
czwartek, 30 stycznia 2014
Mimo mrozu atmosfera w Biskupichach była bardzo ciepła :)
Serdecznie dziękuję Pani Lucynie Masior z Biblioteki Publicznej Gminy Biskupice za zaproszenie. Biblioteka ta, chociaż niewielka, ma wspaniałych pracowników, pełnych pasji i życzliwości. Spotkało mnie tutaj serdeczne przyjęcie.
Z serca napiszę, że to był bardzo miły wieczór w ciepłej atmosferze i niezwykle sympatycznym gronie. Gorąco pozdrawiam wszystkie Czytelniczki, które mimo mrozu i śniegu dotarły na spotkanie.
Mieszkanki okolic słuchały moich opowieści na temat każdej z dotychczas wydanych książek oraz o niezwykłych wydarzeniach i splotach okoliczności, które wiążą się z ich powstawaniem. Zaprezentowałam Paniom fragmenty tekstów.
Po części oficjalnej rozwinęła się przyjemna dyskusja o książkach i nie tylko :)
Ponieważ do Biskupic nie jest daleko, mam nadzieję, że za jakiś czas spotkamy się znowu.
foto: G. Świętek
poniedziałek, 25 listopada 2013
Madzia ma powodzenie
Serdecznie dziękuję wszystkim tym, którzy przyczynili się do tego wyniku, a szczególnie osobom udostępniającym dalej informację o głosowaniu.
A dla tych, którzy chcieliby zagłosować, podaję link do strony:
http://www.matras.pl/zakrecone-zycie-madzi-kociolek.html




















.jpg)
.jpg)
