Bohaterowie powieści "Tajemnice Leokadii", o której pisałam w ubiegłym roku, powracają w nowej odsłonie.
Kiedy dowiedziałam się, że moja wydawnicza koleżanka Iwona Wilmowska publikuje nową powieść, od razu pomyślałam, że chętnie ją przeczytam. Kilka tygodni temu zagadnęłam więc Iwonę, czy zechciałaby się wymienić swoją książką za którąś z moich - wśród nas, pisarzy, to dość powszechny zwyczaj. Oczywiście kilka dni później pojawił się u mnie listonosz z upragnioną przesyłką.
Przyznaję, że już sama dedykacja chwyciła mnie za serce :)
Ale nie myślcie czasem, że miłe słowa miały wpływ na mój subiektywny odbiór powieści! Nic z tych rzeczy!
Na szafce nocnej obok mojego łóżka piętrzy się stos książek do przeczytania. Poukładane są w kolejności, w jakiej zamierzam je pochłonąć. Zazwyczaj nowe nabytki trafiają na spód i tak też miało się stać z powieścią Iwony. Nie doszło jednak do tego, gdyż jakieś złośliwe licho skusiło mnie, abym zajrzała na pierwszą stronę, a najlepiej przekartkowała początek. No i przepadłam na kilka wieczorów, gdyż dwójka sympatycznych bohaterów: Agata i Kermit - nie wyraziła zgody na to, abym odłożyła lekturę na później. Myślę, że to wystarczająca rekomendacja dla tej powieści :)
"Zanim odszedł" to bardzo przyjemna i lekka w odbiorze powieść kryminalno-obyczajowa. Czyta się ją jednym tchem. Napisana jest płynnym językiem - bez zbędnych ozdobników i przynudzania. Intrygujące wtrącenia wspomnień z przeszłości nadają tekstowi osobliwego uroku. Bohaterowie stają się naszymi dobrymi znajomymi. Nie są wyidealizowani, a ich charaktery zostały ładnie nakreślone. Szczególnie spodobała mi się metamorfoza głównej bohaterki na wieść o... Aha! Nic z tego! Nie zdradzę co takiego wydarzyło się w życiu Agaty, że nagle zaczęła postępować nieco rozważniej :)))
Nie zdradzę Wam też, kto i dlaczego zabił :)))
Opis wydawcy:
Niektóre sprawy nigdy się nie przedawniają!
Agata mimowolnie staje się uczestnikiem tragedii – młoda kobieta
ginie pod kołami samochodu. Wszystko wskazuje na to, że nie był to
nieszczęśliwy wypadek, a dokładnie zaplanowane zabójstwo. Sprawa
komplikuje się, kiedy na jaw wychodzą dawne powiązania chłopaka Agaty i
jego rodziny z ofiarą. Czy to możliwe, aby wydarzenia sprzed ponad
dwudziestu lat miały związek z morderstwem?
Przed kobietą bardzo trudny weekend, pełen odkryć, nieoczekiwanych
spotkań i niespodzianek zapowiadających wielkie zmiany w jej życiu.
Serdecznie polecam i już czekam na kolejną powieść Iwony!
Zapraszam Cię w świat moich książek. Proszę: rozsiądź się wygodnie z filiżanką dobrej kawy i ciastkiem. Polecam zwłaszcza cappuccino z cynamonem. Będzie mi miło, jeśli pozostawisz po sobie jakiś ślad w postaci komentarza. Wszystkie teksty na blogu stanowią moją własność intelektualną. Jeśli chcesz coś zacytować, zrób to z linkiem do mojej strony.
O moich powieściach:
- Alter ego 1
- Alter ego 2
- Bańki mydlane
- Cappuccino z cynamonem
- Cienie przeszłości
- Dom lalek
- Grzechy młodości 1
- Grzechy młodości 2
- Grzechy młodości 3
- Grzechy młodości 4
- Grzechy młodości 5
- Jedno życie wystarczy 1
- Jedno życie wystarczy 2
- Lato o smaku miłości
- Miód na serce
- Niepołomice 1
- Niepołomice 2
- Niepołomice 3
- Noc Perseidów
- Nowe czasy 1
- Nowe czasy 2
- Pełnia szczęścia
- Pociąg do życia
- Przenikanie
- Przezroczyste
- Saga Krynicka 1
- Saga Krynicka 2
- Saga krynicka 3
- Saga krynicka 4
- Sandomierskie wzgórza 1
- Sandomierskie wzgórza 2
- Sandomierskie wzgórza 3
- Sandomierskie wzgórza 4
- Sandomierskie wzgórza 5
- Spacer Aleją Róż 1
- Spacer Aleją Róż 2
- Spacer Aleją Róż 3
- Spacer Aleją Róż 4
- Spacer Aleją Róż 5
- Ta sama rzeka
- Tam gdzie rodzi się miłość
- Tam gdzie rodzi się zazdrość
- W cieniu niewoli 1
- Wszystkie kształty uczuć
- Zaginiona melodia
- Zanim odszedł
- Zerwane więzi
- opowiadania
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 23 maja 2017
poniedziałek, 16 maja 2016
Marzenia się spełniają
Zdaje się, że jeszcze nigdzie nie wspomniałam o tym, o czym jest powieść "Noc Perseidów".
Wyobraźcie sobie późny sierpniowy wieczór. Na szafirowym niebie migoczą tajemniczo gwiazdy. Ponieważ jest noc spadających gwiazd, raz po raz ciemność przecina blask lecącego meteorytu. W tym momencie czwórka dzieci wypowiada swoje największe marzenia, a ponieważ płyną one wprost z ich serc, kilkanaście lat później los sprawia, że zaczynają się spełniać.
Tylko czy nasi bohaterowie nadal życzą sobie tego samego?
I czy gdzieś tam na górze nie pomylono ich marzeń?
Jeśli chcecie się przekonać jak naprawdę jest z marzeniami wypowiadanymi w Noc Perseidów, to koniecznie sięgnijcie po moją powieść. O tym, że warto, zapewniają patroni medialni:
Książki w Eterze - recenzja
Literacki Świat Cyrysi - recenzja
Można także zerknąć tutaj: Empik
oraz tutaj: Lubimy Czytać
i na bloga autorki Joanny Szarańskiej - Babskie Czytanie
Wyobraźcie sobie późny sierpniowy wieczór. Na szafirowym niebie migoczą tajemniczo gwiazdy. Ponieważ jest noc spadających gwiazd, raz po raz ciemność przecina blask lecącego meteorytu. W tym momencie czwórka dzieci wypowiada swoje największe marzenia, a ponieważ płyną one wprost z ich serc, kilkanaście lat później los sprawia, że zaczynają się spełniać.
Tylko czy nasi bohaterowie nadal życzą sobie tego samego?
I czy gdzieś tam na górze nie pomylono ich marzeń?
Jeśli chcecie się przekonać jak naprawdę jest z marzeniami wypowiadanymi w Noc Perseidów, to koniecznie sięgnijcie po moją powieść. O tym, że warto, zapewniają patroni medialni:
Książki w Eterze - recenzja
Literacki Świat Cyrysi - recenzja
Można także zerknąć tutaj: Empik
oraz tutaj: Lubimy Czytać
i na bloga autorki Joanny Szarańskiej - Babskie Czytanie
piątek, 25 września 2015
Recenzja 3
Za objęcie patronatem powieści "Cappuccino z cynamonem" oraz recenzję powieści dziękuję autorce bloga "Książki w eterze"
"Ciepła i życiowa książka o cudownym oczekiwaniu na spełnienie, o radości powolnego odkrywania uczucia rodzącego się stopniowo, jak kiełkująca roślina, która każdego dnia napawa dumą swego ogrodnika, że jest coraz większa i bardziej rozwinięta. Powieść o drugiej szansie na szczęście, przeznaczeniu i umiejętności odróżniania prawdziwego uczucia od jego iluzorycznej podróbki. To również książka o kobiecych relacjach i odnajdywaniu w nich prawdziwego wsparcia."
Całość można przeczytać tutaj: Recenzja
"Ciepła i życiowa książka o cudownym oczekiwaniu na spełnienie, o radości powolnego odkrywania uczucia rodzącego się stopniowo, jak kiełkująca roślina, która każdego dnia napawa dumą swego ogrodnika, że jest coraz większa i bardziej rozwinięta. Powieść o drugiej szansie na szczęście, przeznaczeniu i umiejętności odróżniania prawdziwego uczucia od jego iluzorycznej podróbki. To również książka o kobiecych relacjach i odnajdywaniu w nich prawdziwego wsparcia."
Całość można przeczytać tutaj: Recenzja
wtorek, 22 września 2015
Recenzja nr 2
Moją najnowszą powieść objęła swoim patronatem również Marta - autorka bloga "Na Pięknej".
Edyta Świętek daje nadzieję swoim
czytelniczkom. Jej bohaterka zmierza się z problemami, które mogłyby być
przecież naszymi (czego oczywiście nikomu nie życzę), ale z którymi
można w końcu sobie jakoś poradzić (rady przyjaciółki bywają wówczas
nieodzowne :)). A pisze lekko i zrozumiale, tak, by żadna z nas nie
miała problemów z odczytaniem właściwych intencji :)
Polecam Wam książkę Edyty Świętek „Cappuccino z cynamonem”, bo każdy moment jest dobry na to, aby zacząć życie od nowa.
Całość można przeczytać tutaj: Na Pięknej
Serdecznie dziękuję :)
Recenzja patrona medialnego
Na recenzje Magdy z "Przeglądu Czytelniczego" zawsze oczekuję z zapartym tchem.
"Autorka w sposób optymistyczny i pełen nadziei pisze o życiowych porażkach swoich postaci Wystawia ich na próbę, rani dotkliwie, a wszystko po to, by znów mogło zaświecić słońce. Budka Suflera śpiewała kiedyś o tym, że po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój. Tę prawdę życiową poznali bohaterowie "Cappuccino z cynamonem". Jestem przekonana, że i w waszym życiu, po każdej burzy nadejdzie spokój. W oczekiwaniu na ten upragniony spokój z całego serca polecam Wam najnowsza książkę wspaniałej autorki Edyty Świętek."
Całość można przeczytać tutaj: Przegląd Czytelniczy
Dziękuję, Madziu!
"Autorka w sposób optymistyczny i pełen nadziei pisze o życiowych porażkach swoich postaci Wystawia ich na próbę, rani dotkliwie, a wszystko po to, by znów mogło zaświecić słońce. Budka Suflera śpiewała kiedyś o tym, że po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój. Tę prawdę życiową poznali bohaterowie "Cappuccino z cynamonem". Jestem przekonana, że i w waszym życiu, po każdej burzy nadejdzie spokój. W oczekiwaniu na ten upragniony spokój z całego serca polecam Wam najnowsza książkę wspaniałej autorki Edyty Świętek."
Całość można przeczytać tutaj: Przegląd Czytelniczy
Dziękuję, Madziu!
niedziela, 9 sierpnia 2015
Autorka czyta: "Dom kości" Graham Masterton
Fascynują mnie stare domy. Zawsze, gdy dokądś jadę lub idę, przyglądam się mijanym zabudowaniom. Najbardziej urzekają mnie budynki sprzed lat, takie, które mają w sobie duszę. Działają na moją wyobraźnię jak mało co - lubię zerkać w ich okna, zastanawiam się jakie skarby i tajemnice kryją się we wnętrzach.Parę tygodni temu urzekła mnie okładka książki Grahama Mastertona "Dom kości". Przyznaję, że pierwszy raz zdarzyło się, abym sięgnęła po lekturę właśnie pod wpływem okładki. Zwykle biorę powieść do ręki, kartkuję ją, zatrzymują wzrok na jakichś wyrwanych z kontekstu zdaniach i zerkam na tył okładki, gdzie zazwyczaj można przeczytać opis powieści, króciutki fragment tekstu lub czyjąś "polecajkę". Mnie skusił dom na okładce - dziwne prawda?
Nie czytuję horrorów. Moje ostatnie spotkanie z tym gatunkiem literackim było ładnych dwadzieścia lat temu, gdy przeczytałam "Manitou" tego samego autora. Mniejsza o to. Ponieważ żyję w ciągłym biegu, czas na czytanie mam przede wszystkim w drodze do i z pracy. I całe szczęście, bowiem lektura "Domu kości" bardzo mocno pobudziła moją wyobraźnię - na tyle skutecznie, że przez chwilę mój ukochany dom przestał być najlepszym miejscem na świecie.
Wyobraź sobie, że jesteś w pięknej, opuszczonej willi. Oglądasz ją z myślą o tym, aby ją nabyć i w niej zamieszkać. Przechadzasz się po pustych pokojach i myślisz o tym, że ten dom jest spełnieniem twoich marzeń: duży przestronny, ze wspaniałym rozkładem wnętrz. Tutaj urządzisz sypialnię, tam pokój dla dziecka, a salonie przydałyby się nowe tapety. Za oknami widzisz bujną zieleń tajemniczego ogrodu. Pragniesz kupić ten dom, bo jest jak z bajki. Agent obrotu nieruchomościami, który chodzi za tobą krok w krok gorąco namawia cię na zakup, bo cena jest naprawdę okazyjna.
Nie! Nie rób tego, nie ulegaj urokom tego domostwa! Nie kupuj tego domu, choćby nie wiem jak atrakcyjna była jego cena bo... bo ten dom może cię wessać. Ciebie i Twoją rodzinę. Jeśli w nim zamieszkasz to tak, jakby Twój los został przesądzony.
"Dom kości" czyta się szybko i z zapartym tchem. Nie będę Wam zdradzać nawet zarysu fabuły, na ten temat można poczytać na stronie Wydawnictwa Replika, wystarczy kliknąć tutaj: Dom kości. Żywe dialogi i brak zbędnych opisów sprawiają, że książka jest dynamiczna i wciąż coś się dzieje. Mimo, że nie jestem fanką tego gatunku literackiego, z czystym sumieniem polecam powieść nie tylko amatorom horrorów. Dreszczyk emocji gwarantowany. Przyznaję, że po przeczytaniu "Domu kości" czułam się nieswojo, gdy zdarzyło mi się oprzeć plecami o ścianę mojego domu :)
Dodatkowym bonusem są trzy opowiadania zamieszczone na końcu książki - te także polecam. Szczególnie urzekł mnie "Pospieszny potwór" i zastosowana tam zabawa pętlą czasu.
Foto: autorka
sobota, 8 sierpnia 2015
Mroczne sekrety Hajdukiewiczów i Lesnerów
Trzecia recenzja przedpremierowa pojawiła się u patrona medialnego książki: Anny Grzyb - blog Pisaninka.
Edyta Świętek wykreowała pełen tajemnic i intryg świat,
który wbrew pozorom wcale nie jest aż tak bardzo odległy od naszego własnego.
Miłość, nienawiść, zazdrość, zawiść, wszystkie te uczucia targają przecież
ludźmi od zarania dziejów. Wielu z nich marzy o zemście, o odebraniu wrogowi
tego, na czym najbardziej mu zależy, o upodleniu go, zniszczeniu,
unicestwieniu. Niejednokrotnie dochodzi do morderstwa… bez cienia skrupułów czy
wyrzutów sumienia.
Całość przeczytacie tutaj: RECENZJA 3
środa, 5 sierpnia 2015
Recenzja przedpremierowa nr 2
Tym razem opinię o "Tam, gdzie rodzi się zazdrość" wyraża Magdalena Majcher - recenzentka prowadząca blog Przegląd Czytelniczy.
"Od dłuższego czasu czytam wszystko, co wydaje Edyta Świętek. To jedna z ciekawszych współczesnych polskich autorek. W swoich powieściach łączy historie miłosne z wątkami kryminalnymi czy sensacyjnymi. Jej książki są doskonałą rozrywką i przyjemnym sposobem na spędzenie wieczoru. „Tam, gdzie rodzi się zazdrość” to kolejna świetna powieść spod pióra pisarki. Polecam serdecznie!"
Miłe słowa :)
Całą recenzję przeczytacie tutaj: RECENZJA 2
"Od dłuższego czasu czytam wszystko, co wydaje Edyta Świętek. To jedna z ciekawszych współczesnych polskich autorek. W swoich powieściach łączy historie miłosne z wątkami kryminalnymi czy sensacyjnymi. Jej książki są doskonałą rozrywką i przyjemnym sposobem na spędzenie wieczoru. „Tam, gdzie rodzi się zazdrość” to kolejna świetna powieść spod pióra pisarki. Polecam serdecznie!"
Miłe słowa :)
Całą recenzję przeczytacie tutaj: RECENZJA 2
niedziela, 2 sierpnia 2015
Recenzja przedpremierowa: Tam, gdzie rodzi się zazdrość
Przeczytaliście "Tam, gdzie rodzi się miłość"?
Interesuje Was kontynuacja?
Maleńki przedsmak można odnaleźć w pierwszej przedpremierowej recenzji, którą opublikowała Krystyna, autorka bloga Literacki Świat Cyrysi. Wystarczy kliknąć tutaj: RECENZJA 1
Serdecznie polecam.
Zaglądajcie na mój facebookowy fanpage - już niebawem ogłoszę konkurs, w którym będzie do wygrania moja najnowsza powieść.
Interesuje Was kontynuacja?Maleńki przedsmak można odnaleźć w pierwszej przedpremierowej recenzji, którą opublikowała Krystyna, autorka bloga Literacki Świat Cyrysi. Wystarczy kliknąć tutaj: RECENZJA 1
Serdecznie polecam.
Premiera powieści przewidziana jest na dzień
11 sierpnia 2015 r.
Zaglądajcie na mój facebookowy fanpage - już niebawem ogłoszę konkurs, w którym będzie do wygrania moja najnowsza powieść.
wtorek, 10 marca 2015
Wzruszona niemalże do łez
Przepiękna recenzja/artykuł. Szczególnie ciepło jest mi na sercu, gdyż
tym razem o książce wypowiedział się mężczyzna i zrobił to w tak
porywający sposób, że bardzo mnie wzruszył.
Wyczerpująco poruszony został nie tylko temat powieści, ale również sprawy, które są dla mnie szczególnie ważne. Dziękuję z całego serca autorowi Panu Eugeniuszowi Sigismundowi, a Wam, moi mili, polecam lekturę. Wystarczy kliknąć tutaj: Recenzja
Wyczerpująco poruszony został nie tylko temat powieści, ale również sprawy, które są dla mnie szczególnie ważne. Dziękuję z całego serca autorowi Panu Eugeniuszowi Sigismundowi, a Wam, moi mili, polecam lekturę. Wystarczy kliknąć tutaj: Recenzja
środa, 28 stycznia 2015
Recenzja przedpremierowa nr 2 - Patronat medialny "Pisaninka"
Na tydzień przed premierą powieści mamy mały wysyp recenzji przedpremierowych. Tym razem za analizę książki dziękuję Annie Grzyb, która na swoim blogu "Pisaninka" patronuje medialnie mojej książce.Link do recenzji: "Tam, gdzie rodzi się miłość" u Pisaninki
A co do powiedzenia ma Anna Grzyb? Oto fragment jej przemyśleń:"Pełna zagadek, niebezpieczeństw, sytuacji nie do pozazdroszczenia to historia. Pasjonująca i arcyciekawa, trzyma w napięciu jak diabli. Wydaje mi się, że Edyta Świętek staje się mistrzynią w łączeniu wątków kryminalnych z miłosnymi. Potrafi zainteresować czytelnika do tego stopnia, że zapomina o całym otaczającym go świecie. Liczy się tylko tu i teraz, intryguje, co też wymyśli pisarka, co znajdziemy na następnej stronie tej jakże zajmującej i fascynującej powieści."
Serdecznie dziękuję za słowa uznania.
Recenzja przedpremierowa nr 1
Jako pierwsza o mojej powieści wypowiedziała się Magdalena Kijewska z "Przeglądu Czytelniczego" .
Link do recenzji: "Tam, gdzie rodzi się miłość"
"Romans z
reguły nie jest moim ulubionym gatunkiem literackim, czasem chętnie
przeczytam, lecz niewiele zostało napisanych historii miłosnych, które
potrafią rzucić mnie na kolana. Tym razem jednak jest inaczej, gdyż „Tam
gdzie rodzi się miłość” jest powieścią epicką. Tak, zostałam rzucona na
kolana! Książka Edyty Świętek w moim odczuciu jest rewelacyjnie
napisaną, niebanalną i emocjonującą opowieścią. Wprost nie mogłam
oderwać się od tej historii, pochłonęłam ją w całości, odczuwając
bezwstydną przyjemność z zaglądania w życie bohaterów. Edyta Świętek
jest w doskonałej formie. Stworzyła świeżą, intrygującą i nieszablonową
historię miłosną, nie popadając przy tym w banał. To nie jest „tylko”
romans, to powieść o ludzkich charakterach. Niesamowicie silnych
ludzkich charakterach."
Doczekać takich słów od recenzenta - bezcenne!
Magdaleno, dziękuję!
Link do recenzji: "Tam, gdzie rodzi się miłość"
"Romans z
reguły nie jest moim ulubionym gatunkiem literackim, czasem chętnie
przeczytam, lecz niewiele zostało napisanych historii miłosnych, które
potrafią rzucić mnie na kolana. Tym razem jednak jest inaczej, gdyż „Tam
gdzie rodzi się miłość” jest powieścią epicką. Tak, zostałam rzucona na
kolana! Książka Edyty Świętek w moim odczuciu jest rewelacyjnie
napisaną, niebanalną i emocjonującą opowieścią. Wprost nie mogłam
oderwać się od tej historii, pochłonęłam ją w całości, odczuwając
bezwstydną przyjemność z zaglądania w życie bohaterów. Edyta Świętek
jest w doskonałej formie. Stworzyła świeżą, intrygującą i nieszablonową
historię miłosną, nie popadając przy tym w banał. To nie jest „tylko”
romans, to powieść o ludzkich charakterach. Niesamowicie silnych
ludzkich charakterach."Doczekać takich słów od recenzenta - bezcenne!
Magdaleno, dziękuję!
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Nie widzę inaczej...
Jak dobrze wiecie, nie należę do osób, które dokumentują na blogu swoje życie prywatne. Oddzielam je grubą kreską od tego, co robi Edyta Świętek - autorka. Zdradzę Wam jednak, że wczoraj byliśmy w kinie. Film, który obejrzeliśmy, zapewne nie zrobi tak oszałamiającej kariery jak "Ida" - brak w nim aż takiego pietyzmu. Jest za to bardzo życiowy.
Życiowy aż do bólu.
Poruszający.
Zapadający w umysł.
Ktoś napisał na jakimś forum, że ten film spodoba się przede wszystkim nieco starszym odbiorcom. Ja uważam, że to bzdura. "Carte blanche", bo o tym mowa, spodoba się tym, którzy używają szarych komórek do myślenia. Tym, którzy wiedzą czym jest empatia. Tym, którzy potrafią docenić życiową pasję.
Premiera filmu była zaledwie kilka dni wcześniej. Mimo niedzielnego popołudnia sala kinowa świeciła pustkami.
Dlaczego?
Za mało nagłośniony film?
Za trudny temat (no, bo to przecież na podstawie prawdziwej historii, więc cóż ciekawego można nakręcić o życiu zwyczajnego nauczyciela?)?
Obejrzeliśmy tę produkcję w trójkę: ja, mój mąż oraz nasz piętnastolatek. Wszyscy mieliśmy podobne odczucia - warto było! Piękny, poruszający obraz człowieka, którego nie załamał osobisty dramat i nie zrezygnował z tego, co stanowiło największą wartość jego życia. Pasja do wykonywanego zawodu pozwoliła bohaterowi podnieść się z kolan i pójść dalej - na przekór trudnościom.
Film z pięknym przesłaniem - warto zatrzymać się nad nim chociaż na chwilę. Wszak każdemu z nas może przydarzyć się coś, co na zawsze odmienia życie.
Serdecznie polecam.
piątek, 23 stycznia 2015
Bańki mydlane - recenzja przedpremierowa
Dzień premiery zbliża się szybkimi krokami. Oczywiście nie mogę doczekać się chwili, gdy wezmę w dłonie moje najmłodsze "dziecię" - już wydrukowane i pachnące nowością.Ta powieść jest dla mnie niezwykle ważna. Chciałabym za jej sprawą zrobić coś dobrego dla ludzi, którzy potrzebują naszego wsparcia i miłości. Szczegóły: Pomoc dla Hospicjum
Tymczasem na blogu Magdaleny Kijewskiej "Przegląd Czytelniczy" można już przeczytać pierwszą, przedpremierową recenzję powieści. Serdecznie polecam lekturę: Przegląd Czytelniczy recenzja przedpremierowa
Na zachęcenie cytuję fragmenty przemyśleń Magdaleny:
„Bańki mydlane” zachwycają w całej swej prostocie. To nieskomplikowana, aczkolwiek trafiająca głęboko do naszej duszy historia młodej dziewczyny, wobec której los miał nieco inne plany, niż ona sama. (...)
Edyta
Świętek pisze w sposób bezpośredni i niepozbawiony dosadności,
trafiając wprost do serca czytelnika. Tajemnica całej tej powieści tkwi
w jej prostolinijności i szczerości. Chciałabym jeszcze raz podziękować Magdalenie za objęcie powieści patronatem medialnym oraz miłą i owocną współpracę.
czwartek, 3 lipca 2014
Niesamowite!
Przecieram oczy ze zdumienia i rumienię się po czubki uszu. To naprawdę o mnie?
Kolejne recenzje pojawiają się niemal jak grzyby po deszczu. Mam nadzieję, że nikogo nie pominę:
Hania z bloga Sweet-bitter art - jak zawsze: krótko i rzeczowo :)
http://bazgrolandia-hanki.blogspot.com/2014/07/czytaj-czytaj-czytaj-czyli-cienie.html
Moja imienniczka, Edyta Chmura cudownie wyraziła to, co chciałam przekazać Czytelnikom:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/224085/cienie-przeszlosci/opinia/19675633#opinia19675633
Kolejna recenzja autorstwa Agaty - blog Czytanie to hobby:
http://czytanietohobby.blogspot.com/
Wszystkim recenzentkom serdecznie dziękuję za wyrażenie swoich opinii.
I aż chce się rzec za moim ulubionym poetą:
Mój Boże! Jak mi serce bije!
Jak mi się wzrok owiośnił! Jak świat rozradował![1]”
Kolejne recenzje pojawiają się niemal jak grzyby po deszczu. Mam nadzieję, że nikogo nie pominę:
Hania z bloga Sweet-bitter art - jak zawsze: krótko i rzeczowo :)
http://bazgrolandia-hanki.blogspot.com/2014/07/czytaj-czytaj-czytaj-czyli-cienie.html
Moja imienniczka, Edyta Chmura cudownie wyraziła to, co chciałam przekazać Czytelnikom:
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/224085/cienie-przeszlosci/opinia/19675633#opinia19675633
Kolejna recenzja autorstwa Agaty - blog Czytanie to hobby:
http://czytanietohobby.blogspot.com/
Wszystkim recenzentkom serdecznie dziękuję za wyrażenie swoich opinii.
I aż chce się rzec za moim ulubionym poetą:
Mój Boże! Jak mi serce bije!
Jak mi się wzrok owiośnił! Jak świat rozradował![1]”
środa, 2 lipca 2014
Ekscytacja
Do premiery pozostały ostatnie dwa tygodnie. Czytam pierwsze
recenzje i jestem szczęśliwa. To nie sen - to dzieje się naprawdę. Po
raz kolejny mogę stwierdzić, że marzenia się spełniają.
Wczoraj znowu spotkała mnie miła niespodzianka, możecie to przeczytać tutaj:
http://napieknej.wordpress.com/2014/07/01/cienie-przeszlosci-edyta-swietek/
Ta książka zachwyca od pierwszej do ostatniej strony. Autorka odpowiednio dozuje informacje, pozostawiając swoich czytelników w ciągłej niepewności – co dalej?
To niesamowite, jak kobieta pisząca recenzję doskonale wyczuła te niuanse, które tak wiele dla mnie znaczą!
Paradoks: jestem podekscytowana, lecz czuję jednocześnie głęboki spokój.
Nie mogę doczekać się chwili, gdy wezmę w dłonie materialny owoc mojej pracy, gdy usłyszę szelest kart, poczuję zapach farby drukarskiej, gładkość okładki pod opuszkami palców.
Wczoraj znowu spotkała mnie miła niespodzianka, możecie to przeczytać tutaj:
http://napieknej.wordpress.com/2014/07/01/cienie-przeszlosci-edyta-swietek/
Ta książka zachwyca od pierwszej do ostatniej strony. Autorka odpowiednio dozuje informacje, pozostawiając swoich czytelników w ciągłej niepewności – co dalej?
To niesamowite, jak kobieta pisząca recenzję doskonale wyczuła te niuanse, które tak wiele dla mnie znaczą!
Paradoks: jestem podekscytowana, lecz czuję jednocześnie głęboki spokój.
Nie mogę doczekać się chwili, gdy wezmę w dłonie materialny owoc mojej pracy, gdy usłyszę szelest kart, poczuję zapach farby drukarskiej, gładkość okładki pod opuszkami palców.
wtorek, 24 czerwca 2014
Cienie przeszłości - pierwsze recenzje
Na trzy tygodnie przed premierą zaczęły pojawiać się recenzje "Cieni przeszłości". Serce rośnie, gdy człowiek czyta takie słowa:
Edyta Świętek podjęła się tematu trudnego i temu zadaniu sprostała w sposób mistrzowski. Ciąg zdarzeń zaprezentowany przez autorkę jest jak najbardziej prawdopodobny, kolejne elementy układanki wskakują na swoje miejsce w sposób logiczny i precyzyjny. „Cienie przeszłości” to idealnie wyważona kompozycja utrzymana w klimacie powieści obyczajowej z mocno zarysowanymi wątkami kryminalnymi. Napięcie, jakie cały czas towarzyszy bohaterom, na swoim karku odczuwa również czytelnik. Książka jest emocjonującym zapisem poszukiwania odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, a amnezja okazuje się być ciekawym pretekstem do tego, aby zajrzeć w głąb siebie. Każdy z nas nosi piętno nieodkrytych tajemnic o swojej historii i to twierdzenie staje się punktem wyjściowym do opowieści o Karinie.
Całość recenzji można przeczytać tutaj: http://przeglad-czytelniczy.blogspot.com/2014/06/patronat-medialny-edyta-swietek-cienie.html?showComment=1403634924311#c5532489924485779411
czyli u mojego patrona medialnego.
Druga, nie mniej miła recenzja pojawiła się na blogu Anny Grzyb
Edyta Świętek ma lekkie pióro, powieść czyta się szybko, z zaciekawieniem i zamyśleniem. To bardzo dobra fabuła, dopracowana i wciągająca. Bohaterowie stworzeni przez pisarkę jak najbardziej realistyczni, żywi. I nie możemy zapomnieć o wierszach Juliana Tuwima, które spotykamy na każdym kroku w tej historii. Poezja dodaje całości smaczku, nutki tajemniczości i niesztampowości. Polecam zdecydowanie.
W całości do przeczytania tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2014/06/cienie-przeszosci-edyta-swietek.html?showComment=1403631360930#c3821332263543937590
Edyta Świętek podjęła się tematu trudnego i temu zadaniu sprostała w sposób mistrzowski. Ciąg zdarzeń zaprezentowany przez autorkę jest jak najbardziej prawdopodobny, kolejne elementy układanki wskakują na swoje miejsce w sposób logiczny i precyzyjny. „Cienie przeszłości” to idealnie wyważona kompozycja utrzymana w klimacie powieści obyczajowej z mocno zarysowanymi wątkami kryminalnymi. Napięcie, jakie cały czas towarzyszy bohaterom, na swoim karku odczuwa również czytelnik. Książka jest emocjonującym zapisem poszukiwania odpowiedzi na najtrudniejsze pytania, a amnezja okazuje się być ciekawym pretekstem do tego, aby zajrzeć w głąb siebie. Każdy z nas nosi piętno nieodkrytych tajemnic o swojej historii i to twierdzenie staje się punktem wyjściowym do opowieści o Karinie.
Całość recenzji można przeczytać tutaj: http://przeglad-czytelniczy.blogspot.com/2014/06/patronat-medialny-edyta-swietek-cienie.html?showComment=1403634924311#c5532489924485779411
czyli u mojego patrona medialnego.
Druga, nie mniej miła recenzja pojawiła się na blogu Anny Grzyb
Edyta Świętek ma lekkie pióro, powieść czyta się szybko, z zaciekawieniem i zamyśleniem. To bardzo dobra fabuła, dopracowana i wciągająca. Bohaterowie stworzeni przez pisarkę jak najbardziej realistyczni, żywi. I nie możemy zapomnieć o wierszach Juliana Tuwima, które spotykamy na każdym kroku w tej historii. Poezja dodaje całości smaczku, nutki tajemniczości i niesztampowości. Polecam zdecydowanie.
W całości do przeczytania tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2014/06/cienie-przeszosci-edyta-swietek.html?showComment=1403631360930#c3821332263543937590
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Szczypta magii
O niezwykłym spotkaniu w samym sercu Krakowa...
Z braku czasu dopiero dzisiaj podzielę się z Wami wrażeniami z mojego spotkania z pewną niesamowitą istotą.
Świat wirtualny owocuje czasami zaskakującymi znajomościami. Przyznaję, że w "prawdziwym świecie" nie znam nawet 1/5 osób, które mam w facebookowym gronie znajomych. A jednak czasami znajomość z matrycy komputera przenosi się w świat rzeczywisty, lub w świecie wirtualnym jest intensywna i pełna ekspresji.
W piątek po południu miałam przyjemność poznać jedną z takich właśnie osób. Moja znajomość z Ałbeną Grabowską zaczęła się właśnie na Facebooku. Długo funkcjonowałyśmy obok siebie coś tam czasami komentując lub "lajkując" u wspólnych znajomych. Zbliżenie nastąpiło nagle i dosyć nieoczekiwanie - Wydawnictwo Replika zwróciło się do mnie z zapytaniem, czy mam jakąś zaprzyjaźnioną autorkę, która mogłaby napisać dla mnie blurba (niewtajemniczonym wyjaśniam, że to taka króciutka recenzja - polecjaka na okładce).
Właściwie trudno byłoby mi wyjaśnić, skąd w mojej głowie zrodził się pomysł, aby poprosić o to właśnie Ałbenę - wszak nigdy nie spotkałyśmy się osobiście. Znam przecież inne autorki, ale... No właśnie owo "ale" skłoniło mnie ku temu, aby zagadnąć Ałbenę. Przyznam - zagranie było bardzo ryzykowne, gdyż Ałbena jest z wykształcenia lekarzem-neurologiem, a w "Cieniach przeszłości" pojawia się wątek amnezji. Co więcej, wysyłając tekst - w ogóle o tym nie myślałam i dopiero po fakcie uświadomiłam sobie, jak surowego sędzię sobie wybrałam. Mogłam spodziewać się ostrych słów krytyki, gdyby okazało się, że napisałam bzdury. Druga strona medalu to fakt, że pisanie dla nieznajomej autorki blurba to poważne ryzyko - przecież Ałbenie moja książka mogła się zwyczajnie nie spodobać. I jak w tej sytuacji sygnować coś własnym nazwiskiem? Przyznam szczerze, że nie wiem, czy chciałabym kiedykolwiek stanąć przed dylematem: recenzować dla kogoś czy nie?
Co z tego wniknęło - przekonacie się niebawem :)
Dla mnie niesamowite było samo spotkanie z Ałbeną. Sprzyjający zbieg okoliczności sprawił, że akurat teraz Ałbena promuje swoją najnowszą powieść "Lot nisko nad ziemią" i w piątek gościła w księgarni Matras w Rynku Głównym. Było dla mnie oczywiste, że muszę poznać na żywo osobę, która już wcześniej zrobiła na mnie wielkie wrażenie.
Miałam okazję przeczytać wcześniejszą powieść autorki - "Coraz mniej olśnień" i na przekór tytułowi uważam, że w tej książce z każdą przewracaną stroną olśnień jest coraz więcej. Polecam Wam wszystkim tę pozycję - dowcipna, napisana lekkim piórem, a jednocześnie przenikająca duszę na wskroś, do głębi - pozostawiająca trwały ślad w myślach. Czytałam z zapartym tchem, wciąż dając się zwodzić iluzji i gdy dotarłam do ostatniej strony... Bach! Takiego obrotu zdarzeń nie spodziewałam się w najśmielszych przypuszczeniach. Przeczytałam ostatnie zdanie, a później zaczęłam uważnie sprawdzać, czy gdzieś nie zawieruszyło się jeszcze kilka linijek. Pozostałam w fantastycznym niedosycie i z myślą, że MUSZĘ przeczytać pozostałe powieści Ałbeny.
Czytam więc "Lot nisko nad ziemią" i czuję, jak wysoko można wzlecieć, gdy się tego zapragnie. Jeszcze nie skończyłam lektury - nieszczęsny brak czasu, który wciąż dyszy mi w plecy. Zapewne pochłonęłabym książkę w miniony weekend, lecz w piątek dostałam od Wydawnictwa "Cienie przeszłości" do trzeciej, ostatniej już rewizji autorskiej.
A na koniec napiszę kilka słów o samej Ałbenie.
Egzotyczne imię zawdzięcza swoim bułgarskim korzeniom. Urzekająca z niej istota: piękna, ciepła, niezwykła. Szczerze podziwiam jej intelekt (a wierzcie, że niełatwo mi zaimponować) oraz dokonania zawodowe. Jestem także pod ogromnym wrażeniem talentu literackiego, który posiada. Powieści Ałbeny, to literatura naprawdę wysokich lotów - zmuszają do uważnego czytania i zastanowienia się nad tym, "co autor miał na myśli". Siedziałam na tym spotkaniu jak zaczarowana - słuchając, słuchając, słuchając...
Żałuję, że nie mogłyśmy porozmawiać dłużej, lecz wierzę, że jeszcze będzie ku temu okazja.
A gdzie w tym wszystkim szczypta magii wzmiankowana w tytule posta?
Obydwie uwielbiamy Tuwima, cenimy kobiecy styl ubierania - wiem, to drobiazgi. Prawdziwa magia tkwi w pewnej jednomyślności, która pojawiła się w jej "Locie nisko nad ziemią" i moim "Alter ego" - na czym to polega? Długo musiałabym wyjaśniać, lecz wiem, że osoby, które skuszą się na przeczytanie tych dwóch powieści bez trudu uchwycą tę magię. Mnie, gdy o tym myślę, kręci się w oku łza wzruszenia.
Bodajże pierwszy raz w życiu żałuję, że wrodzona niechęć do dokumentowania wszystkiego komórką nie pozwoliła mi na zrobienie choćby jednego zdjęcia, które uwieczniłoby nasze spotkanie.
Mój skarb:

Z braku czasu dopiero dzisiaj podzielę się z Wami wrażeniami z mojego spotkania z pewną niesamowitą istotą.
Świat wirtualny owocuje czasami zaskakującymi znajomościami. Przyznaję, że w "prawdziwym świecie" nie znam nawet 1/5 osób, które mam w facebookowym gronie znajomych. A jednak czasami znajomość z matrycy komputera przenosi się w świat rzeczywisty, lub w świecie wirtualnym jest intensywna i pełna ekspresji.
W piątek po południu miałam przyjemność poznać jedną z takich właśnie osób. Moja znajomość z Ałbeną Grabowską zaczęła się właśnie na Facebooku. Długo funkcjonowałyśmy obok siebie coś tam czasami komentując lub "lajkując" u wspólnych znajomych. Zbliżenie nastąpiło nagle i dosyć nieoczekiwanie - Wydawnictwo Replika zwróciło się do mnie z zapytaniem, czy mam jakąś zaprzyjaźnioną autorkę, która mogłaby napisać dla mnie blurba (niewtajemniczonym wyjaśniam, że to taka króciutka recenzja - polecjaka na okładce).
Właściwie trudno byłoby mi wyjaśnić, skąd w mojej głowie zrodził się pomysł, aby poprosić o to właśnie Ałbenę - wszak nigdy nie spotkałyśmy się osobiście. Znam przecież inne autorki, ale... No właśnie owo "ale" skłoniło mnie ku temu, aby zagadnąć Ałbenę. Przyznam - zagranie było bardzo ryzykowne, gdyż Ałbena jest z wykształcenia lekarzem-neurologiem, a w "Cieniach przeszłości" pojawia się wątek amnezji. Co więcej, wysyłając tekst - w ogóle o tym nie myślałam i dopiero po fakcie uświadomiłam sobie, jak surowego sędzię sobie wybrałam. Mogłam spodziewać się ostrych słów krytyki, gdyby okazało się, że napisałam bzdury. Druga strona medalu to fakt, że pisanie dla nieznajomej autorki blurba to poważne ryzyko - przecież Ałbenie moja książka mogła się zwyczajnie nie spodobać. I jak w tej sytuacji sygnować coś własnym nazwiskiem? Przyznam szczerze, że nie wiem, czy chciałabym kiedykolwiek stanąć przed dylematem: recenzować dla kogoś czy nie?
Co z tego wniknęło - przekonacie się niebawem :)
Dla mnie niesamowite było samo spotkanie z Ałbeną. Sprzyjający zbieg okoliczności sprawił, że akurat teraz Ałbena promuje swoją najnowszą powieść "Lot nisko nad ziemią" i w piątek gościła w księgarni Matras w Rynku Głównym. Było dla mnie oczywiste, że muszę poznać na żywo osobę, która już wcześniej zrobiła na mnie wielkie wrażenie.
Miałam okazję przeczytać wcześniejszą powieść autorki - "Coraz mniej olśnień" i na przekór tytułowi uważam, że w tej książce z każdą przewracaną stroną olśnień jest coraz więcej. Polecam Wam wszystkim tę pozycję - dowcipna, napisana lekkim piórem, a jednocześnie przenikająca duszę na wskroś, do głębi - pozostawiająca trwały ślad w myślach. Czytałam z zapartym tchem, wciąż dając się zwodzić iluzji i gdy dotarłam do ostatniej strony... Bach! Takiego obrotu zdarzeń nie spodziewałam się w najśmielszych przypuszczeniach. Przeczytałam ostatnie zdanie, a później zaczęłam uważnie sprawdzać, czy gdzieś nie zawieruszyło się jeszcze kilka linijek. Pozostałam w fantastycznym niedosycie i z myślą, że MUSZĘ przeczytać pozostałe powieści Ałbeny.
Czytam więc "Lot nisko nad ziemią" i czuję, jak wysoko można wzlecieć, gdy się tego zapragnie. Jeszcze nie skończyłam lektury - nieszczęsny brak czasu, który wciąż dyszy mi w plecy. Zapewne pochłonęłabym książkę w miniony weekend, lecz w piątek dostałam od Wydawnictwa "Cienie przeszłości" do trzeciej, ostatniej już rewizji autorskiej.
A na koniec napiszę kilka słów o samej Ałbenie.
Egzotyczne imię zawdzięcza swoim bułgarskim korzeniom. Urzekająca z niej istota: piękna, ciepła, niezwykła. Szczerze podziwiam jej intelekt (a wierzcie, że niełatwo mi zaimponować) oraz dokonania zawodowe. Jestem także pod ogromnym wrażeniem talentu literackiego, który posiada. Powieści Ałbeny, to literatura naprawdę wysokich lotów - zmuszają do uważnego czytania i zastanowienia się nad tym, "co autor miał na myśli". Siedziałam na tym spotkaniu jak zaczarowana - słuchając, słuchając, słuchając...
Żałuję, że nie mogłyśmy porozmawiać dłużej, lecz wierzę, że jeszcze będzie ku temu okazja.
A gdzie w tym wszystkim szczypta magii wzmiankowana w tytule posta?
Obydwie uwielbiamy Tuwima, cenimy kobiecy styl ubierania - wiem, to drobiazgi. Prawdziwa magia tkwi w pewnej jednomyślności, która pojawiła się w jej "Locie nisko nad ziemią" i moim "Alter ego" - na czym to polega? Długo musiałabym wyjaśniać, lecz wiem, że osoby, które skuszą się na przeczytanie tych dwóch powieści bez trudu uchwycą tę magię. Mnie, gdy o tym myślę, kręci się w oku łza wzruszenia.
Bodajże pierwszy raz w życiu żałuję, że wrodzona niechęć do dokumentowania wszystkiego komórką nie pozwoliła mi na zrobienie choćby jednego zdjęcia, które uwieczniłoby nasze spotkanie.
Mój skarb:

Subskrybuj:
Posty (Atom)








