Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Majcher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Magdalena Majcher. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 października 2020

Nie czas na tajemnice

 Ktoś mógłby mi zarzucić, że jestem monotematyczna w kwestii pisania recenzji o przeczytanych przeze mnie książkach, ponieważ często wracam do tych samych autorek. Podkreślę więc jeszcze raz, że nie zawracam sobie głowy czytaniem powieści, które mnie nużą lub z jakiegoś powodu nie wzbudzają mojego zainteresowania. Nie mam po prostu czasu na zajmowanie się takimi książkami, podobnie jak nie mam energii na to, by produkować zabawne, acz negatywne opinie jakich wiele krąży w sieci na temat kiepskich lektur.

Tyle tytułem wstępu. A teraz konkrety :)

Magda Majcher, obok Agaty Kołakowskiej, Hanny Greń, Aśki Szarańskiej czy Aśki Sykat (mogłabym wymienić jeszcze wiele nazwisk) od dłuższego czasu należy do grona moich ulubionych autorek. Z każdą powieścią Magdy utwierdzam się w przekonaniu, że jest pisarką niezwykle wrażliwą i potrafi bardzo mądrze przedstawiać ważne społecznie problemy.

Czym tym razem mnie oczarowała?

Powieść "Nie czas na tajemnice" jest trzecim tomem cyklu "Osiedle Pogodne". Tym razem autorka pochyla się nad sprawą wydawania opinii, a raczej wyroków w internecie. Przywołuje tutaj słynną akcję #meetoo (lub jak kto woli #metoo), która miała na celu zwrócenie uwagi na problem molestowania seksualnego kobiet. Magda przedstawia temat od zupełnie innej strony, czyli z punktu widzenia rodziny osoby oskarżonej o taki czyn. Zanim bohaterowi tej historii zostało cokolwiek udowodnione - wina bądź jej brak, ludzie zdążyli na tego człowieka wydać wyrok i uznać go winnym. Na mężczyznę oraz jego rodzinę spłynęła fala hejtu, dotknął ich także ostracyzm. Media takie jak prasa, radio czy internet służyły wyłącznie negatywnemu osądzaniu podejrzanego.

Magda w brawurowy sposób ukazuje eskalację zdarzeń i nakręcającą się spiralę nienawiści. Daje poważnie do myślenia swoim czytelnikom i skłania do refleksji. Pokazuje, jak łatwo zrujnować czyjeś życie na podstawie samych domniemań.

Zastanawiam się, ile razy my, ludzie, wydajemy wyroki na innych, nie znając pełnego obrazu sytuacji? Ile razy oceniamy, nie mając pojęcia o niczym? Ile razy układamy sobie w głowie obraz człowieka na podstawie strzępów informacji znalezionych na Facebooku, Instagramie, zaprezentowanych przez osoby trzecie.

Jesteśmy niechlubnymi ekspertami w absolutnie każdej dziedzinie życia. Czujemy się zobowiązani, a wręcz zobligowani do głoszenia opinii na każdy temat, którym żyje opinia publiczna. Stajemy po którejś stronie barykady, nie do końca wiedząc, o co tak naprawdę toczy się wojna. Za pośrednictwem mediów dajemy sobą manipulować i, niestety bardzo często, niczym stado wilków prowadzone przez barana - spadamy w przepaść.

Magdo! Jeśli czytasz moją recenzję, to wiedz, że jestem Ci wdzięczna za ten głos rozsądku.

Drodzy Czytelnicy, polecam Wam z całego serca tę powieść. Uważam, że każdy powinien po nią sięgnąć i oddać się refleksji. Nadmieniam, że nie jest konieczna znajomość pozostałych tomów cyklu, ponieważ "Osiedle Pogodne" to zbiór niezależnych historii, które łączy jedynie lokalizacja miejsca zdarzeń.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Pascal za pasjonującą lekturę!



wtorek, 28 lipca 2020

Port nad zatoką

Magdalena Majcher jak zwykle jest niezawodna. Bez względu na to, czy pisze poważną powieść dotykającą problemów społecznych, czy tekst nieco lżejszy, zawsze potrafi mnie zaintrygować i nie pozwala na to, abym odłożyła książkę na dłużej.
Spodziewałam się, że "Port nad zatoką" będzie urlopową lekturą, a tymczasem kolejny raz dostałam kawał dobrej obyczajowej historii. W mojej pamięci utkwił szczególnie mocno taki cytat:
"Domu nie można sprzedać, bo nosi się go w sercu. Nieruchomość, jak i wszystkie inne nabyte dobra, owszem, można spieniężyć..."
Przyznaję, że spodziewałam się zupełnie innego zakończenia, ale oczywiście Magda nie byłaby sobą, gdyby nie zafundowała czytelnikom niespodzianki.
Czy polecam?
Ależ oczywiście! Jak wszystkie inne powieści Magdy ❤
Serdecznie dziękuję autorce oraz wydawnictwu PASCAL za egzemplarz powieści.

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Powrót na "Osiedle Pogodne"

Oj to osiedle Pogodne! Wcale takie pogodne nie jest, wbrew temu, co sugeruje nazwa :)

Jakiś czas temu przebrnęłam przez lekturę kolejnej powieści Magdaleny Majcher. Tym razem wieczorami towarzyszyli mi bohaterowie powieści "Życie oparte na kłamstwach" z cyklu "Osiedle Pogodne". Dlaczego użyłam słowa "przebrnęłam", które mogłoby sugerować, że czytanie szło mi nader opieszale? Ano dlatego, że Magdalena Majcher po raz kolejny zafundowała czytelnikom mocną emocjonalnie powieść poruszającą niezwykle ważny temat. Takich książek nie można łapczywie połykać, trzeba je czytać powoli i z namysłem, brnąć w tekst i perypetie bohaterów bez pośpiechu.

Opis powieści z okładki:
Dla Judyty utrzymanie pozorów jest ważniejsze od szczęścia. Udaje więc, że jej rodzina jest idealna, a swoje smutki topi w coraz głębszym kieliszku. Ale nie jest jedyna osoba w rodzinie, która kłamie. Dominik od lat ukrywa, że jest gejem. Ich córka udaje, że nic nie wie o rodzinnych problemach.

Skrót fabuły bardzo mnie zainteresował, zwłaszcza, że przed laty także sięgnęłam po zbliżony problem i w powieści "Cappuccino z cynamonem" opisałam taki sam układ rodzinny: mąż homoseksualista i niczego nieświadoma heteroseksualna połowica, która czuje ogromne osamotnienie i chłód wiejący z małżeńskiego łoża. Choć fabuły powieści i cele jakie przyświecały nam podczas pracy nad tekstami były skrajnie różne (bądź co bądź "Cappuccino z cynamonem" jest dość pogodnym romansem, w którym wielką wagę odgrywa damska solidarność i przyjaźń), byłam niezmiernie ciekawa, czy spojrzenie Magdy na taki związek małżeński będzie zbieżny z moim.

Autorka pochyla się nad problemem sztucznie stworzonego tworu, jakim jest rodzina założona przez homoseksualistę z heteroseksualistką. Homoseksualizm sam w sobie to temat trudny i od dłuższego czasu bardzo mocno dyskutowany w naszym społeczeństwie. Temat, który dzieli Polaków na dwa obozy. Autorka swą powieścią nie wchodzi jednak w dyskusje polityczne, lecz ukazuje obraz rozkładu rodziny, która zbudowana została na kłamstwach. Dominik, zawierając związek małżeński, oszukał swoją narzeczoną. Nie ujawnił istotnej sprawy, jaką była jego orientacja seksualna. Unieszczęśliwił tym samym zarówno siebie i żonę, jak i dzieci urodzone z tego związku, a wszystko po to, by uniknąć potępienia ze strony ojca, który nie potrafiłby zaakceptować jego preferencji. Magda bardzo wprawnie i bez zbędnych upiększeń kreśli obraz upadku oraz konsekwencji, jakie pociąga za sobą kłamstwo. Kolejny raz potwierdza moje odczucie, że jest osobą, która potrafi dogłębnie przeanalizować problem i zaprezentować go czytelnikowi z różnych punktów widzenia.

Mamy tutaj do czynienia z:

  • Nieszczęśliwym Dominikiem uwikłanym w kłamstwo i prowadzącym podwójne życie
  • Osamotnioną żoną popadającą w alkoholizm
  • Nastolatką, która tkwi w samym środku dysfunkcyjnej rodziny
  • Ojcem Dominika - człowiekiem surowym, który nie potrafi nagiąć swoich przekonań
  • Zagubioną matką Dominika, która rozdarta jest pomiędzy mężem tyranem a instynktem macierzyńskim.

Kreacja wymienionych postaci jest na wskroś wiarygodna. Widać, że Magdalena poświęciła swoim bohaterom wiele uwagi. Jak dla mnie ta seria to prawdziwy strzał w dziesiątkę. Autorka dobrze sobie radzi z trudnymi tematami i potrafi porwać czytelników.  Z niecierpliwością oczekuję na kolejną książkę z tego cyklu.

Za lekturę, która mocno daje do myślenia dziękuję autorce oraz Wydawnictwu Pascal :)


czwartek, 6 lutego 2020

Osiedle Pogodne - Prawda przychodzi nieproszona

O twórczości Magdy Majcher było na tym blogu już kilka wzmianek. Dzisiaj chciałabym się pochylić nad najnowszą powieścią autorki.

"Prawda przychodzi nieproszona" jest pierwszym tomem otwierającym cykl "Osiedle Pogodne". Wydawać by się mogło, że tym razem Magdalena pokusi się o coś lżejszego, optymistycznego - wszak wskazuje na to tytuł całej serii. Oczywiście nic bardziej mylnego, ponieważ w swej powieści pisarka serwuje nam naprawdę mocną i poruszającą historię. Daruję sobie przytaczanie choćby krótkiego streszczenia - bez trudu znajdziecie je w sieci. Dla mnie istotna jest galaretka, która wypełnia przestrzeń pomiędzy poszczególnymi wydarzeniami w życiu głównej bohaterki, a mianowicie portret psychologiczny Magdaleny Pudełko.

Tym razem Magda Majcher serwuje nam historię kobiety. Powieściowa Magdalena przeżyła w dzieciństwie prawdziwą traumę - jej matka została zamordowana w okolicznościach, które początkowo wydają się dość niejasne. Jest to zabieg celowy, ponieważ autorka pokazuje nam klasyczny mechanizm wyparcia, a jednocześnie przykład tego, jak mocno trudne przeżycia z przeszłości mogą rzutować na całe dorosłe życie. Portret psychologiczny bohaterki został tutaj bardzo wiarygodnie nakreślony - niepewność, lęki, napady duszności, a wreszcie ataki paniki przeżywa się razem z nią. Widzimy podejmowane próby walki o samą siebie i wspaniałe wsparcie ze strony wyrozumiałego męża.

W powieści "Prawda przychodzi nieproszona" ważnym bohaterem jest czas. W naszej świadomości utarło się stwierdzenie, że czas leczy rany. Tutaj mamy do czynienia ze zgrabną polemiką na ten temat, gdyż to nie upływa czasu wyzwala bohaterkę z jej lęków oraz zaburzeń, a wielka determinacja i chęć walki o samą siebie.

W moim subiektywnym odczuciu jest to zdecydowanie najciekawsza powieść Magdaleny Majcher. Dopracowana, interesująca, nie pozwalająca odetchnąć.

Serdecznie polecam tę historię Waszej uwadze - sięgając po nią na pewno się nie rozczarujecie. Ja jestem zafascynowana :)

Dziękuję Wydawnictwu Pascal za egzemplarz powieści.


piątek, 24 stycznia 2020

Dzień, w którym Cię poznałam

Dzisiaj chciałabym napisać o nieco innej odsłonie Magdaleny Majcher, bowiem moja koleżanka "po piórze" porwała się na nietypowy dla niej projekt, czyli postanowiła napisać romans. Oczywiście jak przystało na Magdę, nie jest to słodka, cukierkowa opowiastka stanowiąca przyjemną lekturę przed snem, gdyż jak zawsze autorka porusza ważkie tematy. W tym przypadku osią powieści są wspomnienia "Solidarnościowców" o latach walki z poprzednim ustrojem.


Wątek miłosny, który serwuje Magda zdecydowanie nie należy do łatwych. Mamy bowiem do czynienia z ciut znudzoną mężatką, która po paru latach tkwienia u boku niewłaściwego mężczyzny spotyka kogoś, kto powinien być jedyną miłością jej życia. Jak wybrnąć z takiej sytuacji? Nadal dusić się w toksycznym związku, czy zrobić skok na głęboką wodę, narażając się tym samym na krytykę bliskich osób? Czy zdrada małżeńska może zostać usprawiedliwiona?

Autorka z typową dla siebie bezkompromisowością ukazuje świat wewnętrznych przeżyć kobiety, która jest rozdarta pomiędzy tym co powinna, a tym, co dyktuje głos serca. Momentami Maja sprawia wrażenie pogubionej, czasami wręcz irytującej osoby. W rzeczywistości jednak jest to nader realistycznie ukazany portret osoby zmagającej się z nie lada dylematem moralnym. I tutaj należą się Magdzie wyrazy uznania, gdyż nie jest łatwo napisać powieść na tak trudny (wbrew pozorom) temat, by nie popaść w banał i nie oceniać motywów postępowania głównej bohaterki. Zadanie było tym trudniejsze, że tym razem mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową. Jako pisarka dobrze wiem, ile może to przysporzyć problemów, gdy chce się czytelnikowi jak najwiarygodniej zaprezentować fabułę.

Czy polecam?
Zdecydowanie tak!
A o mojej sympatii do autorki niech świadczy poniższa fotografia :)


czwartek, 6 czerwca 2019

Obcy powiew wiatru

Niedawno otrzymałam od Wydawnictwa Pascal kolejną przesyłkę z powieścią Magdaleny Majcher. Tym razem był to I tom nowej serii - "Sagi nadmorskiej" zatytułowany "Obcy powiew wiatru". Przyznaję, że trochę odwlekałam moment, w którym sięgnę po lekturę, gdyż na II tom przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać, a ja najchętniej przeczytałabym całość. Pokusa okazała się jednak na tyle nieprzezwyciężona, że po prostu wzięłam książkę w dłoń.
 

Magdalena zabiera swoich czytelników w przeszłość - do roku 1939 i zaprasza na odległą Wołyń. Losy głównej bohaterki, Marcjanny, splatają się z wydarzeniami II wojny światowej. Rzeź, jaka została dokonana przez Ukraińców na Polakach wyciska smutne piętno na bliskich Marcjanny.

Autorka w typowy dla siebie plastyczny sposób ukazuje okrucieństwa okupacji i konfliktu zbrojnego, a następnie traumę związaną z koniecznością migracji w obce strony. Widać tu pracę włożoną w research oraz zgłębienie ciekawostek związanych z Kresami.

Jestem niezwykle ciekawa tego, jak potoczą się dalsze losy Marianny oraz jej krewnych. Czy odnajdą szczęście w nowym domu? Czy pokochają Bałtyk miłością równie wielką  jak ta, którą darzyli rodzinne strony?

Premiera II tomu już 19 czerwca.

Serdecznie polecam tę lekturę wielbicielom sag rodzinnych z historią w tle. Z całą pewnością jest to powieść godna uwagi.


poniedziałek, 4 lutego 2019

Jeszcze jeden uśmiech

W piątek otrzymałam kolejną przesyłkę z Wydawnictwa Pascal, a w niej powieść Magdaleny Majcher zatytułowaną "Jeszcze jeden uśmiech". O tym, że powieści Magdy bardzo lubię, pisałam już kilkakrotnie. O tym, że można po nie sięgać w ciemno także już wspominałam.

Zwykle mam w domu kilka książek do przeczytania i staram się zapoznawać z nimi w kolejności zakupienia, wymiany bądź otrzymania. Tak się jednak złożyło, że akurat w piątek skończyłam jedną lekturę i choć miałam inny plan - sięgnęłam po nowość.

Sięgnęłam i... przepadłam!

Zawsze powtarzam, że nie jestem targetem dla autorów książek o macierzyństwie, które zazwyczaj są zbyt słodkie i wyidealizowane. Większość autorek skupia się bowiem na zachwytach nad pulchnymi stópkami, bezzębnymi uśmiechami i wszystkimi rozkoszami jakie niesie ze sobą posiadanie dzieci. Ewentualnie dostajemy przerysowany obraz uciemiężonej kury domowej, która samotnie zmaga się z trudami macierzyństwa, podczas gdy szanowny małżonek ucieka z domowego zacisza pod pretekstem pracy na pełen zegar.

Magda już niejednokrotnie udowodniła mi, że potrafi spoglądać na każdy problem z głębszej perspektywy. Cenię ją za to, że podejmuje się trudnych tematów, a jaj powieści mają starannie przemyślaną fabułę.

W książce "Jeszcze jeden uśmiech" autorka mierzy się z fenomenem współczesnych czasów, czyli wojną matczyno-matczyną - swoistym novum, które zaczęło "kwitnąć" wraz z rozwojem sieci internetowej.

W tym miejscu pozwolę sobie na osobistą dygresję.
Moje jedyne dziecko przyszło na świat blisko dziewiętnaście lat temu. Jak wiadomo, dostęp do internetu był wtedy mocno ograniczony. Ba! Telefonia komórkowa właściwie raczkowała. Nie miałam do dyspozycji forów internetowych, nie istniały także współczesne dylematy: poród naturalny czy cesarskie cięcie, karmienie piersią czy butelką, kilkuletnia opieka nad dzieckiem czy powrót do pracy natychmiast po urlopie macierzyńskim. Było wtedy oczywiste, że obligatoryjny jest poród siłami natury, cesarskie cięcie wymagało wskazań lekarza (ewentualnie znajomości wspartych przez kopertę z banknotami o odpowiednim nominale). Karmienie? Tylko naturalne. Na butelkę można było przejść dopiero wtedy, gdy nie było pokarmu lub młoda mama wracała do pracy.
No właśnie: powrót do pracy!
Miałam to nieszczęście, że moje macierzyństwo przypadło na czasy, gdy standardem było wyrzucanie z pracy świeżo upieczonych mam. Ten los spotkał moje dwie biurowe koleżanki. Kiedy więc moja przełożona zadzwoniła do mnie ze słowami, że mam wrócić do pracy, bo kończy mi się urlop macierzyński - nie próbowałam z nią dyskutować, ani targować się, że za tydzień jest Boże Narodzenie, więc przedłużę czas spędzony z dzieckiem chociaż do Nowego Roku. Matki z przełomu lat dziewięćdziesiątych oraz milenium nie miały łatwo: poziom życia był znacznie niższy niż obecnie, nie mogłyśmy liczyć na pomoc ze strony pracodawców czy państwa. Nikogo nie obchodziło, co zrobimy z naszymi dziećmi. Brakowało żłobków i miejsc w przedszkolach a te prywatne były horrendalnie drogie. Nie miałyśmy także forów, na których mogłybyśmy dzielić się doświadczeniami i wiedzą, udzielać sobie wsparcia.
Ale z drugiej strony nie toczyłyśmy między sobą ze sobą wojen o to, która matka jest lepsza: rodząca siłami natury, czy przez zabieg, karmiąca piersią czy butelką itd.
Czyżby?
Nie do końca!

Wojna matczyno-matczyna trwa od zawsze. Odkąd istnieje rodzaj ludzki zawsze znajdują się jakieś doświadczone kobiety, które w kwestiach macierzyńskich pozjadały wszystkie rozumy. My, kobiety sprzed epoki forów internetowych dla mamusiek też byłyśmy poddawane surowej ocenie: przez nasze matki, teściowe, ciotki czy sąsiadki.

Zła matka karmiła butelką, nie wkładała dziecku czapeczki, gdy wychodziło na spacer, używała pampersów zamiast tetry, wracała do pracy zaraz po urlopie macierzyńskim, wychowywała jedynaka. Popełniłam wszystkie te grzechy - tak, z perspektywy doświadczonych życiowo mam peerelowskich byłam złą matką. Mimo udogodnień, jakie zafundowała nam rozwijająca się prężnie gospodarka rynkowa: pampersów, różnych akcesoriów, szerokiego dostępu do poradników, byłyśmy kiepskimi matkami w ocenie kobiet, które musiały z pietyzmem wychowywać gromadkę dzieci, pracować zawodowo i stać w gigantycznych kolejkach. Bo każde pokolenie ma swój sposób oceniania i uważa, że to ono ma rację.

Magda Majcher w swojej najnowszej powieści - premiera była zaledwie kilka dni temu - po mistrzowsku mierzy się z wojną matczyno-matczyną. Kreśli portrety zupełnie różnych kobiet, z których każda ma własne, bardzo indywidualne podejście do macierzyństwa. I, co zasługuje na szczególną pochwałę, Magda nie ocenia żadnej ze swoich bohaterek. Nie ukazuje wyższości matek "chustowych" nad matkami pracującymi. Dyscyplinujących nad kochającymi. Jako narrator jest tylko obserwatorem, który w obiektywny sposób opisuje rzeczywistość.


Fabuła powieści to nie tylko spory rodem z forów internetowych przeniesione do realnego świata, ale również porywające historie poszczególnych postaci: nowoczesnej samotnej matki, kobiety wielodzietnej obciążonej ponad swoje siły, żony podejrzewającej męża o zdradę, czy dorosłej córki, która mimo że sama jest mamą, wciąż podlega intensywnej kontroli rodzicielskiej ze strony własnej, nadopiekuńczej matki.

Spójrz, jak dzisiaj postrzegana jest wielodzietna rodzina. W opinii społeczeństwa jesteśmy patologią.

Więź, którą nawiązuję przez cały czas z moją córką, będzie relacją na całe życie. Nie chcę, by w dorosłości myślała, że w dzieciństwie bardziej mogła liczyć na swoją babcię niż matkę.

Urzekło mnie to analityczne spojrzenie na problemy dzisiejszego macierzyństwa.

Z perspektywy własnych doświadczeń muszę przyznać, że trochę zazdroszczę współczesnym mamusiom. Sposób postrzegania ciąży, porodu, połogu i wychowywania dzieci uległ radykalnej zmianie na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Owszem, wciąż słyszymy o traumach związanych z nieludzkim podejściem do rodzącej kobiety, lecz odnoszę wrażenie, że teraz są to skrajności. W czasie, gdy ja rodziłam, standardem było, gdy kobieta usłyszała od położnej: No i co się tak nad sobą użalasz? Musi boleć! Urodzisz, to przejdzie. Standardem było też to, że rodząca mogła nie dostać nic do jedzenia i picia od momentu zgłoszenia się na izbę przyjęć aż do śniadania dzień po porodzie. Serio. Ja w szpitalu nie jadłam przez dwadzieścia cztery godziny, a gdy już popłakałam się z pragnienia, ktoś z wielką łaską i jadowitym komentarzem podał mi kubek wody. Teraz takie przypadki są piętnowane i nagłaśniane w mediach społecznościowych. Dziewczyny w stanie błogosławionym mogą dzielić się informacjami na temat położnych, lekarzy oraz szpitali. Wiele aspektów związanych z porodem jest przedmiotem świadomego wyboru.

Magda Majcher przenosi dyskusje mamusiek z portali internetowych w prawdziwe życie, i pokazuje, jak wielki potencjał tkwi w kobietach, nawet tak bardzo różniących się od siebie, gdy pojawia się sytuacja kryzysowa. Pięknym aspektem tej powieści jest zaprezentowanie problemu, który jednoczy panie o skrajnie odmiennych poglądach. Kiedy dziecko jednej z nich zaczyna poważnie chorować wszelkie animozje przestają mieć znaczenie.

Serdecznie polecam lekturę najnowszej powieści Magdaleny Majcher. "Jeszcze jeden uśmiech" - warto zapamiętać ten tytuł i po niego sięgnąć. Myślę, że to obowiązkowa lektura dla każdej kobiety - zarówno tej, przed którą dopiero pojawia się wizja zakładania rodziny, jak i dla mamy wychowującej swoją pociechę, a także dla babć - ku przestrodze, by pamiętały, że nie można zanadto wchodzić w kompetencje rodzica.

"Jeszcze jeden uśmiech" - zdecydowanie najlepsza powieść w dorobku Magdaleny Majcher.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Pascal oraz autorce za premierowy egzemplarz.


piątek, 11 stycznia 2019

Czasami cuda się zdarzają :)

Dawno nie polecałam Wam żadnej lektury. I bynajmniej nie z braku ciekawych powieści - do tych miałam bowiem ostatnio szczęście - lecz z braku czasu na to, by coś na ten temat napisać. Skupiona byłam na dopinaniu własnych spraw, a książki innych autorek towarzyszyły mi głównie "do poduszki". W czasie świątecznym, choć przez mój dom przewinęło się mnóstwo gości, sięgnęłam po ostatnią powieść mojej dobrej koleżanki - Magdaleny Majcher.

Mimo że tytuł i okładka wskazują na powieść świąteczną, nie dajcie się zwieść pozorom! "Cud grudniowej nocy", choć wydany pięknie i klimatem wtapia się w okres Bożego Narodzenia, jest pozycją, po którą warto sięgnąć niezależnie od pory roku. Akcja faktycznie rozgrywa się w grudniu, lecz sytuacje, z jakimi tutaj się stykamy są uniwersalne. Nie jest to słodka opowiastka o typowo przedświątecznym zamieszaniu, dobrych uczynkach, potrawach wigilijnych czy prezentach.
Nie będę zdradzała fabuły, by nie psuć Wam przyjemności czytania. Nadmienię jednakże, że Magda pokusiła się o piękne nakreślenie portretów psychologicznych postaci.
Pięć bohaterek spoglądających na czytelnika z kart powieści zaprezentowanych zostało wyjątkowo wiarygodne. Nie są to osoby jednoznaczne: czarno-białe. Cechy pozytywne przeplatają się z negatywnymi, a autorka z typową dla siebie zręcznością ukazuje czytelnikowi typowe, ludzkie przywary.
Ciekawym pomysłem było zaprezentowanie dwóch matek i trzech córek - panujących pomiędzy nimi relacji i nieporozumień, które nawarstwiły się przez długie lata niedomówień oraz skrywanych żali.

Magdalena Majcher jest bardzo dobrą obserwatorką zwyczajnego, codziennego życia i potrafi je wiernie odmalować w swoich tekstach. Właściwie po jej książki można sięgać w ciemno - za każdym razem otrzymujemy satysfakcjonującą treść.

Serdecznie polecam!



poniedziałek, 18 czerwca 2018

Wszystkie pory uczuć. Lato

Niedawno listonosz dostarczył mi intrygującą przesyłkę.

Kiedy uniosłam wieczko pudełka, po domu rozszedł się urzekający zapach, a moim oczom ukazała się zawartość, która wywołała przyspieszone bicie serca - okazało się bowiem, że Wydawnictwo Pascal postanowiło zrobić mi prezent w postaci najnowszej powieści Magdaleny Majcher z cyklu "Wszystkie pory uczuć". Tym razem przyszedł czas "Lato".



Magda jest jakąś czarodziejką, ponieważ generalnie nie przepadam za powieściami związanymi z macierzyństwem, a jednak po teksty jej autorstwa zawsze sięgam z przyjemnością i to niezależnie od poruszanych tematów.


Powieść "Lato" skupia się wokół pary, która po wielu miesiącach pozostawania w stałym związku podejmuje starania o dziecko. Główna bohaterka, Joanna, bez przeszkód zachodzi w ciążę i zaczyna snuć wizje macierzyństwa idealnego. Będąc w stanie błogosławionym, planuje szczegóły związane z porodem, pobytem w szpitalu, wybiera odpowiednią placówkę i uzgadnia wszystkie interesujące ją kwestie z lekarzem - począwszy od przebiegu akcji porodowej siłami natury, poprzez brak znieczulenia, pierwszy kontakt z dzieckiem, kamienie itp. Z ekscytacją nabywa poradniki dla przyszłych mam, które mają pomóc w wychowaniu dziecka.

Czy aby na pewno wszystko da się zaplanować, a później perfekcyjnie odkreślać każdy punkt z listy?

Otóż nie!
W przypadku ciąży nie jest możliwe przewidzenie absolutnie wszystkiego. Dla Joasi niemożliwym okazuje się poród siłami natury, a to pociąga za sobą całą lawinę zdarzeń, które sprawiają, że misterny plan zostaje pogrzebany.

Magda Majcher po raz kolejny wspięła się na pisarskie wyżyny, z ogromną wrażliwością ukazując macierzyństwo od jego najmniej przyjemnej strony: bez lukrowanych zachwytów nad maleństwem, wzniosłych chwil i idealizmu. Macierzyństwo wcale nie wygląda tak, jak pokazują to celebrytki w kolorowych magazynach czy na instagramie. Która kobieta kilka godzin po porodzie wygląda równie promiennie co księżna Kate? Bądźmy realistami! W prawdziwym życiu macierzyństwo często wiąże się nie tylko z rozczulającymi przyjemnościami, ale to również krew, łzy, ból, bezsilność, a nawet depresja. I tę ostatnią Magda prezentuje po mistrzowsku. Bo każda matka ma prawo do chwili słabości, do załamania czy zwątpienia we własne siły. A wiele jest takich, które bez fachowej pomocy nie potrafią pokonać tego stanu.

Myślę, że "Lato" jest obowiązkową lekturą dla każdej przyszłej matki. Nie po to, by nastraszyć ciężarną kobietę, ale po to, by zrozumiała, że nie wszystko musi pójść po jej myśli, ponieważ absolutnie każde macierzyństwo od pierwszych chwil posiada jedną cechę: NIEPRZEWIDYWALNOŚĆ.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Pascal za emocjonującą lekturę.
Magdaleno: wyrazy uznania!

środa, 25 kwietnia 2018

Wszystkie pory uczuć. Wiosna

Są takie powieści, obok których nie można przejść obojętnie. Zdecydowanie należy do nich najnowsza publikacja mojej młodej koleżanki "po piórze" Magdaleny Majcher. Młodej wiekiem, bo dorobkiem już dość bogatej :)
Należę do grona szczęśliwych osób, które przeczytały absolutnie wszystkie powieści tej pisarki, włącznie z pewnym nieopublikowanym tekstem. Kibicowałam Madzi od samego początku jej kariery literackiej, zakładając, że świetnie sobie poradzi na rynku wydawniczym i zyska grono wiernych czytelniczek. Muszę z przyjemnością stwierdzić, że Magda doskonale sobie radzi, i z powieści na powieść jest coraz lepsza, a poprzeczkę ustawiła sobie naprawdę wysoko.

"Wszystkie pory uczuć. Wiosna" jest to przejmująca opowieść o sile miłości i tęsknocie za macierzyństwem (opis z okładki). Trudno nie zgodzić się z tymi słowami.

Autorka doskonale wczuła się w rolę kobiety, która pragnie potomstwa, lecz z przyczyn zdrowotnych (anatomicznych) nie może urodzić dziecka.
Główna bohaterka, Ewelina, jest na pozór szczęśliwą kobietą. Ma wprawdzie za sobą nieudane małżeństwo i rozwód, lecz w jej życiu jest wspaniały mężczyzna - drugi mąż, idealnie dobrana połówka jabłka. Ich życie układa się bardzo dobrze, są ludźmi o stabilnej sytuacji materialnej. Do szczęścia brak im tylko malucha, który dopełniłby ten związek. Wiedząc, że dla nich jedynym sposobem na rodzicielstwo jest adopcja, postanawiają podjąć kroki w tym kierunku.

Piękna decyzja, nieprawdaż?

Postronnej osobie, która nigdy nie miała do czynienia z adopcją wydawać by się mogło, że w momencie, gdy dziecko trafia do rodziców adopcyjnych historia kończy się fajerwerkami. Wszak wszyscy powinni być szczęśliwi: rodzice, ponieważ mają upragnione dziecko, dziecko, ponieważ dostaje upragniony dom i rodziców.

I nagle zonk! To wcale tak nie działa!

Jeśli do tej pory myśleliście, że adopcja ma tylko tę jasną i pogodną stronę, to tkwicie w błędzie. Otóż nic bardziej mylnego, ponieważ od pierwszych wspólnie spędzonych chwil pojawiają się problemy z przystosowaniem. Wszak jeśli nie jest to niemowę, a dziecko kilkuletnie, to ma już własne upodobania i nawyki, których lepiej nie zmieniać. A jeśli odbiegają od przyjmowanych powszechnie standardów, to korygowanie ich jest prawdziwym wyzwaniem.

Czy to wystarczy?
Nie!

Magda Majcher postanowiła bowiem zmierzyć się że znacznie trudniejszym zadaniem. Bo nie dość, że para adoptuje dość dużego chłopca, to jeszcze jest to dziecko z licznymi schorzeniami i niedoborami intelektualnymi. Adoptowany Piotruś został urodzony przez kobietę, która w trakcie ciąży nie stroniła od alkoholu, co skutkowało wieloma wadami wrodzonymi określanymi w skrócie jako FAS, czyli alkoholowy zespół płodowy. Więcej na ten temat możecie poczytać choćby TUTAJ, choć Wikipedia nie wyczerpuje tematu. Tak więc pisarka podjęła się wielkiego wyzwania, by nie tylko przybliżyć czytelnikom trudności i procedury adopcyjne, ale jeszcze pogłębiła ten problem.

Serdecznie polecam Wam lekturę tej powieści. To ważna pozycja na rynku literatury obyczajowej. Nawet jeśli nie wyczerpuje merytorycznie tematu schorzenia, to i tak daje ogromne wyobrażenie tego, z czym zmagają się zarówno dzieci jaki i opiekunowie osób obarczonych FAS. Wielką zaletą tej powieści są pięknie nakreślone sylwetki (Brawo za teściową!) oraz plastyczny, przystępny język.

Myślę, że po tej lekturze nikt nie zaproponuje ciężarnej kobiecie kieliszka czerwonego wina "na krew".

Za możliwość zapoznania się z tą fascynującą lekturą dziękuję Wydawnictwu Pascal oraz Magdalenie Majcher.


wtorek, 6 czerwca 2017

Magdalena Majcher - Matka mojej córki

Niedawno otrzymałam w prezencie od Wydawnictwa Pascal trzecią powieść młodej polskiej autorki Magdaleny Majcher. Jako, że znam autorkę osobiście (sympatyczna dziewczyna pełna pozytywnej energii) i mam za sobą lekturę wszystkich książek opublikowanych przez Magdę oraz jednego tekstu, który jeszcze nie został wydany, mogę śmiało pokusić się o stwierdzenie, że "Matka mojej córki" jest zdecydowanie najlepszą z jej dotychczasowych powieści.

Nina w wieku szesnastu lat przeżyła pierwszą miłość i zaszła w ciążę. Teraz niechętnie przyjeżdża do rodzinnej Czeladzi. Życie zmusza ją jednak do porzucenia kariery w bankowości i powrotu do domu. Musi uporać się nie tylko ze śmiercią ojca, ale również z własną przeszłością. (opis wydawcy)

Zaintrygował mnie właśnie powyższy opis. Byłam niezwykle ciekawa w jaki sposób Magda odmaluje emocje, jakie towarzyszą zakochanej nastolatce. Czy powrócą wspomnienia o mojej pierwszej miłości, którą przeżywałam, będąc w wieku głównej bohaterki?

Muszę przyznać, że autorka przekonała mnie wiarygodnością opisów. Mamy tutaj pięknie nakreślony portret psychologiczny młodej, rozemocjonowanej dziewczyny, która z jednej strony pragnie akceptacji ze strony imponujących jej rówieśników, a z drugiej tęskni za matczyną miłością.

Matka Niny - Małgorzata zdecydowanie zawojowała moje serce, mimo że z założenia miała być postacią negatywną. Wiem, że wiele czytelniczek uznało tę kobietę za inteligentnie stworzonego potwora: mamy tu do czynienia z egoistką pozbawioną skrupułów, która dla zaspokojenia swoich potrzeb i ambicji rozmyślnie krzywdzi własne dziecko, wmawiając wszystkim wokół, że robi to dla dobra córki. Ponieważ Małgorzata jest mniej więcej moją rówieśnicą, łatwo mogę podążyć za jej tokiem rozumowania i poniekąd rozgrzeszyć. Jest to bowiem postać skrajnie nieszczęśliwa. I tutaj wielkie brawa dla Magdy za to, że tak sprytnie zbudowała całą intrygę, pokazując stopniowe rozluźnianie więzi macierzyńskich pomiędzy Niną i matką oraz towarzyszącą temu atmosferę.

Serdecznie polecam książkę wszystkim wielbicielkom mocnych powieści obyczajowych. Zdecydowanie nie jest to słodki romans, lecz lektura, która wymaga chwili refleksji. Już dziś można zauważyć, że Magda jest bardzo obiecującą autorką młodego pokolenia.

Dziękuję Wydawnictwu Pascal za egzemplarz powieści!

Dziękuję także Przemysławowi  Kotu za to, że zadziwiająco grzecznie towarzyszył mi podczas czytania :)