Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 września 2021

W Niepołomicach powoli robi się jesiennie.

Kiedyś nie przepadałam za tą porą roku, zdecydowanie wolałam upalne lato. Teraz doceniam przepych jesiennych barw, tajemniczość mgieł spowijających puszczę i babie lato snujące się nad polami.

Za moimi plecami widzicie zamek królewski.



poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Na zamku w Niepołomicach

 Niepołomice, choć niewielkie, wciąż mnie zachwycają. Mieszkam w okolicy ponad dwadzieścia lat. Widzę, jak wciąż zmienia się miasteczko. Pamiętam zamek, gdy był ponurą, zapuszczoną budowlą nadgryzioną zębem czasu. Kiedyś na zamkowym dziedzińcu panoszyli się Austriacy. Zaborcy nie dbali o zamek, urządzili sobie w nim stajnie. W czasach, gdy stacjonowali tutaj żołnierze, spłonęło II piętro. Teraz jest to naprawdę śliczne miejsce.




czwartek, 26 sierpnia 2021

Puszcza Niepołomicka

 Zaszumiała Puszcza Niepołomicka na kartach mojej powieści. Wielowiekowa knieja stanie się areną ważnych wydarzeń również w drugim tomie "Niepołomic": najpierw udzieli schronienia powstańcom, później zostanie tam ukryte ciało zamordowanego człowieka, będzie też miejscem miłosnych schadzek.



piątek, 27 lutego 2015

Nowohuckie wspomnienia


Nowa Huta jest szczególnie bliską mojemu sercu dzielnicą Krakowa. To właśnie tam urodziłam się i wychowałam. Czasami myślę o tym, że gdybym znowu miała zamieszkać w mieście, to chciałabym wrócić właśnie tam.

Dlaczego?

Ponieważ Nowa Huta jest piękna. Mam oczywiście na myśli najstarszą część tej dzielnicy - niezepsutą przez chaotyczne działania deweloperów. Na życzenie Stalina Nowa Huta została wybudowana wg planów, które miały wpasować ją w klimat i architekturę Krakowa. Stąd właśnie liczne arkady i wdzięczne zdobienia bloków-kamienic. Zawsze podobały mi się zabudowania w okolicy Placu Centralnego, gdzie bloki przypominały fortyfikacje, tworząc klimatyczne enklawy. Tam są całe osiedla, które w razie potrzeby (działań wojennych) można było szczelnie odgrodzić, a pod nimi ciągną się systemy bunkrów. W każdym takim osiedlu jest mnóstwo zieleni i przestrzeń, której brakuje nowszym obszarom miasta.

Wiosną Nowa Huta z moich wspomnień rozkwitała bzami, jaśminami, kalinami, a później dywanami róż.

 Foto: M. Lasyk, źródło: http://fakty.interia.pl/malopolskie/news-30-kwietnia-dniem-nowej-huty,nId,1285608
Nowa Huta z lotu ptaka/fot. M. Lasyk
/Reporter


Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/malopolskie/news-30-kwietnia-dniem-nowej-huty,nId,1285608#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Nowa Huta z lotu ptaka/fot. M. Lasyk
/Reporter


Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/malopolskie/news-30-kwietnia-dniem-nowej-huty,nId,1285608#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

Doskonale pamiętam te place zabaw, na których można było godzinami bawić się w gronie rówieśników. Nasze zabawy w "czterech pancernych", "podchody", "raz, dwa, trzy, baba-jaga patrzy", godziny zwisania z trzepaków, grania w gumę i klasy i w "państwa-miasta"...
Niezapomniany smak precli kupionych od staruszki sprzedającej je na przystanku tramwajowym.
Cytrynada, którą można było pić na wiele sposobów, przy czym sączenie jej przez słomkę było chyba najbardziej nudne...

 Foto: www.nowahutanastarychzdjeciach.pl

Z przyjaciółmi chodziliśmy do kina Świt, nieco rzadziej do Światowidu. Spektakle wystawiane były w Teatrze Ludowym. Mieliśmy także Nowohuckie Centrum Kultury, gdzie zawsze działo się coś ciekawego. Zimą ślizgaliśmy się na łyżwach na stadionie "Hutnik". Latem można było popływać rowerkiem wodnym po zalewie. Spacery - Aleją Róż. Zakupy dla nas - w Świecie Dziecka. Lody na Placu Centralnym...
Pamiętam zakupy w Skarbnicy - największej nowohuckiej księgarni! Mama nigdy nie żałowała pieniędzy na książki dla mnie. Jechałyśmy razem na Plac Centralny i tam, w magicznym królestwie fantazji, mogłam wybierać do woli!

Ach... Wspomnienia...



A dzisiaj? Cóż pozostało z tamtych czasów?
W kultowym kinie Świt (tam byłam na pierwszej "prawdziwej" randce) zrobiono supermarket. Nie do wiary! W świątyni dziesiątej muzy rozpanoszyli się sprzedawcy majtek i oślizłych wędlin! Aleja Róż straciła swój pierwotny urok i charakter. Zmieniono nazwy ulic, zmieniły się sklepy. Skarbnica zionie ciemnymi, pustymi witrynami. Nawet precle smakują i wyglądają inaczej niż wtedy.


A może jest tak, że człowiek zawsze z sentymentem wspomina miejsca w których  dorastał?
I jak u Mickiewicza oczyma wyobraźni wciąż widzi się

                                        Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie
                                        Święty i czysty jak pierwsze kochanie,
                                        Nie zaburzony błędów przypomnieniem,
                                        Nie podkopany nadziei złudzeniem
                                        Ani zmieniony wypadków strumieniem.

 Nie śmiejcie się - ja naprawdę kocham Nową Hutę :)


niedziela, 27 lipca 2014

Śladami Kariny Rojewskiej :)

Piękny dzień. Wybrałam się dzisiaj z moimi dżentelmenami na małą wycieczkę do Krakowa. Ruszyliśmy śladami Kariny Rojewskiej (Cienie przeszłości).

Samochód porzuciliśmy na parkingu i na Kazimierz pomknęliśmy tramwajem :)

Najpierw obowiązkowy punkt programu (w powieści niestety go nie uwzględniłam), czyli wielka zapiekanka w "okrąglaku". A później piwo dla nas i cola dla nieletniego. A gdzie?


Chodźcie za mną, zaprowadzę Was.





Ciekawe, czy wewnątrz będzie tajemniczy mężczyzna z hipnotyzującym spojrzeniem?




Nie spotkałam nikogo znajomego, ale rower jak wisiał, tak nadal wisi :)





Kładka Ojca Bernatka  - ciekawe, czy wisi gdzieś tutaj kłódka z imieniem Kariny i...





Krótka chwila relaksu, oczywiście z książką :)





Schodzimy w dół, na Bulwary Wiślane, gdzie Karina tak bardzo lubiła biegać:




Zdjęcia - tradycyjnie - autorstwa męża mego :)

niedziela, 10 listopada 2013

Jesienny spacer po Puszczy Niepołomickiej

Korzystając z prześlicznej, słonecznej pogody, wybraliśmy się na rodzinny spacer po Puszczy Niepołomickiej. Żałuję, że nie jestem w stanie zamieścić w tej notatce... zapachu. Dokładnie tak - zapachu lasu wilgotnego po całonocnej ulewie . To magiczna mieszanina woni grzybów, butwiejących gałęzi oraz liści zaścielających ścieżki.

Otaczała nas cisza przerywana jedynie natarczywym stukaniem dzięciołowych dziobów o pnie - zupełnie, jakby wszystkie umówiły się na dzisiejszy dzień.

Pod naszymi stopami szeleściły liście, przez ogołocone gałęzie raziły promienie nisko zawieszonego słońca, zrudziałe paprocie nieruchomo oczekiwały na na nadejście zimy.

Wspaniały relaks - każdemu polecam taką wycieczkę.





Magiczna ścieżka w nieznane:




Uśmiecha się, czy tylko nas obserwuje?




Puszcza przeglądająca się w kałużach:









Ostatnie liście zatrzymane w pół drogi:




- Idziemy dalej?




- Za chwilę :)