piątek, 1 grudnia 2017

Spotkajmy sie w styczniu 2018 r

Szanowni bibliotekarze, drodzy czytelnicy,

26 stycznia 2018 r wybieram się na spotkanie autorskie do Wejherowa. Dla mnie jest to wyprawa przez całą Polskę, więc byłoby wspaniale, gdybym przy tej okazji mogła spotkać się również z czytelnikami w innych miejscowościach. Jeżeli zaglądają tutaj przedstawiciele instytucji znajdujących się na trasie Kraków-Warszawa-Wejherowo, którzy byliby zainteresowani zaproszeniem mnie do siebie, to uprzejmie proszę o kontakt: edytaswietek@wp.pl

Mam do dyspozycji przedostatni tydzień stycznia, czyli terminy od 22 do 26-01-2018 r.



Foto: Wojciech Jakubek

środa, 15 listopada 2017

Spotkajmy się w Rzeszowie :)

Serdecznie zapraszam na Świąteczne Targi Książki. Będę miała ze sobą dobry humor, długopis i czadowe zakładki do książek!

Szczegóły na poniższym plakacie.



poniedziałek, 30 października 2017

Spotkaliśmy się w Krakowie

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika za zaproszenie na tegoroczne Targi Książki w Krakowie. Wyrazy uznania należą się świetnej ekipie, która  zapewniła ciepłą i pogodną atmosferę podczas imprezy.

Dla mnie to było szczególnie ważne spotkanie z czytelnikami, ponieważ jestem w trakcie promowania III tomu sagi "Spacer aleją Róż" zatytułowanego "Drzewa szumiące nadzieją". Moi czytelnicy doskonale się orientują, że akcja tego cyklu rozgrywa się w Nowej Hucie, czyli w miejscu szczególnie bliskiemu memu sercu. Cieszy mnie więc bardzo liczna obecność mieszkańców tej niezwykłej dzielnicy Krakowa.


Poniżej prezentuję fotorelację z tegorocznych Targów Książki w Krakowie. Załączone zdjęcia otrzymałam dzięki uprzejmości mojego ulubionego fotografa - Bogusława Hajduka, który zajrzał do mnie na kilka minut podczas mojego spotkania z czytelnikami.

Widok, który przywitał mnie na stoisku wydawnictwa:

Spotkajmy się w Katowicach

Serdecznie zapraszam na Śląskie Targi Książki.
Tym razem będę gościem Darka Rekosza :)

Razem z pisarką Agatą Kołakowską wystąpimy w duecie black & white   Nie ręczę za moją koleżankę po fachu, ale obiecuję, że ja nie będę śpiewać, lecz podpisywać powieści i rozmawiać z czytelnikami. Moje popisy wokalne mogłyby się marnie skończyć 😂😂😂




czwartek, 19 października 2017

Spotkajmy się w Krakowie

Szanowni Państwo! Serdecznie zapraszam!

Hala Dunaj :)


Głód miłości

Subiektywnie :)

Niedawno otrzymałam w prezencie od Wydawnictwa Replika najnowszą powieść Natalii Nowak-Lewandowskiej zatytułowaną "Głód miłości".

Opis ze strony wydawnictwa:



Młody adwokat, Dawid, ma w życiu wszystko oprócz tego, co wydaje mu się zbędne: miłości i stabilizacji. Pewnego dnia na przejściu dla pieszych potrąca samochodem młodą dziewczynę, Martę. Nie wie jeszcze, że ten wypadek wywróci jego życie do góry nogami. Dziewczyna od początku wydaje mu się nieco dziwna i niekonsekwentna w swoich zachowaniach i reakcjach. Dawid odwiedza ją w szpitalu, gdzie po wypadku Marta dochodzi do siebie, i jest nią coraz bardziej zauroczony. Nie może jedynie zrozumieć, skąd jej dziwne zachowanie: raz okazuje mu serdeczność i zainteresowanie, by po chwili patrzeć na niego z taką wściekłością i niechęcią, jakby miała przed sobą największego wroga.



Mówi się, że nie należy oceniać książek po okładce i faktycznie jest to prawda. Czasami, gdy grafika poniesie fantazja, pojawiają się na rynku wydawniczym twory zupełnie nieadekwatne do zawartości. W tym konkretnym przypadku muszę stwierdzić, że praca P. Izy Szewczyk, która projektowała okładkę "Głodu miłości" to mistrzostwo. Niezwykle symboliczny obrazek jest doskonale dopasowany do treści. Przyciąga wzrok i intryguje. Gniazdo w dłoniach dziewczyny - ewidentne nawiązanie do kobiecych tęsknot o wiciu własnego gniazdka i pragnieniu stabilizacji. A te tabletki? To nie jest przypadek, lecz starannie dopracowana koncepcja.

Przejdźmy jednak do rzeczy.
"Głód miłości" to druga publikacja na koncie autorki. Jest to mocna powieść obyczajowa, lecz przypadnie do gustu również wielbicielkom romansów, ponieważ aż kipi emocjami. Miałam przyjemność czytać debiutancki tekst Natalii, i jestem pod dużym wrażeniem progresu. Ponownie podjęła się pisania na trudny temat, i w moim odczuciu doskonale sobie z nim poradziła.

Największym atutem tekstu są wyraziście nakreślone postaci pierwszoplanowe. Kiedy poznajemy główną bohaterkę, Martę, odnosimy wrażenie, że mamy do czynienia z dziwną, trochę wyrachowaną dziewczyną, która chciałaby wszystkiego, dając w zamian niewiele. Osacza swojego partnera, zachowuje się w sposób skrajnie nieprzewidywalny, ulega zmianom nastrojów. Jest naładowana emocjami, które aż elektryzują.

- Widziałam, wszystko widziałam! - dyszała. - Widziałam, jak na nią patrzyłeś, widziałam, jak flirtowałeś bez skrępowania, a ja siedziałam przecież na wprost ciebie! Jak mogłeś?! - Jej krzyk zwracał uwagę mijających ich przechodniów. 

Jaki mężczyzna ma się zmierzyć z taką furią? Anioł w ludzkiej postaci? Męczennik, który pokornie zniesie wszystko? O nie! Autorka zafundowała nam szaleńczy roller coaster, bowiem Dawid bywa równie impulsywny i nieobliczalny co Marta.

- No ja pierdolę, nie wytrzymam! - Wyrżnął z całej siły w blat biurka, zrzucając przy tym dokumenty.

Co może wyjść z takiej diabelskiej mieszanki? Trudna miłość. Pełna pasji, namiętności i emocji. Bohaterowie zdają się balansować na kruchej tafli lodu. Jedno nieostrożne zachowanie może pociągnąć za sobą katastrofalne konsekwencje. Natalia intrygująco prowadzi nas przez meandry ludzkiej psychiki, zaglądając w jej najmroczniejsze zakamarki.

Dodatkowym atutem powieści jest prosta forma i brak zbędnych ozdobników. Na podstawie opisów możemy sobie wyobrazić bohaterów oraz sytuacje w które zabrnęli, lecz nie jest to monotonne czy nużące. Wyważony minimalizm.

"Głód miłości" z całą pewnością zapadnie w moją pamięć na długo. Jest to jedna z lepszych powieści, jakie przeczytałam w bieżącym roku. Z przyjemnością sięgnę po kolejne książki autorki.

Serdecznie polecam! Warto przeczytać!

Dziękuję Wydawnictwu Replika za egzemplarz powieści.




Młody adwokat, Dawid, ma w życiu wszystko oprócz tego, co wydaje mu się zbędne: miłości i stabilizacji. Pewnego dnia na przejściu dla pieszych potrąca samochodem młodą dziewczynę, Martę. Nie wie jeszcze, że ten wypadek wywróci jego życie do góry nogami. Dziewczyna od początku wydaje mu się nieco dziwna i niekonsekwentna w swoich zachowaniach i reakcjach. Dawid odwiedza ją w szpitalu, gdzie po wypadku Marta dochodzi do siebie, i jest nią coraz bardziej zauroczony. Nie może jedynie zrozumieć, skąd jej dziwne zachowanie: raz okazuje mu serdeczność i zainteresowanie, by po chwili patrzeć na niego z taką wściekłością i niechęcią, jakby miała przed sobą największego wroga.
Młody adwokat, Dawid, ma w życiu wszystko oprócz tego, co wydaje mu się zbędne: miłości i stabilizacji. Pewnego dnia na przejściu dla pieszych potrąca samochodem młodą dziewczynę, Martę. Nie wie jeszcze, że ten wypadek wywróci jego życie do góry nogami. Dziewczyna od początku wydaje mu się nieco dziwna i niekonsekwentna w swoich zachowaniach i reakcjach. Dawid odwiedza ją w szpitalu, gdzie po wypadku Marta dochodzi do siebie, i jest nią coraz bardziej zauroczony. Nie może jedynie zrozumieć, skąd jej dziwne zachowanie: raz okazuje mu serdeczność i zainteresowanie, by po chwili patrzeć na niego z taką wściekłością i niechęcią, jakby miała przed sobą największego wroga.
Młody adwokat, Dawid, ma w życiu wszystko oprócz tego, co wydaje mu się zbędne: miłości i stabilizacji. Pewnego dnia na przejściu dla pieszych potrąca samochodem młodą dziewczynę, Martę. Nie wie jeszcze, że ten wypadek wywróci jego życie do góry nogami. Dziewczyna od początku wydaje mu się nieco dziwna i niekonsekwentna w swoich zachowaniach i reakcjach. Dawid odwiedza ją w szpitalu, gdzie po wypadku Marta dochodzi do siebie, i jest nią coraz bardziej zauroczony. Nie może jedynie zrozumieć, skąd jej dziwne zachowanie: raz okazuje mu serdeczność i zainteresowanie, by po chwili patrzeć na niego z taką wściekłością i niechęcią, jakby miała przed sobą największego wroga.
Młody adwokat, Dawid, ma w życiu wszystko oprócz tego, co wydaje mu się zbędne: miłości i stabilizacji. Pewnego dnia na przejściu dla pieszych potrąca samochodem młodą dziewczynę, Martę. Nie wie jeszcze, że ten wypadek wywróci jego życie do góry nogami. Dziewczyna od początku wydaje mu się nieco dziwna i niekonsekwentna w swoich zachowaniach i reakcjach. Dawid odwiedza ją w szpitalu, gdzie po wypadku Marta dochodzi do siebie, i jest nią coraz bardziej zauroczony. Nie może jedynie zrozumieć, skąd jej dziwne zachowanie: raz okazuje mu serdeczność i zainteresowanie, by po chwili patrzeć na niego z taką wściekłością i niechęcią, jakby miała przed sobą największego wroga.
Młody adwokat, Dawid, ma w życiu wszystko oprócz tego, co wydaje mu się zbędne: miłości i stabilizacji. Pewnego dnia na przejściu dla pieszych potrąca samochodem młodą dziewczynę, Martę. Nie wie jeszcze, że ten wypadek wywróci jego życie do góry nogami. Dziewczyna od początku wydaje mu się nieco dziwna i niekonsekwentna w swoich zachowaniach i reakcjach. Dawid odwiedza ją w szpitalu, gdzie po wypadku Marta dochodzi do siebie, i jest nią coraz bardziej zauroczony. Nie może jedynie zrozumieć, skąd jej dziwne zachowanie: raz okazuje mu serdeczność i zainteresowanie, by po chwili patrzeć na niego z taką wściekłością i niechęcią, jakby miała przed sobą największego wroga.
Młody adwokat, Dawid, ma w życiu wszystko oprócz tego, co wydaje mu się zbędne: miłości i stabilizacji. Pewnego dnia na przejściu dla pieszych potrąca samochodem młodą dziewczynę, Martę. Nie wie jeszcze, że ten wypadek wywróci jego życie do góry nogami. Dziewczyna od początku wydaje mu się nieco dziwna i niekonsekwentna w swoich zachowaniach i reakcjach. Dawid odwiedza ją w szpitalu, gdzie po wypadku Marta dochodzi do siebie, i jest nią coraz bardziej zauroczony. Nie może jedynie zrozumieć, skąd jej dziwne zachowanie: raz okazuje mu serdeczność i zainteresowanie, by po chwili patrzeć na niego z taką wściekłością i niechęcią, jakby miała przed sobą największego wroga.

niedziela, 8 października 2017

Jesienny spacer aleją Róż

Wydawnictwo Replika postanowiło zaprosić mieszkańców Krakowa na "Spacer Aleją Róż".
Od pierwszego października przez cały miesiąc w wybranych krakowskich tramwajach podróżują takie oto plakaty:



A oprócz nich, na przystankach w okolicy nowohuckiej alei Róż można natknąć się na takie afisze:



Oczywiście  nie mogłam sobie odmówić przyjemności zobaczenia tego na własne oczy :)





Na przystanku wpadłam nieoczekiwanie na jedną z moich wiernych czytelniczek, Magdalenę Natonek, wszechstronnie utalentowaną dziewczynę, która robi wspaniałe fotografie.





Madzia trafiła w to miejsce nieprzypadkowo. Przywiodła ją tam chęć wykonania w alei Róż oraz parku Ratuszowym plenerowych zdjęć moim powieściom. Poniżej piękne efekty jej pracy:

Piękna nowohucka jesień:









W trzecim tomie pod tym pomnikiem pewien pan padnie na kolana przed pewna panią :)



wtorek, 26 września 2017

Ostatnia prosta

Jeżeli dostaję od mojego wydawcy maila z okładką w całości, to jest niechybny znak, że tekst lada moment poleci do druku. To ostatnia prosta przed premierą. Zaczynam niecierpliwe odliczanie i czekam na moment, gdy wezmę w dłonie moje piętnaste "dziecię".

A tak wyglądać to będzie w całości:


Okładkę zdążyłam już zaprezentować na Facebooku i jedna z moich wiernych czytelniczek od razu zwróciła uwagę na to, że książka będzie grubsza od poprzednich :)

Spotkaliśmy się w Kłaju

W miniony piątek miałam przyjemność gościć na spotkaniu autorskim w Gminnej  Bibliotece Publicznej w Kłaju. Do ostatniej chwili z niepokojem spoglądałam w niebo, ponieważ przez ostatnich kilka dni pogoda zdecydowanie nas nie rozpieszczała. Na szczęście przed wyznaczonym terminem przestało padać i ku mojemu zaskoczeniu znowu zaczęło, gdy byłam w drodze powrotnej do domu. Ot, takie szczęście :)

Ku mojemu bardzo przyjemnemu zaskoczeniu wśród licznie przybyłych gości była spora gromadka młodzieży w wieku szkolnym (gimnazjalnym, licealnym). Niezmiernie się cieszę, że rośnie młode pokolenie czytelników.

Z czytelnikami z Kłaja rozmawiałam o początkach mojej działalności literackiej, o tym, jak w praktyce wygląda praca pisarza i oczywiście o napisanych przeze mnie powieściach. A ponieważ w jednej z nich - "Miodzie na serce" pojawiają się wzmianki o miejscowości Kłaj, czytelnicy okazywali żywe zainteresowanie tym tekstem. Nie obyło się także bez wzmianek o planach na przyszłość oraz bieżąco realizowanym projekcie, czyli sadze "Spacer aleją Róż". Ten temat omawialiśmy szczególnie dogłębnie i mogę z wielką przyjemnością stwierdzić, że nastolatkowie, którzy wychowują się w realiach zupełnie różnych od czasów, które opisuję w tym cyklu, słuchali moich słów z wielkim zainteresowaniem.



Na zakończenie spotkania spotkała mnie bardzo miła niespodzianka, gdyż otrzymałam upominek w postaci torby z bardzo praktycznymi i przydatnymi gadżetami promującymi gminę Kłaj oraz bibliotekę.




Serdecznie dziękuję za zaproszenie, przemiłą atmosferę, doskonałą herbatę oraz upominki.


Poniżej prezentuję fotorelację z wieczoru autorskiego. Zdjęcia udostępniam dzięki uprzejmości Pani Kamili Polak.














sobota, 16 września 2017

Spotkajmy się w Kłaju :)

Mam dobrą wiadomość dla moich drogich czytelników z Kłaja i okolicy. Już w najbliższy piątek - 22 września 2017 r. będę gościem Gminnej Biblioteki Publicznej w Kłaju. Serdecznie zapraszam - przybywajcie na pogawędkę o mnie oraz mojej twórczości!

Jako ciekawostkę mogę zdradzić, że podczas spotkania będzie mowa między innymi o powieści "Miód na serce", w której jeden z bohaterów jest mieszkańcem miejscowości Kłaj.

Po części oficjalnej będzie możliwość nabycia powieści mojego autorstwa. Oczywiście z dedykacjami :)

Do zobaczenia!



Pliszka upolowana

Hanna Greń jest pisarką znaną przede wszystkim z kryminałów. Spod jej pióra wyszedł między innymi Cykl wiślański - czyli trzy mocno krwiste powieści, w których trup ściele się gęsto, a policjanci muszą się zmierzyć z niebagatelnymi wyzwaniami.

Jakiś czas temu Hania postanowiła spróbować swoich sił w powieści obyczajowej.
Czy sprawdziła się w tej roli?
O tym za chwilę.

Zanim napiszę coś na temat mojej ostatniej lektury do poduszki, chciałabym przybliżyć Wam sylwetkę autorki. Nieco ponad rok temu miałyśmy niesamowitą przyjemność poznać się podczas imprez plenerowych w Szczyrku i Ustroniu. Hania jest bardzo ciepłą i sympatyczną osobą o wyjątkowym poczuciu humoru, które pięknie przekłada się na jej twórczość. Prócz wspólnych upodobań literackich łączą mnie z nią jeszcze dwie sprawy. Po pierwsze: ekonomiczne wykształcenie - obydwie ukończyłyśmy studia w tym kierunku i związałyśmy z nim życie zawodowe. Drugą analogią są tradycje mundurowe w naszych rodzinach.


Foto - archiwum prywatne. Od lewej: Hania Greń i jej uroczy, szczery uśmiech, zapracowana pisarka :), sympatyczne czytelniczki

Jak już wcześniej wspomniałam, żywiołem Hani są kryminały, lecz z przyjemnością mogłam się przekonać, że odnalazła się również w tematyce obyczajowej, czego namacalnym dowodem jest dwutomowy cykl "Polowanie na Pliszkę". Pierwszy tom zatytułowany "Jak kamień w wodę" miałam przyjemność przeczytać jeszcze przed premierą i spodobał mi się tak bardzo, że na okładce książki pojawiło się to:



A tak prezentuje się cały cykl:



Pierwszy tom miał premierę parę miesięcy temu, tom drugi "Światełko w tunelu" jest w sprzedaży od kilku tygodni. Seria "Polowanie na Pliszkę" podbiła moje serce i dostarczyła rozrywki na kilka przyjemnych wieczorów.

Wydawnictwo Replika:

T. 1
Kiedy Kornelia zaczyna otrzymywać tajemnicze listy z pogróżkami, uważa to za głupi dowcip. Żyje na uboczu, nie wchodząc nikomu w drogę i nie nawiązując żadnych bliższych relacji z innymi ludźmi, kto więc mógłby życzyć jej śmierci? Jednak sytuacja staje się coraz poważniejsza, dlatego kobieta podejmuje decyzję o zgłoszeniu się na policję.
Nie jest to dla niej łatwe – jej dotychczasowe kontakty ze stróżami prawa nie należały do najprzyjemniejszych. W młodości została niesłusznie oskarżona o składanie fałszywych zeznań. Wszyscy zdawali się być wrogo nastawieni do Kornelii, ponieważ mężczyzna, którego oskarżyła wtedy o próbę gwałtu, sam był policjantem, a jego koledzy nie wierzyli, że mógł dopuścić się przestępstwa.
W wyniku zbiegu okoliczności, kobieta natrafia na posterunku na tego samego funkcjonariusza, który przed laty próbował ją zdyskredytować, aby chronić swojego przyjaciela. Mimo wrogiego nastawienia, to jednak właśnie ten mężczyzna może okazać się dla Kornelii jedyną nadzieją.


T. 2

Po ostatnich tragicznych wydarzeniach Gerard jest przekonany, że bezpowrotnie utracił to, co było dla niego najważniejsze. Po Kornelii pozostał mu jedynie maleńki kot, którego kobieta zostawiła pod jego opieką przed ich ostatnim rozstaniem.

Okazuje się jednak, że ciało znalezione w domu Pliszki po pożarze należy do kogoś innego. Gdzie zatem podziała się Kornelia i dlaczego nie daje znaku życia? Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy komisarz dowiaduje się, że jego koledzy stawiają Kornelii absurdalne – jego zdaniem – zarzuty. Mężczyzna rzuca na szalę całą swoją zawodową przyszłość, żeby udowodnić, że podejrzewana przez policję kobieta jest niewinna. Jednak żeby to zrobić, trzeba ją najpierw odnaleźć. Rozpoczyna się polowanie na Pliszkę.


Jak widać z powyższego opisu, choć jest to cykl obyczajowy, nie obeszło się bez wątków kryminalnych (ot, cała Hania :) ), lecz zdecydowanie nie jest to kryminał, jak uważają niektórzy czytelnicy. Powieści traktują przede wszystkim o skomplikowanych losach młodej kobiety, Kornelii Pliszki, która w dorosłym życiu musi zmierzyć się z cieniami ciągnącej się za nią ponurej przeszłości oraz etykietką, na którą zdecydowanie nie zasłużyła. Autorka pokusiła się o ładnie zobrazowane konfliktu na linii rodzice - córka, a raczej nie tyle konfliktu, co całkowitego braku zrozumienia i akceptacji. Kornelia, obarczona bolesnymi doświadczeniami, usiłuje poukładać sobie życie tak, by płynęło spokojnie i bez większych wstrząsów. Oczywiście w jej przypadku szybko okazuje się, że nie jest to takie proste.

Co urzeka mnie w tym cyklu?
Przede wszystkim barwny język dialogów.
Uwielbiam autorkę między innymi za takie perełki:

...zobaczyła wypakowane i ułożone na "jej" półkach ubrania. (...)
 - Pochowałem twoje rzeczy - usłyszała za plecami.
Oderwała wzrok od szafy i przeniosła go na mężczyznę (...)
- Dlaczego? Przecież jeszcze żyły.


Za każdym razem, gdy czytam  powieści Hani, wiem, że czeka mnie co najmniej kilka niekontrolowanych salw śmiechu.

Hania jest mistrzynią riposty, a postaci, które kreuje na kartach swoich powieści sprawiają wrażenie, jakby żyły obok nas. Prowadzą ze sobą barwne dialogi, które "brzmią" w głowie czytelnika w bardzo naturalny sposób. Nie są papierowe, czuje się ich pełnokrwistość. Z łatwością możemy sobie ich wyobrazić, zaprzyjaźnić się z nimi, bądź zaszufladkować jako niesympatyczne osobniki. Razem z nimi przeżywamy rozterki, radości, uczestniczymy w niespodziewanych zwrotach akcji. Jeżeli dołożyć do tego intrygującą fabułę oraz dbałość o szczegóły, to otrzymujemy wyjątkowo przyjemną mieszankę.

Komu polecam cykl "Polowanie na Pliszkę"?
Przede wszystkim amatorom powieści obyczajowych, które nie pogardzą także kryminalnymi wstawkami. Myślę, że cykl przypadnie również do gustu osobom, które chętnie czytują romanse, gdyż pomiędzy Kornelią a pewnym sympatycznym i bardzo przystojnym policjantem aż iskrzy od emocji.




Za możliwość przeczytania powieści oraz egzemplarze z pięknymi dedykacjami dziękuję Hannie Greń.

Serdecznie polecam!


niedziela, 10 września 2017

Medycyna z dreszczykiem emocji

Jakiś czas temu miałam okres szczególnego upodobania dla thrillerów medycznych. Przeczytałam wtedy niemalże wszystko, co miała do zaoferowania najbliższa biblioteka publiczna. Nasyciłam się nimi wtedy tak bardzo, że musiały minąć całe lata, nim zdecydowałam się sięgnąć po książkę z tego gatunku.

Ostatnio dzięki uprzejmości Wydawnictwa Replika miałam okazję przeczytać powieść Michała Palmera "Siostrzyczki".

Opis wydawnictwa:

Po tym, jak jedna z jego pacjentek umiera po operacji, David Shelton − chirurg z bostońskiego szpitala − zostaje oskarżony o zabójstwo z premedytacją. Wkrótce okazuje się, że to nie jedyny tajemniczy zgon w szpitalu. Inni pacjenci również umierają krótko po pomyślnie przeprowadzonych zabiegach. Tajemnicę znają pielęgniarki należące do Stowarzyszenia Sióstr Życia, tajnej organizacji działającej na terenie całych Stanów Zjednoczonych, której członkinie zabijają nieuleczalnie chorych pacjentów ze względów etycznych. Ale do wspomnianego stowarzyszenia należy pewna grupa pielęgniarek, które bezpardonowo zabijają dla prywatnych celów. David Shelton na własną rękę usiłuje rozwiązać zagadkę niespodziewanych zgonów w bostońskim szpitalu, sam stając w obliczu poważnego niebezpieczeństwa… 



"Siostrzyczki" wypełniły kilka moich wieczorów, skutecznie odrywając mnie od rzeczywistości. Michał Palmer nie bez kozery jest określany jako mistrz thrillera medycznego - z lekkością i precyzją posługuje się słowem pisanym, prowadząc czytelnika przez meandry fabuły. Historia, którą opowiada intryguje od pierwszych stron.

Aby nie powielać wyżej zamieszczonego streszczenia napiszę tylko tyle, że nieprzyjemny epizod z pracy zawodowej ściąga na głowę głównego bohatera lawinę kłopotów, za które może on przypłacić utratą wolności, a nawet życia.

Palmer nie tylko dostarcza emocji związanych z kibicowaniem wpadającemu w tarapaty Davidowi, ale zmusza także do zastanowienia się nad etycznymi kwestiami medycyny.

Pierwszy dylemat, który nasuwa się podczas lektury: jak daleko może posunąć się lekarz, który pragnie uratować życie pacjenta? Czy dla "dobra" cierpiącej osoby i poprawienia statystyk warto przedłużać agonię w przypadku, gdy chory nie rokuje na choćby częściowy powrót do zdrowia, a każdy następny dzień oznacza dodatkowy dyskomfort? Czy wegetacja, którą umożliwiają skomplikowane urządzenia nie zabija ludzkiej godności?


Kiedy jest się zdrowym, trudno podejmować dyskusje o ratowaniu życia za wszelką cenę. Każdy człowiek ma inną granicę tolerancji na ból fizyczny i związane z tym cierpienie psychiczne. W wielu przypadkach instynkt samozachowawczy będzie sprawiał, że pacjent zgodzi się na obniżenie komfortu egzystencji, byle tylko zachować życie. Są także ludzie, dla których konieczność oddychania czy jedzenia za pośrednictwem maszyny staje się niewyobrażalną torturą. Palmer w swojej powieści prezentuje ciężko chorą pielęgniarkę. Kobieta nie może już znieść uciążliwej terapii i marzy o godnej śmierci, która położy kres cierpieniom. Chcemy tego czy nie, współczujemy jej i myślimy o okrucieństwie lekarza nieczułego na prośby pacjentki oraz jej bliskich, by zaprzestał utrzymywania życia za wszelką cenę.



Dylemat drugi: załóżmy, że eutanazja jest legalna i na życzenie pacjenta bądź jego rodziny może zostać skrócone cierpienie. Zapewne znalazłoby się sporo osób, które zechciałyby skorzystać z takiego rozwiązania w dobrzej wierze. Ale czy zalegalizowanie eutanazji nie doprowadziłoby do nadużyć? Wśród innych przypadków medycznych autor przedstawia nam  historię polityka, który przychodzi do szpitala na rutynowy zabieg. Wszystko przebiega zgodnie z planem, lecz na pacjenta został już wydany wyrok śmierci, ponieważ ktoś postanowił zapłacić za to, aby nie przeżył operacji.


W tym miejscu zwolennicy eutanazji mogliby podnieść głos, że przecież to niemożliwe, ponieważ możliwość skrócenia na żądanie zostałaby obwarowana wieloma przepisami itp. Pominąwszy dylematy religijne, kwestia eutanazji jest wyjątkowo kontrowersyjna, ponieważ tam, gdzie w grę wchodzą duże korzyści finansowe możliwości nadużyć są gigantyczne.  Po lekturze "Siostrzyczek" odnoszę wrażenie, że thriller ten jest pewnego rodzaju głosem w dyskusji, która od dłuższego czasu jest podejmowana przez polityków, lekarzy oraz pacjentów.

Na zakończenie mogę napisać jeszcze, że powieść przypadła mi do gustu. Z czystym sumieniem polecam ją nie tylko amatorom thrillerów medycznych, ale również osobom, które czytują kryminały lub tematykę obyczajową. Palmer skutecznie potrafi zaciekawić czytelnika, a jego "Siostrzyczki" nie ograniczają fabuły wyłącznie do szpitalnych murów.

Za pasjonującą lekturę dziękuję Wydawnictwu Replika





Nie czas na relaks

Stało się!!!



Kilka dni temu postawiłam kropkę po ostatnim zdaniu czwartego tomu sagi "Spacer aleją Róż". Jak nigdy mam obmyślone dwa podtytuły. Waham się pomiędzy:

Szarość miejskich mgieł


Kolce różanych krzewów.


Zważywszy, że bardzo chciałabym, aby okładka zawierała ciemne: popielate lub wręcz czarne akcenty, bardziej odpowiadałby mi ten pierwszy. Oczywiście tytuł musi zostać zaakceptowany przez Wydawnictwo Replika, a to oznacza, że możliwa jest jego całkowita zmiana - tak było w przypadku I tomu.

Do napisania została ostatnia, piąta część. Mam nadzieję, że zdołam pozamykać w niej wszystkie wątki i zrealizować pomysły, jakie krążą mi po głowie. Na razie każdy następny tom wychodzi mi znacznie obszerniejszy od poprzedniego, więc powody do obawy są duże :) Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw myślę, że pisanie szóstego tomu nie wchodzi w grę. Wprawdzie po tak długiej i wytężonej pracy z rodziną Szymczaków stwierdzam, że trudno będzie się z nimi rozstać, ale najwyższa pora myśleć o nowych projektach.



Wiecie co jest najgorsze?
Czasami pojawiają się w mojej głowie niegrzeczne pokusy, aby zrobić sobie dłuższy urlop od pisania. Praca nad sagą mocno wyeksploatowała moje siły witalne (nie mylić z kreatywnością i pomysłami na kolejne powieści). Przez minione półtora roku spędzałam długie godziny na czytaniu różnych materiałów i opracowań historycznych. Buszowałam po Internecie, robiłam research. Poświęcałam temu cyklowi każdą wolną chwilę. I teraz czuję takie zwyczajne ludzkie zmęczenie. Na razie jednak nie mogę sobie pozwolić na komfort wypoczynku, choć przez ostatnie parę dni "wrzuciłam na luz".



Piąty tom ma już prolog (to też do mnie niepodobne, bo zazwyczaj prolog piszę na samym końcu i nie jest to wbrew logice, jak mogłoby się wydawać komuś, kto nie para się pisaniem), więc za kilka dni na pewno zabiorę się do pracy. A na razie czeka mnie kilkakrotne przeczytanie tego, co napisałam w IV tomie, naniesienie tryliona (w przybliżeniu) poprawek, uzupełnienie ewentualnych luk w fabule (jeśli mi się przydarzyły, co raczej jest mało prawdopodobne), a dopiero potem wysyłka tekstu do wydawnictwa. Wbrew pozorom to bardzo dużo pracy, gdyż tekst wyszedł mi nad wyraz obszerny. W międzyczasie dostanę jeszcze złożony plik z III tomem to rewizji autorskiej. Czyli jak sami widzicie nie ma miejsca na lenistwo :)

sobota, 2 września 2017

Tym, co w podróży :)

Wszystkim osobom, które w bieżący weekend wracają z letnich wakacji życzę szczęśliwej i bezpiecznej podróży :)



Wesoła rozwódka

Czy rozwód od razu musi oznaczać koniec świata? Trzęsienie ziemi? Katastrofę porównywalną z uderzeniem meteorytu tunguskiego?
Zapewne w wielu przypadkach tak właśnie jest, ale Iwona Czarkowska w powieści "Wesoła rozwódka" postanowiła podejść do tematu z przymrużeniem oka i wyszedł z tego niezły... pasztet :) Pies Pasztet, czyli jeden z bohaterów powieści, ale o tym za chwilę.




Opis Wydawnictwa Replika:

Rozwódka wcale nie musi być kobietą smutną i przegraną!
Życie może rozsypać się w mgnieniu oka. Jednego dnia jesteś szczęśliwą mężatką i urządzasz nowy dom, a następnego do twoich drzwi puka obca kobieta i oznajmia, że ukochany mąż od dawna cię zdradza. To właśnie przytrafiło się Alicji. Wyprowadza się, składa pozew o rozwód i zaczyna nowe życie w kawalerce, której użycza jej przyjaciółka. Na przekór wszystkim postanawia udowodnić, że rozwódka nie musi być wcale stracona dla świata. Może być wesoła i cieszyć się nowym życiem! To nowe życie najlepiej rozpocząć z rozmachem i przytupem. A jak konkretnie? Alicja już wie i postanawia pomóc innym kobietom, które spotkało to, co ją, i pokazać im, że życiem można się cieszyć nawet po rozwodzie. A może przede wszystkim po rozwodzie?
Będzie wesoło i będzie się działo! 



Ostatnimi czasy wciąż ślęczę nad pisaniem sagi "Spacer aleją Róż" i co tu dużo mówić: czytam przede wszystkim materiały historyczne dotyczące Nowej Huty oraz PRL-u. Moje lektury sprowadzają się więc do poważnych opracowań na temat bardzo trudnego dla Polaków okresu historycznego. A czym poważniejsze tematy podejmuję we własnej pracy twórczej, tym lżejszej lektury potrzebuję w chwilach relaksu, aby odstresować się i choć na chwilę oderwać myśli od przygnębiających kwestii stanu wojennego, starć demonstrantów z ZOMO, totalitaryzmu i dyktatu Moskwy.

Powieść Iwony Czarkowskiej skusiła mnie przede wszystkim tytułem zapowiadającym dobrą zabawę. Zazwyczaj staram się nie czytać przed lekturą recenzji krążących w Internecie, aby nie sugerować się cudzymi opiniami. Zwykle szukam ich dopiero po przeczytaniu powieści, żeby sprawdzić, czy moje odczucia pokrywają się z tym, co pomyślał ktoś inny. Nie miałam więc kompletnie pojęcia czego się spodziewać.


Czarkowska zafundowała mi przyjemną rozrywkę na kilka wieczorów. Napisaną w lekki, lecz przemyślany sposób, z żywymi dialogami i zabawnymi postaciami - nie tylko ludzkimi, ale również zwierzęcymi. Mamy tutaj charakterne czworonogi oraz żądny przygód drób pana Korolkiewicza. Ba! Pojawia nam się nawet pewien szemrany przedmiot, który wprowadza niezłe zamieszanie i jest podejrzewany o różne niecne sprawki.


Alicja - szczęśliwa i spełniona mężatka starająca się o dziecko nigdy w życiu nie pomyślałaby, że jej piękny zamek z piasku, jakim było małżeństwo runie tak szybko. Zresztą czy jakakolwiek kobieta robi takie założenia przed ślubem? Z całą pewnością nie. Każda panna młoda prowadzona do ołtarza wierzy, że będzie żyła u boku wybranka długo i szczęśliwie. Problem pojawia się wówczas, gdy z tych wszystkich założeń pozostaje tylko "długo". Ale czy nieudany związek od razu musi oznaczać, że nie warto otwierać się na drugiego człowieka?
Autorka z poczuciem humoru w bardzo zręczny sposób pokazuje nam proces zachodzący w umyśle porzuconej kobiety. Najpierw jest złość i niedowierzanie, później etap zniechęcenia, a następnie stopniowe otwieranie się na świat i nowe znajomości. Zresztą dlaczego nie przekuć życiowej porażki na zawodowy sukces, co czyni główna bohaterka powieści?

Mimo pozornej lekkości w podejściu do tematu rozpadu związków, doszukałam się w tym tekście drugiego dna. Otóż chodzi o zgrabnie przedstawiony problem postrzegania drugiej osoby w związku. Mamy do czynienia z wyidealizowanym partnerem, którego wad nie dostrzega współmałżonek aż do momentu, gdy następuje kryzys. Zaślepiona kobieta bagatelizuje wady ukochanego i przyjmuje je do wiadomości dopiero po rozstaniu.

Na koniec dodam jeszcze, że prócz przyjemnej, wartkiej akcji, urzekł mnie także pewien drobiazg, na który nieczęsto trafiam w powieściach. Pisarka pokusiła się o to, aby na samym początku tekstu umieścić spis występujących osób - po trosze intrygujący, zabawny, a w rezultacie nie zdradzający absolutnie nic, co popsułoby przyjemność czytania.


Mam nadzieję, że Wydawnictwo Replika nie urwie mi głowy za poniższe zdjęcie :)))







Powieść Iwony Czarkowskiej polecam tym osobom, które poszukują zabawnej i odprężającej lektury. Idealnie sprawdza się na wieczór po długim dniu ciężkiej pracy :)


Za możliwość spędzenia przyjemnie wolnych chwil nad "Wesołą rozwódką" dziękuję Wydawnictwu Replika, które dopieściło mnie tym uroczym upominkiem.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Z wizytą w "Domu samotnych"

Jakiś czas temu wspomniałam o jednej z moich wakacyjnych lektur. Dzisiaj napiszę o drugiej książce, która towarzyszyła mi w podróży po Polsce, czyli o powieści "Dom samotnych" Joanny Kruszewskiej.

Nie miałam okazji, aby spotkać osobiście Joannę. Znamy się wyłącznie z Facebooka i tą drogą wymieniłam się z nią lekturami.

Do tej pory nie przeczytałam żadnej powieści, którą napisała, lecz mam nadzieję, że w przyszłości nadrobię zaległości. Joanna  należy do pisarek podejmujących ambitne tematy społeczno-obyczajowe. Pomiędzy subtelnymi okładkami możemy odnaleźć ważne treści dotyczące problemów dnia codziennego.


Opis Wydawnictwa Replika:

Złych decyzji nie da się cofnąć, ale można próbować naprawić ich skutki. O prawdziwą miłość też warto powalczyć.
Niektórzy, tak jak Beata, szukają ucieczki w alkoholu. Znajdują ją na chwilę, ale potem przychodzi ranek…
Inni, jak Kinga, próbują zmierzyć się z nową rzeczywistością i obiecują sobie, że już nigdy nie będzie w niej miejsca na zdradzających mężczyzn.
Jest jeszcze Ewa – kobieta bez pragnień, matka i wyłącznie matka, która całe życie desperacko usiłowała zasłużyć na szacunek męża.
Splatające się ze sobą dzieje kilku kobiet − matek, żon i kochanek, skazanych przez los na samotność. Czy uda im się odnaleźć szczęście i nową drogę?
A może powrót na starą wciąż jeszcze jest możliwy…?


W "Domu samotnych" autorka podejmuje wątek zdrady, zawiedzionej przyjaźni oraz alkoholizmu. Zabrzmiało mocno? To teraz dodam jeszcze, że zdradę popełnia mąż z przyjaciółką jednej z bohaterek, a w uzależnienie od alkoholu popada kobieta. Zdecydowanie nie jest to trywialna opowiastka na jedno popołudnie, o nie! Nie dajcie się zwieść pięknej szacie graficznej, w jaką odziana jest mocna treść.

Urzekające w tej historii jest to, że płynie ona spokojnie, nieco leniwie. Czytelnik nie oczekuje na suspens, ponieważ jest on całkowicie zbędny. Znacznie ważniejsza od elementu zaskoczenia jest kwestia, jak posklejać w całość życie, które rozsypało się na miliony drobnych kawałków. A właściwie kilka żyć, ponieważ w powieści napisanej przez Joannę mamy całą grupę bohaterów, którzy poplątali się w zawiłościach dnia codziennego. Śledzimy ich losy, czekając na happy end. Czy nadejdzie? Nie zdradzę. Przekonajcie się sami!

Serdecznie polecam :)


czwartek, 10 sierpnia 2017

Marzenia

Dawno temu w odległej galaktyce żyła sobie mała marzycielka. Jej największym marzeniem było zostanie pisarką. Układała więc różne historyjki i tworzyła własne książeczki z ilustracjami. Pewnego dnia dziewczynka dorosła i uznała, że czas porzucić dziecięce marzenia. Wyznaczyła sobie cele do osiągnięcia i zaczęła je konsekwentnie realizować. Bo marzenia się spełniają albo nie. A do celu wytrwale dążymy.

Znacie tę opowiastkę?
Tak, to moja mocno skrócona autobiografia. Jej dłuższą wersję opowiadam często na spotkaniach autorskich, podkreślając, jak ważne jest to, aby nie poprzestawać li tylko i wyłącznie na bujaniu w obłokach, ale zacząć zmierzać w wytyczonym kierunku.





Marzenia są ważne. Pomagają nam w trudnych życiowych chwilach. Często determinują naszą przyszłość. I o tym właśnie jest jedna z moich najważniejszych powieści zatytułowana "Noc Perseidów". Przedstawiłam w niej kilkoro dzieci, które wypowiadają swoje marzenia w noc spadających gwiazd. Gdy dzieci dorastają, te marzenia zaczynają się spełniać. Ale czy nadal są aktualne i równie ważne jak przed laty?

A co się dzieje, gdy ktoś usiłuje spełnić swoją dziecinna mrzonkę za wszelką cenę, prąc niemalże po trupach do celu?



Tych, którzy jeszcze nie czytali "Nocy Perseidów" zachęcam do przeczytania tej powieści - nadaje się nie tylko na gorące letnie wieczory. A tych, którzy lekturę mają już za sobą namawiam do ponownego przeczytania.



Przed nami kolejna noc spadających gwiazd. Tym razem najwięcej Perseid będziemy mogli obserwować nocą z 12 na 13 sierpnia. Warto poświęcić trochę czasu i zadrzeć głowę do góry, aby popatrzeć i pomarzyć.