środa, 6 marca 2013

Archiwum 2010 r.

Poniższe wpisy są fragmentami bloga prowadzonego przeze mnie na wp.pl.

Ponieważ zamierzam   zagospodarować się tutaj na stałe, postanowiłam przenieść część wpisów z bloga, którego prowadziłam na WP.

 

 

autor: edytaswietek | 2010-12-09 22:23:37

Cierpię na chroniczny brak czasu

Poniżej fragment mojej najnowszej książki, która powstaje w najcudaczniejszy sposób na świecie.


Przekonał się już dawno, że każdego człowieka można kupić. Trzeba tylko poznać jego cenę.

– Mogę? – Usłyszał nad głową aksamitny, damski głos.

O wilku mowa – pomyślał, gdy dosiadła się do niego oszałamiająca blond piękność.

Była nie tylko sprytna i inteligentna, emanowała również seksem, mogła być bardzo niebezpieczna. Jej uroda rzucała się w oczy, kuła swoją atrakcyjnością. Było w niej troszkę przesady, sprawiała wrażenie sztucznej. Zastanawiał się, czy pod warstwą pudru i makijażu rzeczywiście jest tak ponętna oraz czy jej bujny biust jest zasługą natury, czy też chirurgii plastycznej. Bez wątpienia była kobietą, za którą obejrzy się na ulicy prawie każdy mężczyzna, jednak brakowało jej odrobiny delikatności i tajemniczości. Była strasznie dosłowna, w porównaniu z Darią wysiadała w przedbiegach.

 

 

autor: edytaswietek | 2010-11-25 21:37:53

Wirtualne znajomości

Do napisania poniższego fragmentu książki natchnęła mnie dziewczyna, którą mogłabym nazwać moją wirtualną "pokrewną duszą".



Siedzę naprzeciw niego i czuję, jakby moje serce było krojone na cieniuteńkie plasterki. Nie mam odwagi powiedzieć mu, czego mi trzeba do szczęścia. On mi tego nie da. Nie umiem żebrać, nie chcę ochłapów. Pragnę jego miłości, dotyku palców, który elektryzowałby moje ciało.

Jak na złość z głośników leci właśnie „Raissa”, jego ulubiona piosenka, bardzo ładna, dynamiczna i tak dosłowna w tej chwili, jak to tylko możliwe.

       „No chodź, chodź ze mną do łóżka
        Zrobię to byś bać się przestała
        Będę całował twoje palce
        Będę dotykał twoje nagie ciało”.

Unikam jego badawczego wzroku. Biorę do ręki pilota, chciałabym to przyciszyć, albo najlepiej wyłączyć, lecz ręka mi jakoś drży niepewnie. Złoszczę się na moją niezdarność a on odbiera mi urządzenie i odkłada na bok. Uśmiecha się do mnie, jakoś tak szelmowsko, jak jeszcze nigdy.

– Przestań się bawić wieżą. No powiedz – nalega. – Co jeszcze mogę zrobić, żebyś zmieniła zdanie i została w Jodłówkach?
– Nie, to ty podaj mi choć jeden powód, dla którego miałabym tutaj pozostać, inny niż nasza przyjaźń i wasze przywiązanie do Lenki.

Mój ton jest zaczepny, dobrze to wiem. Chcę mu udowodnić, że jesteśmy dla nich przede wszystkim ciężarem, jeszcze dwoma gębami do wykarmienia.

– No… powiedz… – powtarzam, i ku mojej wściekłości, mój głos nagle się łamie. Nie tak to miało zabrzmieć. Nie chciałam żebrać, płakać, prosić… Miałam być silną kobietą, pokazać całemu światu, że poradzę sobie ze wszystkim.

Dawid, ku mojemu zdumieniu, znowu bierze do ręki pilota. Ach… Więc jemu wolno bawić się wieżą, on może robić uniki, byle nie odpowiadać na moje pytania!

Czarnota pochyla lekko głowę, chowa się za zasłoną swoich włosów, dobrze wie, że tego nie lubię, że zawsze chcę patrzeć w oczy osobie, z którą rozmawiam. On pogłaśnia nieco tę okropną, pełną radości muzykę, i mówi z zupełnie niepodobną do siebie nieśmiałością:

– Chcę, żebyś została tutaj również dla mnie.



autor: edytaswietek | 2010-11-20 23:38:59

Fragment prologu

Wróciłam z wykładów (cały dzień z głowy) i oczywiście postanowiłam przed snem napisać chociaż parę zdań do nowej książki.
Obmyśliłam sobie, że podobnie jak "Zerwane więzi" również i to będzie romans z wątkiem kryminalnym. A poniżej fragment prologu (jeszcze "ciepły", taki niedopieszczony, prosto z głowy).



     Mroczne podejrzenie zrodziło się w jej głowie już wcześniej, nie chciała jednakże dzielić się z matką swoimi przypuszczeniami, lecz gdy tylko usłyszała, że sprawca wypadku jest nieznany, zrozumiała, że podobnie jak w przypadku jej pozostałych dwóch braci, również i ta śmierć pozostanie niewyjaśnioną zagadką.

    Komuś cholernie zależało na wyeliminowaniu rodziny Hajdukiewiczów.

    Tylko komu i dlaczego?
 
    Czy miało to jakiś związek z ciągnącymi się za nimi od jakiegoś czasu tarapatami finansowymi?

    A może było to ostrzeżenie gangu, który ściągał od nich haracze, że mają się mieć na baczności?

    Konkurencja?

    Daria usiadła w fotelu i ukryła twarz w dłoniach. Nic racjonalnego nie przychodziło jej do głowy. Nagle z jeszcze większym przerażeniem uświadomiła sobie, że została już tylko ona i jej bliźniaczy brat, Darek. Co gorsza, żadne z nich nie było przygotowane do zadania, które nagle przed nimi stanęło. Jednakże kolejna myśl zmroziła ją niemalże do utraty tchu: jej bracia ginęli w tej samej kolejności, w której przychodzili na świat a ona… Ona była starsza od Darka o dziesięć minut.

     To głupie dziesięć minut, które już od dawna było przedmiotem przetargów z bliźniakiem.
autor: edytaswietek | 2010-11-16 23:51:04

Zaczęłam pisać kolejną książkę...

... mimo, że wciąż mam niezakończone cztery inne.
Padam ze zmęczenia.




Zerknął na zegarek. Miał jeszcze jakieś piętnaście minut. Przy odrobinie szczęścia mógłby wypić upragnioną, dobrą kawę. Przy sąsiednim stoliku krzątała się właśnie kelnerka. Zbierała na tacę reszki po posiłku. Już miał ją zagadnąć, gdy przez okno wpadł do jadalni ostatni bodajże promień popołudniowego słońca i zatrzymał się właśnie na dziewczynie.

Marek zamarł z wrażenia. Nie był kobieciarzem z natury, raczej stronił od damskiego towarzystwa, albo raczej skupiał się na zaspokajaniu potrzeb, nie angażując się emocjonalnie w swoje przelotne związki. Kolor oczu, włosy, wielkość biustu – wszystko to nie miało dla niego większego znaczenia, podobnie jak osobowość. Dla niego liczyła się jedynie fizyczność, uczucie ulgi w chwili, gdy dawał upust swoim emocjom.

A teraz patrzył z zapartym tchem, jak złocisty promień rozświetla kasztanowo rude włosy kelnerki, jak igra w miękkich lokach, wymykających się niesfornie z luźno związanego koka. Nie widział wyraźnie jej twarzy, była do niego zwrócona lewym półprofilem. Zauważył jedynie zarys policzka, jedwabistą gładkość skóry i zgrabne, małe uszko, w którym tkwił połyskujący opalizująco kolczyk. Dziewczyna musiała być bardzo młoda, bo miała wyjątkowo wiotką figurę. (...) Pomyślał, że jest tak nieprawdopodobnie szczupła i krucha, że z powodzeniem opasałby jej talię dłońmi.

Nie mógł oderwać od niej wzroku i czekał, aż kelnerka odwróci się w jego stronę aby mógł się przekonać, że jest tak piękna, jak to sobie już wyobrażał.

Nie zawiódł się. Była nieziemsko piękna.

autor: edytaswietek | 2010-11-05 08:38:04

Krótka przerwa na kawę

Ostatnio mam tak mało czasu na pisanie, że znowu wszystko stanęło pod wielkim znakiem zapytania. Żal mi tych wszystkich pomysłów, które są zaszufladkowane w mojej głowie, lecz nie jestem w stanie przenieść ich na sztuczne nośniki pamięci.



(...) Gdy zajęli miejsca przy jednym ze stolików, podeszła kelnerka.
– Mogę państwu w czymś pomóc? – zapytała uśmiechając się do Alexa.
– Masz ochotę na kawę, rubéola? – zapytał Aleksandrę.
– Chętnie.
– W takim razie dwa razy duże espresso prosimy.
– Po takiej dawce kofeiny nie będę mogła zasnąć – stwierdziła dziewczyna, gdy kelnerka odeszła w stronę kuchni.
– A kto mówi o spaniu? – zapytał Alex unosząc brew.
– Jesteś niemożliwy – spuściła wzrok.
– Zobaczysz, kawa, którą tutaj podają jest warta nieprzespanej nocy. Poza tym zadbam o to, żeby ci się nie nudziło w przypadku bezsenności. Ale co to? Rumienisz się, różyczko?
– Alex. Wprawiasz mnie w zakłopotanie.
– Czym? – zdziwił się mężczyzna.
Kelnerka przyniosła zamówioną kawę oraz dzbanuszki ze śmietanką. Alex podsunął dziewczynie cukier, lecz ona skorzystała wyłącznie ze śmietanki.
– Też lubisz białą i gorzką? – zdziwił się mężczyzna.
– Hmm…
– Ależ ja się jeszcze muszę dużo o tobie nauczyć. No i jak kawa?
– Przepyszna – stwierdziła z błogą miną. – Dla takiej kawy warto zarwać noc.
– A nie mówiłem?

TAGI: Zerwane więzi, książka, romans
Opublikowany | kategoria: "Zerwane więzi"
autor: edytaswietek | 2010-10-29 17:27:50

O pomysłach

Jak to jest z pomysłami na nowe książki? Otóż mniej więcej tak, jak z pomysłem na "Alter ego", czasami wystarcza jakiś banalny drobiazg, jedno zdanie, iskierka...
I w taki oto sposób przyszedł mi do głowy pomysł na całkiem nową książkę, tym razem nie będzie to romans lecz coś zbliżonego tematycznie do "Ratunku! Szukam pracy". Mam już nawet tytuł i oczywiście większość fabuły już tkwi w "przechowalni" w mojej głowie. Pytanie tylko: kiedy?
Nigdy w życiu nie byłam równie zajęta jak teraz. Praca zawodowa, studia zaoczne, dom, pisanie książek... Sporo na siebie wzięłam, podobno jestem ambitna, nie poddaję się, brnę naprzód.
Marzę o wakacjach na Mazurach albo w Bieszczadach. Teraz musi tam być pięknie...

 

 

 

autor: edytaswietek | 2010-10-28 21:01:55

O tęsknocie

Paweł był pedantem, kupował jej gerbery lub storczyki, nie lubił zawierać nowych znajomości, miał alergię na kurz oraz zwierzęta futerkowe, którą to, jej skromnym zdaniem, przenosił również i na ludzi. Właściwie nic konkretnego nie mogła mu zarzucić. Jego największą wadą było, że nie był tamtym mężczyzną. I mimo usilnych starań nie budził w niej tkliwości.
To była proza życia. Osaczała ją ze wszystkich stron odkąd wyczerpała się poezja.
I tylko czasem zdarzało się, że siadała na huśtawce w ogrodzie i czekała, czekała, czekała... Tylko sama nie wiedziała na co. Może marzyła w skrytości ducha aby Alex ją odnalazł? Aby wykrzyczał jej w twarz, że postąpiła względem niego nad wyraz podle a później żeby znowu, jak niegdyś przytulił ją do swojej mocno spranej bluzy i powiedział tylko jedno słowo: „rubeola"... różyczka.


autor: edytaswietek | 2010-10-27 19:02:01

Fragment z "Zerwanych więzi"

Przed drzwiami windy natknęła się na Alexa. Zmarszczyła czoło. Czyżby na nią czatował? Sądziła raczej, że zostanie w biurze dłużej. W końcu nie było go aż siedem tygodni. Na pewno miał dość pracy. Tymczasem on znów był w podkoszulku i na dodatek miał na sobie wyblakłe, mocno zużyte jeansy. Musiała przyznać, że wyglądał cholernie seksy, na domiar złego był tego świadom. Uśmiechnął się do niej uwodzicielsko.
– Znowu się spotykamy – zauważył
Zmierzyła go bezczelnie taksującym spojrzeniem. Niech ten typek wie, że ona nie jest podatna na jego męskie powaby. Wbiła wzrok w czubki jego butów. Przypomniały jej się upodobania tatusia.
– Fajne buty – stwierdziła.
– Dziękuję. Uwielbiam ładne buty i piękne kobiety.
– Doprawdy? – zdziwiła się. – A jak jedno ma się do drugiego?
– Fantastycznie. Jedne i drugie jeśli są w najlepszym gatunku, są także dość kosztowne.
– Nie wszystko jest na sprzedaż – mruknęła z lekką urazą.


autor: edytaswietek | 2010-10-26 18:54:43

Fragment z "Zerwanych więzi"

Przyjrzała się z lekkim niepokojem jego plecom. Niby wyglądał jak zwykle: wyprostowany, dumny, jego buty lśniły nieskazitelną czystością. A jednak coś ją zaskoczyło w jego zachowaniu. Miała takie ulotne wrażenie, że jest odmieniony, inny… Nie potrafiła sprecyzować, na czym ta inność polegała. Czy chodziło o to, że tak nieoczekiwanie i bez zastrzeżeń zaakceptował jej nowego przyjaciela? Czy może o coś innego, o brak energii, którą zazwyczaj tryskał, o delikatne powłóczenie nogami?

- Pa tatusiu – szepnęła tak cicho, że nie było szansy, ażeby ją usłyszał.

A jednak odwrócił się przy samej bramie. Pomachał do niej ręką. Uśmiechał się i patrzył na nią z dumą. Tak, z dumą. Była o tym całkowicie przekonana. Znała to jego spojrzenie. To, i wszystkie inne.


autor: edytaswietek | 2010-10-24 16:54:30

Fragment z Alter Ego

- Zostaw mnie samą – powtarzam stanowczo. – Natychmiast!
- Nina!
- Powiedziałam, żebyś zostawił mnie samą! – mówię tonem nieznoszącym sprzeciwu.
On już wie, zna mnie na tyle, żeby wiedzieć, że dyskutowanie ze mną w takim momencie mija się z celem. Słyszę jego kroki i odgłos zamykanych drzwi. Siadam przy biurku i chowam twarz w dłoniach. Wyrzucam sobie moją własną głupotę.
- Cholera! Cholera! A mogło z tego wyjść coś naprawdę fajnego.


autor: edytaswietek | 2010-10-18 17:44:01

Pracowity okres

Sprzedaż książek rozkręca się. Bardzo mile zaskoczyły mnie biblioteki publiczne z  miejscowości oddalonych o kilkaset kilometrów. Zamawiają po kilka egzemplarzy, zostałam nawet zaproszona na spotkanie autorskie do biblioteki w Ciechocinie.
Pozdrawiam miłą panią Anetę.



Wiedział, że wyjechała na weekend. Domyślił się z kim. Widać łomot, który spuściły mu te zakapiory nie przyniósł należytego efektu. Mieli nastraszyć gościa i Oleńkę a tymczasem przyniosło to zdaje się odwrotny rezultat. Spędzili wtedy ze sobą całą noc. Wiedział o tym dobrze. Widział jak wróciła do domu limuzyną.
On nie był taki bogaty ani przystojny. Przy tym pieprzonym Latynosie wysiadał w przedbiegach. Widać takie już jego zezowate szczęście. Najpierw musiał konkurować z tatusiem a teraz ze słynnym playboyem.
- Jeszcze jednego - wyciągnął w stronę kelnera pustą szklankę po drinku.
- Sorry stary ale chyba masz już dosyć - stwierdził Marek wycierając na wysoki połysk kieliszki do koniaku.
- Nie pieprz. Nalej.
Marek przewrócił oczami i zrobił mu kolejnego Ballantines'a z coca-colą i lodem. Znał Pawła już lata. Mężczyzna był stałym bywalcem pubu. Zawsze zostawiał sute napiwki. Często przychodził w towarzystwie oszałamiającej brunetki, czasem z kumplami. Ostatnio rzadko zaglądał sam. Tego dnia jednak był sam. Marek od razu zauważył, że jego najlepszy klient nie jest w formie. Potrzebował się chyba wygadać.
Przerzucił zmiętą ścierkę przez ramię i podsunął Pawłowi paczkę papierosów. Mężczyzna palił okazjonalnie i tym razem chętnie skorzystał.
- Laska? - zagadnął domyślnie wyciągając dłoń z zapalniczką.
Paweł zaciągnął się dymem. Pociągnął spory łyk ze szklanki i pokiwał smętnie głową.
- Olej. Tego kwiatu jest pół światu.
- Pieprz się. Taka jest tylko jedna. Kumasz? - czknął i kolejny raz przechylił szkło.
- Chcesz pogadać?
- A co to da?
- Ulżysz sobie.
- „Znowu w życiu mi nie wyszło, uciec pragnę w wielki sen..." Wszystko do bani stary, wszystko do bani - powtórzył - Czy ktoś to może pojąć?

 

 

autor: edytaswietek | 2010-10-17 18:31:28

Słowo o moim Wydawcy.

Jak już zapewne zauważyliście piszę "Wydawca" przez wielkie "W". Myślę, że nikogo nie powinno zdziwić, że bardzo ciepło wyrażę się teraz o człowieku, dzięki któremu możecie trzymać w dłoniach moje książki. Pan Tomasz, właściciel wydawnictwa Black Unicorn, pomimo, że zaistniał w moim życiu głównie wirtualnie, odegrał w nim bardzo znaczącą rolę.  Cierpliwość, uczciwość, profesjonalizm to jego największe zalety. Jestem mu wdzięczna za każdą wskazówkę i podpowiedź. Black Unicorn, to prawdziwie rzetelna firma z bardzo poważnym podejściem zarówno do nas, początkujących autorów jak i naszych prac.


Jeszcze raz dziękuję Panie Tomaszu.


autor: edytaswietek | 2010-10-11 19:17:06

Książki dotarły

Otrzymałam właśnie przesyłkę z Wydawnictwa. Książki są prześliczne, spełniają moje oczekiwania. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że będą się podobały moim czytelniczkom.



TAGI:
Opublikowany | kategoria: "Alter ego"
autor: edytaswietek | 2010-10-10 17:47:29

Pracowite popołudnie

Teraz,  gdy już uporałam się z poprzednią książką,  mogę spokojnie powrócić do powieści, którą skończyłam pisać dokładnie 01-09-2010 r., a która to wymaga jeszcze drobnych poprawek. To będzie następna książka, którą będę próbowała wydać.        



             Późno już. Klaudia ukołysana monotonią jazdy zasnęła słodko jak dziecko. Zerkam na nią z mojego miejsca kierowcy. Na jej jasnej skórze odbijają się światła ulicznych latarni, reflektory przejeżdżających pojazdów. Z samochodowego radioodtwarzacza sączy się cichutko piosenka:

                          „Podobno każda miłość jest pierwsza
                           Myślę, że nawet jest to prawda
                           Lecz czuję również, że ta do Ciebie
                           Jest dla mnie wyjątkowo ważna"

(Indios Bravos "Wyjątkowo ważna")

            A ja myślę sobie, jak do bólu prawdziwe są jej słowa.
            Jedną ręką poprawiam koc okrywający Klaudię, głaszczę jej chłodnawy policzek. Mógłbym tak mknąć z nią w nieskończoność, niezależnie od tego, dokąd prowadziłaby nas ta droga. Chciałbym nawet, aby w swoim spokojnym śnie oparła głowę o moje ramię tak, jak to widywałem na filmach.
autor: edytaswietek | 2010-10-10 15:46:01

 

 

W poszukiwaniu natchnienia...

Jesienny spacer po Puszczy Niepołomickiej to świetny sposób na relaks. Dla mnie to miejsce jest szczególnie magiczne i tajemnicze. Błądząc cienistymi ścieżkami, wdychając ten cudowny leśny aromat szukam pomysłów na kolejne powieści. Czasami, gdy odejdzie się od najmocniej uczęszczanych szlaków, słychać wręcz echo historii. Puszcza była niemym świadkiem wielu dramatycznych zdarzeń. Lokalny patriotyzm, który tkwi gdzieś głęboko w każdym z nas nie pozwolił mi na pominięcie tego podczas mojej twórczej pracy. Dla bohaterów "Zerwanych więzi" cała intryga zaczyna się właśnie zdarzeniami, które rozegrały się w tym niezwykłym miejscu.

Puszcza jest piękna o każdej porze roku, lecz ja najbardziej podziwiam ją teraz, w październiku, gdy obleka się w królewską czerwień i złoto.











TAGI:
autor: edytaswietek | 2010-10-09 18:45:24

Tekst książki wysłany do Wydawnictwa.

"Ratunku! Szukam pracy" to pierwsza  książka napisana przeze mnie z myślą o zaistnieniu na rynku wydawniczym. Psikus losu sprawił, że zaczęłam od wydawania później napisanych romansów, ta historyjka zaś leżakowała sobie na twardym dysku mojego komputera (tudzież na pendrive) czekając na stosowny moment. W lipcu jedno z Wydawnictw zainteresowało się opublikowaniem tekstu, poproszono mnie jednakowoż o dokonanie pewnych zmian, tzn. wydłużenie tekstu, czego niniejszym udało mi się dokonać. Kilka minut temu wysłałam opowieść do Wydawnictwa. Teraz czekam na dalsze ruchy z ich strony. Wstępnie obiecali wydać książkę w przyszłym roku.
Książka powyższa odbiega mocno od tego w czym się "wyspecjalizowałam", lecz mam nadzieję, że mimo wszystko spotka się z zainteresowaniem ze strony czytelniczek.

 

 

autor: edytaswietek | 2010-10-08 21:40:12

Wiadomość z ostatniej chwili

Książki są już w drodze od Wydawcy. Od poniedziałku mogę zacząć sprzedaż.  Czeka mnie teraz bardzo pracowity okres.



autor: edytaswietek | 2010-10-08 18:55:09


Kilka słów wyjaśnienia

Powinnam chyba wspomnieć o tym, jak doszło do wydania "Zerwanych więzi", gdyż przeglądając moje wpisy wstecz przypomniałam sobie, że w pierwszej wersji, książka miała zaistnieć przy współpracy z kimś zupełnie innym. Oczywiście wycofałam się ze współpracy z człowiekiem, który uznał mnie za idiotkę nie potrafiącą czytać ze zrozumieniem ważnych umów i poszukałam rozwiązania alternatywnego. Przemilczę nazwę wydawnictwa, które chciało mnie zrobić w bambuko. Nadmienię tylko, że nie zgodziłam się na żadną z proponowanych przez nich opcji: ani na gigantyczną partycypacje w kosztach wydania książki ani na zrzeczenie się praw autorskich na okres pięciu lat. Ostatecznie nie po to ślęczałam po nocach przed komputerem, żeby tak po prostu podarować komuś książkę na pięć lat i nic z tego nie mieć.



Jeszcze raz zaczęła przesuwać wieszaki z jego ubraniami. Nic. Kompletnie nic. Może jakiś ukryty schowek? Zaczęła stukać w drewnianą ścianę za ubraniami. Odpowiadało jej głuche dudnienie.

Nagle jednak odgłos stał się inny. Bingo! W tej ścianie była skrytka. Tylko jak się do niej dostać? To nie mogło być skomplikowane. Schowek musiał być łatwy i szybki do otwarcia.


Przyjrzała się uważnie listwom łączącym deski. Nie zauważyła nic, co mogłoby budzić podejrzenia. Nie było czasu na rozważania. Zbiegła na dół i przez hall weszła do garażu. Z szafy na narzędzia wyjęła nieduży łom. Tak uzbrojona wróciła do garderoby. Jeżeli jej podejrzenia okażą się niesłuszne, powie Pawłowi, że słyszała chrobotanie za ścianą. Uznała, że to jakieś gryzonie i postanowiła się ich pozbyć.


Zahaczyła łom o listwę. Naparła z całej siły. Na jej czoło wystąpiły kropelki potu. Była taka słaba... Mimo, że od kilku tygodni starała się dobrze odżywiać i nie pogrążać w rozpaczy.


Jeszcze raz przyłożyła się do metalowego narzędzia. Deska ustąpiła z suchym trzaskiem.


To był podłużny schowek przypominający sejf. Podzielony był w połowie wysokości półką. Już sięgała dłonią po leżące tam przedmioty, gdy uświadomiła sobie, że nie powinna zostawiać na nich swoich odcisków palców.


Przeszła do łazienki i z szafki pod umywalką wyjęła gumowe rękawiczki, w których zazwyczaj sprzątała. A później opróżniła schowek.


Było tam sporo pieniędzy w paczkach owiniętych banderolami. Bez liczenia mogła się domyśleć, że to było co najmniej kilkaset tysięcy. Mogłaby uwierzyć, że pieniądze pochodzą ze sprzedaży mieszkania, gdyby nie kolejne znalezisko.
autor: edytaswietek | 2010-10-05 18:15:32

 

 

Książka już się drukuje.

Pan Tomasz, mój Wielki Wydawca oświecił mnie dzisiaj, że książki już się drukują i dotrą do mnie najdalej w poniedziałek - pełnia szczęścia!!!

Tym razem mam większe obawy niż poprzednio. Książka jest pisana w pierwszej osobie, obawiam się, że wiele osób będzie mnie utożsamiać z główną bohaterką, Niną. Przyznaję, jesteśmy do siebie w pewien sposób podobne, dałam jej mój wygląd zewnętrzny i pewne cechy charakteru natomiast fabuła książki to stuprocentowa fikcja. Nigdy nie spotkało mnie absolutnie żadne z opisanych zdarzeń (troszkę szkoda).



- Znowu się spotykamy.
Grrr… Znowu (...)! Czy on za mną łazi celowo?! W tym wielkim sklepie jest zdecydowanie za ciasno dla nas dwojga.
- Pan mnie szpieguje? – syczę ze złością.
I pomyśleć, że udało mi się na moment o nim zapomnieć!
- Bynajmniej. Odnoszę raczej przeciwne wrażenie. Omal mnie pani nie stratowała po raz drugi. Pani wózek z zakupami wbił mi się w biodro.
- Och… Jeszcze raz przepraszam – tym razem robi mi się naprawdę głupio. – Mam nadzieję, że nie uszkodziłam panu jakichś strategicznych organów.
Boże! Co ja wygaduję?!!! Facet gotów pomyśleć, że próbuję go kokietować.
- Nie, nic takiego się nie stało – uśmiecha się szeroko.

autor: edytaswietek | 2010-10-02 21:38:20

 

 

Późną porą...

...mogą się pojawić "kosmate myśli". Lubię pisać wieczorami i nocą, o wiele łatwiej jest mi się wówczas skupić.
A poniżej fragment z "Alter ego". Jeśli Wydawca stanie na wysokości zadania, to po niedzieli książka powinna pójść do druku. Czekam niecierpliwie na ten moment.
Zatwierdziłam kilka dni wcześniej projekt okładki - jest piękna, Pan Tomasz odwalił kawał dobrej roboty.



Adrian przynosi mi kolejną szklankę zielonej herbaty. Nachyla się nade mą i całuje mnie w czubek kędzierzawej głowy. Przesuwa usta niżej, na kark. Zapach mojego wikinga przyprawia mnie o przyjemny dreszczyk podniecenia. Jak to jest możliwe, że nawet po pięciu latach małżeństwa tak mocno reaguję na jego obecność?

Odwracam się i nadstawiam usta do pocałunku. Jego wargi muskają moje rozedrgane usta. Pocałunek staje się coraz namiętniejszy, coraz więcej pieszczot mu towarzyszy. Lądujemy na dywanie. Zapomniana herbata stygnie na blacie biurka. Znudzony Diablik zasypia pod lampką. Kochamy się do utraty tchu z pasją, jaką przeżywają zazwyczaj nowożeńcy.


W końcu, gdy udaje mi się oswobodzić z uścisków mojego szczęścia ślubnego wraca mi zdrowy rozsądek i nieprzyjemne poczucie niewypełnionego obowiązku. Wysyłam Adriana do salonu, przed telewizor a sama wracam do przerwanej pracy.


- Tylko nie siedź zbyt długo kochanie – mówi z troską.
autor: edytaswietek | 2010-09-28 21:26:46

 

 

Książka, nad którą pracowałam ostatnio

Jeszcze do niedawna nie wiedziałam, jaki będzie nosić tytuł. Wiem, o czym będzie. Nie chcę, żeby była banalna. I wbrew pierwszym słowom, które w niej padają, a które zamieszczam poniżej, nie będzie typowym romansem. Będzie za to historią z pewną refleksją.


Zakochałem się.

Czy aby się zakochać wystarczy dziesięć sekund? Tyle bowiem trwała chwila, gdy spoglądaliśmy sobie w oczy.


Wiem, że ma brązowe tęczówki i długie rzęsy, łagodne łuki brwiowe o naturalnym kształcie, ciężkie powieki. Jej spojrzenie było krótkie ale jakże uważne! Poczułem się przez chwilę zupełnie tak, jakby zajrzała mi w głąb duszy. Jej usta podkreślone delikatnym błyszczykiem wyszeptały:


- Przepraszam – jedenaście sekund wcześniej nadepnęła mi na stopę.

 

 

autor: edytaswietek | 2010-09-27 17:25:58

O moim Wydawcy

Nie jest łatwo w dzisiejszych czasach zaistnieć na rynku Wydawniczym. Przypuszczam, że wiele zdolnych osób, które nie mają w sobie tyle samozaparcia i uporu co ja poddaje się po pierwszych nieudanych próbach. Walczyłam o spełnienie moich marzeń, i teraz, trzy miesiące po wydaniu "Zerwanych więzi" wiem, że było warto. Najpiękniejsze chwile jakie przeżywam w ostatnich czasach dotyczą właśnie tej sfery mojego życia. A wszystko to zawdzięczam człowiekowi, który dostrzegł sens w tym, co robię.
Dziękuję Panie Tomaszu!!!



Godzinę później jestem w sklepie. Oszałamia mnie różnorodność barw i wzorów. Przechadzam się wzdłuż ekspozycji. Nie zwracam uwagi na ludzi. Zresztą o tej porze dnia nie ma wielu kupujących. Bardzo mi to odpowiada, bo nie znoszę ścisku przy sklepowych półkach.

  Niechcący staję komuś obcasem na stopie. Kątem oka rejestruję stojącego obok mnie mężczyznę.


- Przepraszam – rzucam przez ramię syczącemu osobnikowi nie zaszczycając go nawet spojrzeniem i w tej samej chwili wbijam mu dziesięciocentymetrową szpilkę wprost w drugi półbut.


- Och! Pani czyha na moje życie? – słyszę miękki, aksamitny głos, pozbawiony nawet śladu gniewu, brzmi w nim raczej rozbawienie.


Odwracam się, przerażona własną niezgrabnością, z chęcią wyrażenia skruchy. Chcę go przeprosić i zamieram w pół kroku bezwiednie zasłaniając dłonią usta. Przede mną stoi krzywiąc się lekko z bólu, ni mniej ni więcej, tylko...

 

 

O "Alter ego" 

autor: edytaswietek | 2010-09-26 15:41:40

"Chciałem powiedzieć światu tylko jedno słowo. Ponieważ nie potrafiłem tego, stałem się pisarzem". Stanisław Jerzy Lec
Obym i ja mogła kiedyś powiedzieć o sobie: "stałam się pisarką"



        Kolejny dzień przy szpitalnym łóżku. Gdzieś sto lat świetlnych poza mną została moja praca, sąsiedzi i znajomi. Mam wyłączoną komórkę, nawet nie sprawdzam, czy ktoś dzwonił, nie odbieram SMS-ów. Nie potrzebuję nikogo.
         - Kocham cię - mówię po raz kolejny - Jesteś całym moim życiem. Nie wolno ci odejść. Nie rób mi tego. Nie umieraj. Walcz. Dla mnie i dla siebie, dla dzieci, które powinniśmy wychowywać. Dla czegokolwiek. Sam wybierz powód. Tylko się nie poddawaj.

 

 

autor: edytaswietek | 2010-09-25 12:46:13

O mojej drugiej książce

 "Alter ego" ukaże się już za ok. dwa do trzech tygodni.Pomysł na "Alter Ego" to najbardziej niesamowita sprawa. Czy ktoś uwierzy, że całość powieści (ok. 420 stron) powstała pod wpływem jednego tylko zdania?

Pewnego dnia, ktoś sięgnął po mój kubek z kawą. Mniejsza o okoliczności, dla mnie był to zupełnie obcy człowiek, znacznie starszy ode mnie mężczyzna, z mojego punktu widzenia zupełnie aseksualny, więc tym bardziej jego związek z romansem, który napisałam jest niezwykły. Wyciągając dłoń po moją kawę spojrzał mi w oczy i powiedział:

- Napiję się twojej kawy, poznasz moje myśli.

To zdanie dźwięczało w mojej głowie przez resztę dnia. Wieczorem, gdy wróciłam do domu, usiadłam przy komputerze i z biegu napisałam pięć stron nie przestając ani przez moment stukać w klawiaturę, nie namyślając się, nie szukając natchnienia w bezmyślnym gapieniu się na monitor. Po prostu pozwalałam płynąć słowom.



      Pozwalam, żeby łzy płynęły po mojej twarzy. W ciszy mojej samotności, płaczę bez łkania i spazmów, samymi oczami. I tylko moja dusza znowu pęka na pół.
          Torturuję się myślami o naszym niespełnieniu. Ściskam w dłoni garść białych pigułek. Nie pierwszy raz myślę o tym, że moje życie nie ma sensu. Egoistycznie wyrzucam z pamięci moich rodziców, Patryka i Mirkę. Udaję, że oni nie istnieją, że nie jestem im do niczego potrzebna. Kolejny raz sprzeniewierzam się ich zaufaniu i miłości.

          Przesypuję pastylki z ręki do ręki. Chciałabym je połknąć. Wszystkie.

          Płaczę coraz większymi łzami. Słone krople kapią na moją otwartą dłoń w zagłębieniu której mam stożek pigułek. Łzy zamazują mi pole widzenia. Pastylki tracą ostrość kształtów.

          Jestem tak pogrążona w moich ponurych rozważaniach, że nie słyszę kroków na podjeździe. Dopiero majacząca przede mną sylwetka uświadamia mi, że nie jestem sama. Ania spogląda na moją dłoń i zapłakane policzki. Nie komentuje, nic nie mówi, po prostu siada obok mnie w „swoim” fotelu.

          Milczymy sobie razem. Tym razem jednak czuję ciężar jej obecności. Żałuję, że przyszła. Wolałabym być sama. Mam ochotę uciec do domu, lecz boję się, że mogłaby to źle odebrać i nie przyjść nigdy więcej. Nawet jeśli teraz rozpaczliwie nie chcę niczyjej obecności, to skąd mam wiedzieć, co będzie jutro, pojutrze, za tydzień? Dalej nie sięgam myślami. Nie mam odwagi.

           Po moich policzkach toczą się łzy bezsilnej złości. Moja ręka drży. Bezwiednie zaciskam dłoń w pięść. Kruszę przy tym kilka pigułek, ale mniejsza z tym, jeśli w końcu zdecyduję się je połknąć, to nie będzie miało znaczenia, czy będą w całości czy też w proszku.

 

 

autor: edytaswietek | 2010-09-24 21:07:27

Uparte dążenie do celu przynosi efekty


Minęło ładnych parę miesięcy od mojego ostatniego wpisu na blogu i co tu dużo mówić, sporo zmieniło się w tym czasie.

Moja książka została wydana!!!

 

  • Mała Mi
    Autorka książki bez wątpienia jest mi coś dłużna - kilka bezsennych nocy. Książka wciąga tak bardzo, że nie sposób się od niej oderwać, po jej zamknięciu wciąż się przeżywa rozterki Aleksandry, odczuwa się jej emocje. Nic dziwnego, że później spóźniałam się do pracy. Dobrze, że moja szefowa jest wyrozumiała. Pożyczyłam jej mój egzemplarz, teraz ona czyta i spóźnia się na poranne odprawy :-)
    komentowany wpis: Uparte dążenie do celu przynosi efekty
    dodano: 08:13:51 2010-10-08
    usuń komentarz
  • ms
    Zachęcam wszystkie dziewczyny i te znudzone życiem będące w domach zajmujące się dzieciakami i te zabiegane bizneswomen do przeczytania tej świetnej książki. Autorka pozwala nam pobudzić naszą wyobraźnie a zarazem poczuć dreszczyk emocji w związku z wątkiem kryminalnym.A te sceny erotyczne tak szczegółowo opisane!! Czyta się tą książkę jednym tchem. A co najważniejsze z książką mam czas tylko dla siebie - siadam , relaksuję się i odpoczywam!
    Mówię wam dziewczyny musicie kupić tą książkę
    Polecam
    Ja już nie mogę się doczekać na kolejną :)
    komentowany wpis: Uparte dążenie do celu przynosi efekty
    dodano: 22:40:20 2010-10-05
    usuń komentarz
  • just28101
    Miałam przyjemność jako jedna z pierwszych zapoznać się z treścią debiutanckiej książki Pani Edyty. Życzyłabym sobie więcej takich książek. Myślę, że każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie. Zarówno miłośniczki romansu, jak i lubiący wątki kryminalne. Szczególnie polecam wszystkim którzy identyfikują się z Krakowem i jego okolicami ponieważ miejsce akcji szczególnie ich zainteresuje.
    Serdecznie zachęcam do lektury.
    komentowany wpis: Uparte dążenie do celu przynosi efekty
    dodano: 10:45:08 2010-09-28
    usuń komentarz
  • czytelniczka
    książka jest absolutnie wspaniała nie można się od niej oderwać :) serdecznie polecam
    komentowany wpis: Uparte dążenie do celu przynosi efekty
    dodano: 15:26:32 2010-09-27
    usuń komentarz
  • mój jest ten kawałek podłogi
    Nadal jestem pod ogromnym wrażeniem jaki wywarła na mnie ta książka, czyta się ją z zapartym tchem, to jest podróż w którą odważamy się wyruszyć, to jest podróż do utraconych marzeń, podróż naszej wyobraźni tam skąd nie chcemy już powrócić. Polecam wszystkim wyruszyć w tą podróż.
    komentowany wpis: Uparte dążenie do celu przynosi efekty
    dodano: 09:40:43 2010-09-27

 

 

autor: edytaswietek | 2010-03-30 09:01:07

Zazdrość

Paweł wystukał w wyszukiwarce „Alex Ostrowsky - Sandoval” po chwili na ekranie monitora pojawiły się wyniki. Dobre kilkadziesiąt stron, głównie anglojęzycznych. Darował sobie ich przeglądanie. Nie znał angielskiego ani w połowie tak biegle jak Aleksandra. Włączył galerię zdjęć. Zobaczył cholernie przystojnego Latynosa o olśniewającym uśmiechu. Na wielu zdjęciach otaczały go atrakcyjne, młode kobiety. Zobaczył wśród nich kilka znanych aktorek oraz słynną ze skandali Paris Hilton. Było tam też mnóstwo zdjęć zrobionych przez paparazzi. Jednak na wszystkich, bez wyjątku, wyglądał jak bóg seksu.
Jego żołądek zacisnął się w supeł.
W towarzystwie tego dupka moja narzeczona bawi się tej nocy.
Z zainteresowaniem przejrzał polskie artykuły. Alexander Jose Ostrowsky – Sandoval, tak brzmiało jego pełne nazwisko. Syn polskiego emigranta i Meksykanki. Ekscentryczny biznesmen. Właściciel największej w świecie firmy przewozowej. W USA zaistniał głównie jako playboy znany z licznych, miłosnych podbojów. Kawaler, trzydzieści cztery lata. Skończył Yale z wyróżnieniem.
Z bliżej niewyjaśnionych przyczyn w 2004 r. przybył do Polski z zamiarem osiedlenia się na dłużej, być może na stałe. Początkowo sporo obracał się w kręgach artystycznych i wyższych sferach. Nie angażuje się w politykę, nie jest lobbystą. Od mniej więcej roku przestał pojawiać się na salonach. Coraz częściej określa się go mianem outsidera. Pilnie strzeże swojej prywatności. Mieszka sam ze służbą oraz kotem, przybłędą. Do rezydencji na obrzeżach Puszczy Niepołomickiej nie zaprasza prawie nikogo.
- Bardzo niebezpieczny typ. Koci ojciec, psiakrew - wymruczał.
Na samą myśl o kociej sierści poczuł pieczenie spojówek.

 

 

 

autor: edytaswietek | 2010-03-25 13:22:43

Leniwa wiosna

Dopieszczałam książkę. Trochę brak mi weny. Zasadniczo razem z wiosną przychodzą mi do głowy same głupoty.
Jutro mam wykłady, więc może ktoś lub coś natchnie mnie nowym pomysłem. Czasem wystarczy jedna myśl, żeby coś z tego powstało. Tak właśnie stworzyłam całą powieść pt. "Alter Ego". To był impuls, pod wpływem którego pisałam po kilka stron dziennie. Całość zakończyłam w trzy miesiące. Teraz czekam na odzew wydawnictw. Może w przypadku tej książki będę miała więcej szczęścia niż z "Zerwanymi więziami"?




Dobrze wiedział, że nie poszłaby z nim do jego mieszkania. A gdyby jej to zaproponował, zrobiłby z siebie totalnego durnia. Takie jak ona nie uprawiały seksu na pierwszej randce, ani nawet na kolejnych. O nią na pewno trzeba było zabiegać bardzo długo i starannie. Jej narzeczony musiał być bardzo wytrwałym człowiekiem. Szczęściarz. Za swoje wysiłki zgarnął cudowną nagrodę.
Wyjął z flakonu kwiaty. Kelner podał usłużnie lnianą serwetkę aby mógł nią owinąć mokre łodyżki.
- Twoje róże Aleksandro.
- Dziękuję - uśmiechnęła się odbierając od niego bukiet.
Oderwał jeden pączek. Powąchał go i włożył do kieszeni.
- Co robisz? - zdziwiła się dziewczyna.
- To na pamiątkę - odpowiedział z uśmiechem.
Roześmiała się mówiąc, że jest sentymentalny.

 

 

autor: edytaswietek | 2010-03-24 10:38:38

Ogólnie rzecz biorąc... kryzys.

Kryzys twórczy.
Kryzys wydawniczy.
Siedzę i myślę. Przeglądam to, co już napisałam. Szukam pomysłów na nową książkę (pominąwszy pięć zaczętych i niedokończonych, bo na jakimś etapie mój umysł się zawiesił). A może najpierw powinnam wydać którąś spośród pięciu napisanych w całości?



-  Jesteś moim aniołem.
Wstał z kanapy i podszedł do szafki. Coś z niej wyjął i zacisnął w garści. Potem usiadł obok dziewczyny. Wziął jej rękę.
- Oleńko... Chciałbym być dla ciebie kimś więcej niż tylko aniołem. Już dawno noszę się z tym zamiarem - powiedział otwierając dłoń. Zobaczyła leżący w jej zagłębieniu pierścionek. Poczuła zdenerwowanie. Domyśliła się bez wysiłku, do czego Paweł zmierza - Wiem, że nie kochasz mnie tak, jak ja ciebie. Ale wierzę, że mojej miłości starczy dla nas dwojga. Wyjdź za mnie Oleńko. Proszę...
- Pawełku, Pawełku...
- Wiem co powiesz - zmartwił się - Nie jesteś gotowa.
- Tak. Masz rację. Znasz mnie bardzo dobrze.
- Nie musimy tego robić już, tak od razu. Po prostu przyjmij ode mnie ten pierścionek. Noś go. A gdy uznasz, że możemy być razem, po prostu mi powiesz, dobrze? Będę czekał na ciebie tak długo, jak trzeba. Choćby całe życie.
Zamilkł. Siedzieli chwilę w ciszy. Podniosła z jego dłoni pierścionek. To był kamień, pewnie brylant, w bardzo prostej oprawie. Ładnie skrzyło się w nim słońce. Spoglądała na poważną twarz Pawła. Malował się na niej wyraz pełen skupienia. Czekał. Niepokoił się. W jego niebieskich oczach była niema prośba. Nie mówił nic więcej, nie naciskał ale wiedziała, ile go to kosztuje.
Tak będzie lepiej dla nas wszystkich - pomyślała wsuwając pierścionek na palec.
- Czy to znaczy, że się zgadzasz? - upewnił się mężczyzna.
- Pod warunkiem, że rzeczywiście nie będziesz mnie ponaglał.

 

 

 

autor: edytaswietek | 2010-03-21 18:52:28

Nie ma głupich...

Nie odpisałam do Wydawcy. Kilka dni wcześniej wysłałam mu bardzo obszernego maila z listą moich wątpliwości odnośnie umowy wydawniczej a on do mnie z tekstem, że prosi o doprecyzowanie pytań. Sorry... Bardziej precyzyjnie to już tylko łopatą albo młotkiem. Facet ma trudności w czytaniu ze zrozumieniem. A ja mam trudności w podpisaniu umowy, która jest skrajnie niekorzystna.
Mam taką cichą nadzieję, że odezwie się inne wydawnictwo. Wysłałam moją książkę wszędzie, gdzie się dało. W sumie było to stosunkowo niedawno. Wiem, że w takim na przykład "Prószyńskim" nawet do niej nie zajrzeli. A skąd wiem? Bo do nich dzwoniłam.

 

 

autor: edytaswietek | 2010-03-17 09:41:59

"Najlepszym lekarstwem na gniew jest zwłoka" - Seneka Młodszy

Ha!
Wydawca odbił piłeczkę. Gramy w ping-ponga?
Tylko czemu nie napisał nic rzeczowego? Chciałabym wierzyć, że naprawdę chodzi mu o wydanie książki a nie wyciągnięcie ode mnie kasy.
Ech... :/
Wiem, że wydam tę książkę. Niekoniecznie w tym wydawnictwie.
Jak powstała ta książka?
Dorastała we mnie. Miałam projekcje przed snem: widziałam moich bohaterów, ich otoczenie, wydarzenia, w których uczestniczyli - zupełnie jakbym była postronnym obserwatorem. Czasem odczuwałam emocje, które powinni czuć oni.
Pisanie to moja pasja.
:)

 

 

 

autor: edytaswietek | 2010-03-15 08:55:29

"Bo to zawsze jest najgłupsze, kiedy się kto przy czym uprze" - Tadeusz Boy - Żeleński

:s  Dziś odpiszę Wydawcy, że rezygnuję z współpracy. :(  Skoro taki z niego przyjemniaczek, wydaje mu się, że jestem skończoną idiotką... Nie dość, że za wydanie mojej książki zażądał dość dużego wkładu finansowego z mojej strony (podobno w przypadku debiutujących autorów to zupełnie normalna procedura), to jeszcze tak sformułował umowę, że działa ona wyłącznie na moją niekorzyść. ;( Smutne, zważywszy, ile pracy i przemyśleń włożyłam w tę powieść.



Szła spacerkiem do pracy. Nie musiała się spieszyć. Wyjechała z domu dość wcześnie. Rozluźnione wakacjami miasto nie było zakorkowane. Szybko dotarła na miejsce. Wyskoczyła z tramwaju przystanek wcześniej i zrobiła sobie mały spacer wzdłuż wiślanych bulwarów. Podobała jej się lokalizacja firmy. Wprawdzie biuro mieściło się w ścisłym centrum i korki nieraz utrudniały im życie, lecz za to mieli z okien widok na Wawel i zakole Wisły, zaś po przeciwnej stronie okna gabinetów wychodziły na zielone tereny miasta.
Pracowała tam już półtora miesiąca. Tak szybko minął tan czas. Jak jedno mgnienie oka. Podobało jej się to zajęcie i sympatyczny, kulturalny szef. Cieszyła się, że znalazła swoje miejsce w życiu i wyszła spod klosza, który osłaniał ją przed światem zewnętrznym. Odpowiadała jej nagła dorosłość i ta odmiana losu.
Zeszła z wałów na chodnik i przecięła ulicę. Już wchodziła na teren firmy. Od bramy wjazdowej nadjeżdżał właśnie jakiś samochód, więc zatrzymała się, aby przepuścić kierowcę. Wóz był jak marzenie. Czarny, sportowy kabriolet BMW z opuszczonym dachem i jasną, skórzaną tapicerką. I kierowca też robił wrażenie. Był w trudnym do określenia wieku. Taki... dorosły chłopak. Widziała tylko jego muskularne ramiona opięte jasną koszulką kontrastującą mocno z oliwkową karnacją. Oczy miał zasłonięte okularami w modnych oprawkach, w zmierzwionych ciemnych włosach igrał wiatr. Błysnął w uśmiechu olśniewającą bielą zębów, gdy zatrzymał auto, aby mogła przejść na drugą stronę. Pokazał dłonią, że oddaje jej pierwszeństwo. Przeczesał włosy palcami.
Ale facet! - pomyślała - Ciekawe kto to? Nie wygląda na biznesmena. Jak na zwykłego pracownika ma dość drogi samochód. Może jest jednym z dyrektorów, albo raczej synalkiem, któregoś z nich? Tylko ta koszulka... Tu obowiązują garnitury i krawaty.
Nie było sensu roztrząsać zagadki. Przesłała uśmiech kierowcy kabrioletu i ruszyła w stronę głównego wejścia.




autor: edytaswietek | 2010-03-11 12:58:45

"Znawca: specjalista, który wie wszystko o czymś i nie wie nic, o czymkolwiek innym" - Ambrose Bierce

>:| Wydawca raczył się odezwać. :P Poczułam się jak idiotka, którą się po prostu zbywa. :/ Na chwilę uszło ze mnie powietrze :0 ALE TYLKO NA CHWILĘ!!! ;) Ja i tak dopnę swego!!! :)

Kurcze... Czy jest pośród Was ktoś, kto wydał własną książkę???

Chciałabym wierzyć, że w naszym pięknym kraju są ludzie, którzy czytują coś innego niż Danielle Steel lub Helen Fielding.

 

 

autor: edytaswietek | 2010-03-01 19:17:27

Nie dowiaduj się nigdy, komu bije dzwon, on bije tobie - John Donne

W sprawie wydania książki krótkotrwały impas. Chyba nie mam już co liczyć na dofinansowanie ze strony firmy, która poprosiłam o pomoc. Trudno, trzeba będzie zacisnąć zęby i wyłuskać z portfela pożądana kwotę. Choćbym miała stanąć na głowie - nie poddam się. Będę walczyć o moją książkę, o moje marzenia.





autor: edytaswietek | 2010-03-08 16:12:20

Impas jak diabli

Dostałam właśnie od potencjalnego Wydawcy umowę dotyczącą wydania  książki.  No... i jedno co mogę powiedzieć to jest to, że wcale nie jestem zachwycona. Na coś przydały się wykłady z prawa na studiach. Przeczytaliśmy wnikliwie umowę z moim szcześciem ślubnym raz, drugi i trzeci i wyłapaliśmy ogrom kruczków działających na moją niekorzyść. Z przyczyn oczywistych poprosiłam Wydawcę o zmianę umowy. Zobaczymy co z tego wyniknie.


autor: edytaswietek | 2010-02-27 19:04:31

"Mocna jest jako śmierć miłość, twarda jako piekło jest zazdrość" (z Pieśni nad pieśniami)

Czas abym napisała coś o sobie. Piszę, bo to moja życiowa pasja - o tym już wspominałam. Zawsze kochałam książki i marzyłam o tym, żeby zaistnieć w tym magicznym świecie. Jeszcze do niedawna nie miałam na to zbyt wiele czasu - pochłaniała mnie praca. Jednak psikus losu (a raczej kryzys, którego podobno w Polsce nie ma) sprawił, że od siedmiu miesięcy jestem osobą poszukującą pracy. Z jednej strony mogę więc nareszcie spełniać się w tym, co stanowi mój świat równoległy, z drugiej strony trochę brakuje w moim życiu tego biurowego zgiełku. Jednak zgodnie z zasadą równowagi Jing i Jang nic w życiu nie dzieje się przypadkiem. W każdej dobrej sytuacji znajdzie się jej negatywny oddźwięk a w każdej złej - pozytywny. Tak więc nie mam pracy i to mnie martwi ale za to dużo piszę i dzięki temu jestem szczęśliwa. Taka dwubiegunowość mojej rzeczywistości. Typowy paradoks.

 

 

Trochę bardziej ponury dzień (autor: Edyta Świętek | 2010-02-24 09:46:17)

Za oknem mgła. W głowie mam chwilowo czarną dziurę. Zawisłam w próżni pomiędzy wydawcą a firmą, którą poprosiłam o współfinansowanie wydania mojej książki. Stoję w miejscu i przebieram nogami. Chciałabym mieć już w dłoniach moje pierwsze, autorskie egzemplarze. Już mam całą listę osób, którym zamierzam podarować tę książkę. Tymczasem wszystko stoi w miejscu.
My, debiutanci nie mamy łatwego życia. Duże wydawnictwa nie chcą z nami gadać. Każdy od razu interesuje się, czy wcześniej już coś się opublikowało. Szkoda, że nikt nie chce dać szansy, żeby człowiek mógł sobie coś wpisać w rubryce pt. "dorobek literacki".
Miałam w sumie dość dużo szczęścia. Wysłałam w tym samym terminie książkę do kilkunastu wydawnictw. Po sześciu tygodniach odezwało się to, w którym zadebiutuję. Martwi mnie tylko, że muszę partycypować w kosztach wydania.  Wpadłam więc na pomysł, żeby w zamian za kilka słów podziękowania i zamieszczenie logo ofiarodawcy na pierwszej stronie poszukać kogoś, kto mnie wspomoże. Na razie cisza...
A ja i tak wydam tę książkę. Choćbym miała na głowie stanąć.
Codziennie rano wstaję z łóżka z myślą: "Jestem człowiekiem sukcesu". To działa!!!

 

 

O czym jest moja książka? - wpis przeniesiony z bloog.pl (autor: edytaswietek | 2010-02-21 21:21:04)

Nie jest to powieść wojenna, jak by mógł na to wskazywać prolog. Jednak wydarzenie opisane w prologu miały kluczowe znaczenie dla całej niemalże dalszej fabuły. "Zerwane więzi" to zupełnie współczesny romans z wątkami kryminalnymi. Starałam się połączyć w tej książce zderzenie marzeń ze zwykłą, niejednokrotnie szarą, rzeczywistością. Nie oszczędzam moim bohaterom licznych tarapatów. Starałam się nadać im dość zróżnicowane cechy charakteru, aby stali się ludźmi "z krwi i kości". Czy to się powiodło? Przekonacie się sami...

 

 

Mój debiut - wpis przeniesiony z bloog.pl (autor: edytaswietek | 2010-02-19 13:38:37)

Witam.@)-->-->--
Uwielbiam pisać. Mogłabym powiedzieć, że jest to moja życiowa pasja. Napisałam parę książek i pod koniec ubiegłego roku uznałam, że czas najwyższy zaistnieć na rynku wydawniczym. Przebić się w dzisiejszych czasach komuś, kto ma "niewyrobione nazwisko" jest bardzo trudno. A jednak dla mnie pojawiło się światełko w tunelu. Sześć tygodni po tym, jak wysłałam do pewnego Wydawnictwa moją powieść dostałam pozytywną odpowiedź!!!poczta  Pełnia szczęścia! :-D Zanim jednak moja książka zostanie opublikowana postanowiłam, że zainteresuję potencjalne czytelniczki tą, i nie tylko tą powieścią mojego autorstwa.
Zapraszam więc do mojego świata marzeń.



kotusia
Życzę cierpliwości i powodzenia w dążeniu do celu.Chętnie przeczytałabym powieść.
komentowany wpis: Mój debiut

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz