środa, 6 marca 2013

Archiwum 2012 cz. 2


Poniższe wpisy są fragmentami bloga prowadzonego przeze mnie na wp.pl.

Ponieważ zamierzam   zagospodarować się tutaj na stałe, postanowiłam przenieść część wpisów z bloga, którego prowadziłam na WP.




autor: edytaswietek | 2012-12-31 14:43:30

Nie do wiary...

Nie do wiary! Kończy się kolejny rok... Nieprawdopodobne, jak szybko ten czas przeleciał. Dopiero co szykowaliśmy się na sylwestrową prywatkę u znajomych a tu już kolejny sylwester.

To był dla mnie bardzo dobry rok. Szczęśliwy, spokojny, rodzinny, udany zawodowo, z sukcesem na uczelni... Do pełni szczęścia zabrakło mi podpisania umowy z Agentką literacką oraz wydania książki. Cóż, nie można mieć wszystkiego. Czasami trzeba zrobić trzy kroki w tył po to, by wziąć rozbieg przed dużym skokiem do przodu.

Co będzie dalej z książkami?
Poprawiona historia Patrycji została wysłana na konkurs - rozstrzygnięcie w połowie roku. "Kontrakt" czeka na swoją kolej, Madzia Kociołek dostała maleńką szansę, może przy odrobinie szczęścia uda jej się zaistnieć. Bohaterkę "Wszystkich cieni przeszłości" pozostawiłam w nader miłych okolicznościach - pisanie przerwałam w momencie, gdy Karina i Adam siedzą przy kawiarnianym stoliku, patrząc sobie głęboko w oczy (*-*).

Marzenia na Nowy Rok?
  1. Szczęścia w życiu rodzinnym
  2. Wydania książki
  3. I oby pozostałe sprawy układały się równie pomyślnie, jak w 2012 roku
 Czego więcej można pragnąć??? :-]

A Wam, drogie Czytelniczki życzę po prostu spełnienia marzeń!









autor: edytaswietek | 2012-12-29 12:06:10

Statystyka matematyczna

Dzięki życzliwości współpracownika, zyskałam wolne na cały okres międzyświąteczny. Nadrobiłam już zaległości w spaniu, poudzielałam się towarzysko w rodzinie, byłam na dwóch baaardzo długich spacerach po okolicy, aby spalić efekty świątecznego biesiadowania, teraz czas na efektywne wykorzystanie wolnego czasu. O pisaniu nawet mowy nie ma, mam w następną sobotę zaliczenie ze statystyki matematycznej.
- Czego nie rozumiesz?  - docieka moje ślubne szczęście. - Może ja ci wytłumaczę?
- Tak, jasne - odpowiadam zgryźliwie.
- Przynajmniej daj mi spróbować - nalega duży.
- Ok, przypomnij mi, co to jest dystrybuanta.
- Dystrybuanta? Hm... - mąż z mądrą miną drapie się po gładko ogolonej brodzie. - Przecież to proste! Dystrybuanta jest wtedy, gdy podjeżdżasz na stacji paliw do dystrybutora.
- Aha. Ale na pewno nie wiesz, co to jest przedział ufności.
- Przedział ufności? Ależ to bardzo proste. Przedział ufności jest wtedy, gdy mąż daje żonie kartę płatniczą i ufa, że po powrocie z zakupów będą w banku pieniądze.
- Nieźle. A rozkład normalny? - podążam tym tropem.
- Rozkład normalny jest wtedy, gdy nieboszczyka zakopuje się w trumnie do ziemi i on po prostu sobie gnije przy aktywnej pomocy robaków. Rozkład nienormalny jest wtedy, gdy ciało poddaje się kremacji - mówi z dumą mój większy mężczyzna, bądź co bądź nie pytałam go o "rozkład nienormalny", ale jego kreatywność jest po prostu bezgraniczna.
- Dobra, jak wytłumaczysz mi, co to jest estymator, to uznam, że jesteś mistrzem w statystyce matematycznej.
- Estymator, estymator... Yyy... Eee... Nie wiem.




autor: edytaswietek | 2012-12-24 10:52:00

Świątecznie

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia  i Nowego Roku życzenia zdrowia,  wielu dobrych dni i wszelkiej pomyślności wszystkim moim  Czytelniczkom i Czytelnikom




TAGI: Święta, życzenia świąteczne, Boże Narodzenie
Opublikowany | kategoria: O mnie :)




autor: edytaswietek | 2012-12-20 08:26:03

Na dzień przed planowanym końcem świata :)

Okna umyte, szafy posprzątane. Katar minął, wena twórcza również - niestety.

Do Spring: nie wiem, kiedy przeczytasz ten wpis, lecz jak już tutaj dotrzesz, to spójrz na moją odpowiedź na Twój ostatni komentarz 0:-)






autor: edytaswietek | 2012-12-17 23:18:30

Zamiast przedświątecznych porządków...

Trudno myć okna, gdy z nosa cieknie jak z kranu (baaardzo romantycznie, prawda?).
Trudno robić porządek w szafie, gdy każdy wysiłek spotyka się z oporem organizmu.

Opatulona w ciepły koc, z dzbankiem zielonej herbaty o smaku żurawinowym (polecam, bardzo dobra) skończyłam kolejny rozdział książki i zabrałam się za pisanie ostatniego. Uwielbiam ten moment, gdy rzecz zbliża się do finału, zwłaszcza, gdy mam już kilka nowych pomysłów.

Przydałoby się kilka nowych inspiracji muzycznych, abym nie stała się monotematyczna.
IZ, moja kochana Zaklinaczko Deszczu, podrzuć coś!!



Obrazek z Internetu
TAGI: książka, inspiracja
Opublikowany | kategoria: "Wilk w owczej skórze"





autor: edytaswietek | 2012-12-17 18:04:28

?

Dlaczego, gdy biorę dwudniowy urlop na załatwienie ważnych spraw (np. przedświąteczne porządki), to od razu musi mnie złożyć jakieś choróbsko? Przespałam pół dnia. Teraz, targana poczuciem winy, że zmarnowałam mnóstwo czasu, wylazłam spod koca z myślą, że coś zrobię. Na mycie okien już za późno - ciemno, na domiar złego pada deszcz.;-P

A tak przy okazji: Gdzie się podział ten śliczny biały śnieg, który jeszcze w piątek tak ślicznie prezentował się w moim ogrodzie?:-/

Mam trzy opcje:
  • Mogę zabrać się za porządki w szafie nastoletniego
  • Mogę zabrać się za rozwiązywanie zadań z matematyki statystycznej oraz powtórzyć co nieco z języka angielskiego
  • Mogę zabrać się za pisanie książki

Jak myślicie, którą opcję wybiorę??

TAGI: deszcz, świąteczne porządki
Opublikowany | kategoria: O mnie :)





autor: edytaswietek | 2012-12-07 21:53:17

:)

Słowo daję, że jak jeszcze raz przyjdzie mi czytać "Kontrakt", to chyba oszaleję. W minionych trzech tygodniach aż trzykrotnie wydrukowałam i przeczytałam tę książkę pod kątem ewentualnych poprawek. To zakrawało niemalże na uczenie się jej na pamięć, gdyż niektóre akapity wałkowałam aż do znudzenia. Z czystym sumieniem mogę ją wysłać na konkurs - proszę aby wszystkie "dobre człowieki" trzymały kciuki za historię Darii, to przedostatnia szansa dla niej.

Przedostatnia :-] - przecież trzeba walczyć o swoje "dzieci" do upadłego.
TAGI: książka, powieść, romans, kryminał, thriller
Opublikowany | kategoria: "Kontrakt"





autor: edytaswietek | 2012-12-06 11:12:34

 

Mikołajki

Wczoraj wieczorem zakradł się do naszego domu tajemniczy gość. Bezszelestnie pozostawił prezenty i znikł. Poczciwina, przyniósł mi podkładkę chłodzacą pod laptopa - bardzo przydatny drobiazg, gdyż często piszę, leżąc w łóżku, z laptopem na udach.

Swoją drogą, tęsknię za czasami, gdy przychodził do nas Święty Mikołaj w takiej oto wersji:



Współczesny, czerwony pajac, wykreowany przez znany koncern produkujący tuczący napój gazowany, zupełnie do mnie nie przemawia. Być może marudzę w tej chwili, ale mam sugestywne wrażenie, że odkąd znikł mój Święty Mikołaj świat wiele stracił.



autor: edytaswietek | 2012-12-04 08:02:07

 

 

Bajeczny Kazimierz

Kraków ukrył się pod pierzynką puszystego białego śniegu. Nawet magiczny Kazimierz zdawał się drzemać wczorajszego wieczoru, jeszcze chyba nigdy nie widziałam tak wyludnionej ulicy Szerokiej. W Ulicy Krokodyli dłuższy czas siedziałyśmy same z koleżanką.
Piękny, bajeczny Kazimierz...
Barman - młodsza wersja Kordiana Radeckiego, zapytał z uśmiechem, czy posypać moje cappuccino cynamonem. Od razu przypomniałam sobie o Patrycji a raczej powieści o niej. Wkrótce rozstrzygną się jej losy. Jeśli sprawy nie pójdą po mojej myśli, to udostępnię jej historię tutaj. Byle do wiosny...




autor: edytaswietek | 2012-12-01 16:20:15

Lubię...

Lubię deszcz. Oczywiście z umiarem :-]

A poniżej idealna propozycja na deszczowe popołudnie: dobra muzyka i ciepłe futro.



TAGI: Kłaptocz, Buldog, muzyka, inspiracja, kot, Przemysław, jesień, deszcz
Opublikowany | kategoria: O mnie :)




autor: edytaswietek | 2012-11-30 18:32:00

Koniec świata

Podobno koniec świata jest bliski.

Hm... Być może nawet bliższy, niż nam się wszystkim wydaje. Znajduje się po sąsiedzku, tuż za miedzą, szczerząc do nas zęby z zielonej tablicy [ostrzegawczej (?)].




W gruncie rzeczy, przyjemnie byłoby posiedzieć sobie na tej ławeczce na końcu świata, gdyby nie to, że zewsząd bombardują nas budzące grozę zapowiedzi apokalipsy. Skądinąd fatalny pomysł na reklamę - wszak świat roi się od obłąkanych psycholi, którzy chętnie zafundowaliby nam fajerwerki.
- Chcecie? Macie! Przecież sami reklamowaliście nadejście końca świata - powie jeden z drugim, odbijając pomiędzy sobą rakietki ziemia-ziemia, bombki atomowe i inne zabawki dla dużych i bardzo niegrzecznych chłopców.

Inny aspekt tej sprawy?

Są jednostki mniej odporne psychicznie, które mogą z tego powodu wpaść w panikę. Z uwagi na to uważam, że wykorzystywanie tego motywu w reklamach jest nieetyczne i niehumanitarne.




Ludzie prześcigają się w pomysłach jak zagospodarować potencjalny koniec świata. Kręci się budzące grozę filmy, w sklepach można kupić okolicznościowe kubki i podkoszulki, niejeden developer ukręcił biznes życia, sprzedając luksusowe schrony. Swoją drogą, sugerowałam tę ostatnią możliwość mojemu szefowi, lecz mój sympatyczny pracodawca stwierdził, że woli budować dla żywych.

A wracając do handlu końcem świata: sprzedaje się nawet wycieczki do Ameryki Południowej, kolebki Majów, którzy to rzeczony koniec świata nam wyliczyli.



I skąd to wszystko się wzięło? Ano stąd, że przed wiekami jakiś mądrala umyślił sobie, że trzeba sporządzić kalendarz. Chciał pozostawić po sobie wielkie dzieło ku pamięci potomnych. A że był z niego cwaniak i kombinator, robić mu się samemu nie chciało, więc zatrudnił na umowę o dzieło sympatycznego przedstawiciela Majów, aby ten stworzył dla niego ów miernik czasu.

Bezrobocie, jak wiadomo skłania ludzi do podejmowania różnych decyzji, niekoniecznie korzystnych, więc rychło znalazł się desperat, który postanowił podjąć się mozolnej pracy na ową śmieciową umowę.

Dwaj panowie Majowie (a może Maja???) doszli do porozumienia. Pan możny zatrudnił pana niezamożnego, dając mu ścisłe wytyczne, jak widzi owo dzieło. Kalendarz ów miał zawierać wszystkie istotne daty typu: urodziny żony (nie częściej niż raz w roku - impreza nader kosztowna), ważne święto państwowe (niebawem) czy przewidywany dzień śmierci teściowej (jak najszybciej). Pan niezamożny zadeklarował, że niezwłocznie przystąpi do pracy, będzie siedzieć cicho na czterech literach i strugać owo dzieło za lichą wypłatę i wzmiankowaną wcześniej umowę śmieciową, bowiem gdyby onych warunków nie przyjął, to za bramą wjazdową do zakładu pracy pana możnego ustawiła się już cała kolejka zainteresowanych ową zaszczytną misją.

W celu wykonania dzieła, pan Maja pobrał od swego pracodawcy młotek i dłutko i wspiął się na wyżyny piramidy schodkowej, z której miał niezły widok na pobliskie zieleńce oraz stadion piłkarski, zbudowany w czynie społecznym przez mężczyzn z podbitej wioski. (Inną przysługą owych zacnych mężczyzn był czynny udział w imprezach odbywających się na owym stadione takich jak: mecz piłki nożnej głową rywala, rwanie serca z podrzutem itp).

Siedział więc sobie człeczyna na szczycie piramidy i rzeźbił tępym dłutkiem kalendarz. Dłutko było tępe i źle się nim pracowało, gdyż zostało "Made in China" za miskę ryżu przez wygłodzone dziecko, które marzyło o zabawie z rówieśnikami.

Siedział sobie biedaczysko i siedział, słońce prażyło niemiłosiernie na jego czarną czuprynę czy co on tam miał na tej swojej mądrej głowie. Zachciało się nieboraczkowi pić, więc pomyślał sobie, że co mu tam, i tak ma śmieciową umowę, składek na ZUS szef mu nie odprowadza, urlop mu nie przysługuje, do emerytury raczej też nie dożyje, gdyż 67 lat to wiek astronomiczny przy ichnim poziomie służby zdrowia. Słonko jak prażyło tak dalej praży, w gębie susza, przerwa w pracy mu nie zaszkodzi. Porzucił więc owo dłutko "Made in China" i zlazł był z owej piramidy wprost w soczystą zieleń przyrody. No i tak jakoś mu się ta przerwa przeciągnęła, że nie wrócił do przerwanych obliczeń. A może uznał, że szef za mało mu płaci i czas najwyższy porzucić mozolne zajęcie?

A może był tak znudzony tymi obliczeniami, że wyzionął przy tym ducha?

Albo spieszył się na czaderską imprezę, coś w stylu meczu towarzyskiego pomiędzy Majami i Aztekami głową pojmanego Inka?


Jakkolwiek by nie było, koniec świata dostarcza nam mnóstwo rozrywki.
A jaka jest moja wizja końca świata?
Posłuchajcie:



PS:
Wszystkie obrazki pochodzą z Internetu.

PS II:
Koniec świata będzie wtedy, gdy znajdę Wydawcę, który podejmie się II wydania "Zerwanych więzi" i "Alter ego".
autor: edytaswietek | 2012-11-26 17:56:48

Poniedziałek

Weekend na uczelni - przyjemny - wszak do sesji zostało jeszcze sporo czasu, więc nie ma stresu :) Przezornie zaklepałam sobie na dzisiaj dzień urlopu, zakładałam, że będę zmęczona po forsującej niedzieli, lecz na szczęście nie było tak źle, rano wstałam pełna energii.

Jest dobra wiadomość, lecz nie mogę się nią podzielić, aby nie "zapeszyć". Cieszę się po cichutku i bardzo powściągliwie (pominąwszy taniec zbzikowanej autorki wczoraj wieczorem). Ta wiadomość dodała mi skrzydeł, więc pełna wiary zabieram się do pracy nad książką.

Poprawione i przerobione "Cappuccino..." dostało ode mnie drugą szansę. Jeśli sprawy nie pójdą po mojej myśli, to postanowiłam, że w całości zamieszczę tę powieść na blogu. Oczywiście nie wszystko na raz, lecz w odcinkach. Podzielę się nią, ponieważ myślę, że może znajdzie się ktoś, kogo ta historia zainteresuje i wciągnie. A zatem w przyszłym roku Pati (bohaterka książki) będzie miała swoje pięć minut - w taki czy inny sposób.





autor: edytaswietek | 2012-11-23 12:04:10

Jesień

Jesień działa na mnie rozleniwiająco i niekorzystnie. Nic mi sie nie chce. Wykopać z ciepłej pościeli mi się nie chce. Wstać mi się nie chce. Wytknąć nosa z sypialni mi się nie chce. Nie mówiąc o tysiącu spraw, które wyciągają w moją stronę swoje chciwe palce i żądają załatwienia.
  • Daria chciałaby, abym w końcu zajęła się sprawą wydania "Kontraktu"
  • Madzia na szczeście już się czyta, ale nad jej głową wciąż wisi znak zapytania
  • Karina tupie nogą ze zniecierpliwieniem, gdyż co rusz porzucam pisanie książki o niej, wracając do powieści, które skończyłam pisać, lecz z jakiegoś powodu muszę "dopieścić"
O życiu zawodowym i rodzinnym nie wspomnę, bo ten blog, to nie miejsce na takie wywody.

A przecież lubię jesień - mimo wszystko.
  • Za piękne kolory Puszczy Niepołomickiej
  • Za dojrzałe, soczyste jabłka
  • Za krople rosy rozpięte na pajęczynach wiszacych we mgle
  • Za grube golfy i leginsy, które uwielbiam nosić :)

I codziennie obiecuję sobie - koniec z "rozmemłaniem" - dzisiaj zabieram się za zycie. Serio, serio.




autor: edytaswietek | 2012-11-19 08:18:23

Przerwa w drzemce

Puk, puk, puk...

- Kto tam? - odzywa się rozespana Madzia, ziewając przeciągle i podnosząc leniwie tylko prawą powiekę, ponieważ lewa, wciąż sklejona resztkami snu, nadal zamierza słodko drzemać.

- To ja, Edyta - odpowiadam.

- Ach... Witaj mamuśka! - cieszy się Madzia.

Mamuśka?! Aaa!!! Jaka mamuśka?! - jęczę w duchu ze zgrozą. - Przecież Madzia jest mniej więcej w moim wieku. Czy z racji tego, że ją stworzyłam, nadałam kształt, imię i nieco przyciężkawy charakter mam być "mamuśką"??? Czy ja wyglądam jak mamuśka Madzi???!!!

Mniejsza o to. Czas sprawdzić, co u mojej podopiecznej.

- Co słychać, Madziu? - zagaduję.

- Jestem w czytaniu - odpowiada konspiracyjnym szeptem.

- Ojejej!!!! - cieszę się i jednocześnie pada na mnie blady strach, wszak Madzia to istota nieprzewidywalna. - Tylko nie narób mi wstydu - dodaję. - Dość nabroiłaś w czasach, gdy pisałam tę historyjkę o tobie. Powodzenia Madziu, trzymam kciuki za ciebie.
TAGI: książka, humor
Opublikowany | kategoria: "Madzia K"




autor: edytaswietek | 2012-11-17 16:36:41

O diabłach

Miało być o końcu świata, napiszę o diabłach.
Postanowiłam, że będę częściej dodawać wpisy na blogu i już miałam pomysł  notatki na supermodny ostatnio temat, gdy nagle z ukrycia wyskoczył mały diabełek i pomachał mi przed nosem widłami. Diabełek złościł się i prychał, póki nie przekazał złej energii dalej. Potem zamilkł.

Zobaczyłam także małego człowieczka będącego pod jego wpływem, ścielącego płaszcz u stóp swego mentora.

Czkawkę wywołaną spotkaniem z diablikiem wyleczyło pyszne ciastko z kremem :)

Moja muzyczna inspiracja na dziś:


I stosowny do tematu cytat z mojej (a jakże by inaczej) książki, jeszcze nieopublikowanej, będącej w stanie zawieszenia a znanej tutaj pod tytułem "Cappucino z cynamonem":

Sebastian był estetą. Dla niego uroda nie była kwestią obojętną. Ożenił się z Patrycją między innymi z uwagi na to, że była powalająco piękna, był z niej bardzo dumny. Teraz zaś, gdy patrzył na stojącego obok niej Jacka, z zaskoczeniem stwierdził, że jego żona i Cieślik stanowiliby ładną parę: ona świetlista jak anioł, on mrocznie przystojny. Kolejnym skojarzeniem było to, że ich natury odzwierciedlone były w wyglądzie zewnętrznym. Pati miała usposobienie anielskie: była cierpliwa i łagodna, ze stoickim spokojem znosiła przeciwności losu i mimo okresowych faz buntu brakowało jej asertywności. O Jacku chodziły słuchy, że jest szowinistą, źle traktuje swoją żonę i kobiety w ogóle, jest cyniczny i wyrachowany. Nawet przystojny był w sposób diaboliczny. Kto powiedział, że szatan jest szpetny? W przekonaniu Sebastiana szatan musiał być piękny, aby kusić swe ofiary.


Co mnie tak naszło?
Aaa... Jakieś licho mnie skusiło :)

I jeszcze mały Diablik I - pierwowzór Diablika z "Alter ego". Mały piszczoch, który niestety jest już za tęczowym mostem.

TAGI:
Opublikowany | kategoria: "Cappuccino z cynamonem"



autor: edytaswietek | 2012-11-13 17:26:33

Piękny listopad

Nadal czekam na wieści o Madzi Kociołek. Obawiam się o jej przyszłość, lecz staram się być dobrej myśli. Może ona nie podzieli losów Patrycji i Darii, które utknęły na twardym dysku w moim komputerze oraz na pendrive (tak na wszelki wypadek) i ani rusz dalej.

Po dość długiej przerwie wróciłam do pisania thrillera z mocno romansowym wątkiem - "Wszystkie cienie przeszłości". Praca idzie na przód, co bardzo mnie cieszy. Aktualnie mam do napisania bardziej miłosny rozdział. (*-*)


Lubię jesień z tym przepychem ciepłych barw. O tej porze Puszcza Niepołomicka wygląda zdecydowanie najpiękniej. Niemalże bezszelestnie opadają z drzew pożółkłe liście, ścieląc się pod naszymi stopami. Najbardziej odpowiada mi spacerowanie mniej uczęszczanymi ścieżkami, z dala od jazgotu i rowerzystów, którzy niekoniecznie poruszają się prawidłową stroną alejki.

Foto - zasoby własne: ja i mój nastolatek :-]


Półtora tygodnia temu oglądałam finał Must Be The Music - to jedna z nielicznych pozycji w programie TV, na którą staram się wygospodarować wolny czas. Ogólnie rzecz biorąc telewizja to złodziej czasu, nuży mnie i irytuje nadmiarem reklam, zabija we mnie przedświąteczną radość, gdy od początków listopada jestem katowana Jingle Bells lub spopularyzowanymi wersjami kolęd.

Moje upodobania muzyczne są wyjątkowo szerokie - od Bacha, poprzez liryczne ballady, pop, polskiego rocka aż po hardcorowe brzmienia. Muzyka zawsze towarzyszy mi podczas pisania, pomaga, niejednokrotnie jest inspiracją dla jakiejś sceny.

Wracając do MBTM - w tej edycji całym sercem kibicowałam śląskiej grupie Oberschlesien i dla mnie, nie umniejszając talentu Tomka - to oni są zwycięzcami tego programu. Ogromny szacunek za dumę z tożsamości narodowej, tekst, aranż i całokształt. 









Powrót na uczelnię - prawdziwy strzał w dziesiątkę. Tym razem jest o wiele przyjemniej, atmosfera skupienia i duża dojrzałość studentów. Zawarłam już kilka obiecujących znajomości. Generalnie podoba mi się wzajemna życzliwość i trzymanie się "w kupie". Teraz, gdy po półrocznej przerwie doładowałam baterie chcę się nadal uczyć i robię w związku z tym pewne plany.


TAGI: książka, thriller, Oberschleisen, MBTM, jesień, Puszcza Niepołomicka
Opublikowany | kategoria: O mnie :)




autor: edytaswietek | 2012-10-31 18:56:27

Uff...

Czekam na wieści o Madzi Kociołek.

Potrzymajcie dobrzy ludziska kciuki za tę ofiarę losu :-]




autor: edytaswietek | 2012-10-11 18:28:45

Pożegnanie z Patrycją

Dzisiaj definitywnie i ostatecznie skończyłam poprawki w książce noszącej przedtem tytuł "Cappuccino z cynamonem". Zaopatrzona w nowy tytuł, skrócona i zmieniona książka "idzie w świat". Czy trafi do Czytelniczek? Nie wiem. Chciałabym bardzo.





– Panie Tomku! Proszę o kawę mrożoną z dużą ilością bitej śmietany oraz sernik wiedeński. Jak szaleć, to szaleć – zwróciła się do koleżanek, widząc ich na pół zgorszone, na pół przerażone miny. – No co jest? – zdziwiła się.

– Pati! Sernik wiedeński? Kawa mrożona? Bita śmietana? Czy ty wiesz, ile to jest kalorii? – pisnęła przerażona Ania.

– Kobieto, przecież nigdy w życiu nie wyjdziesz z cellulitu! – ostrzegła ją Złotousta.

– O ile się nie mylę, miałaś zrzucić parę kilogramów a nie tuczyć się jeszcze bardziej – przypomniała z niesmakiem Iza.

Patrycja uśmiechnęła się diabolicznie.

– Dajcie spokój, dziewczyny. I po co się tak szarpać? Naprawdę wierzycie w to, że mężczyźni wiedzą, co to jest cellulit i gdzie go szukać?

– Oj tam, oj tam! Mężczyźni nie muszą wiedzieć. Nawet lepiej, jeśli nie wiedzą, gdzie szukać naszych niedoskonałości. A nie przeraża cię świadomość, że inne kobiety wiedzą, że MY wiemy? – zapytała z przejęciem Złotousta.

Pati spojrzała na przyjaciółki i pokręciła głową.

– Nie – powiedziała stanowczo. – Mam gdzieś, czy ktoś wie, gdzie zlokalizowany jest mój cellulit. Wolę być szczęśliwa, niż katować się dietami, które i tak niewiele zmienią. Nie zamierzam głodzić się przez resztę życia tylko po to, aby być szczuplejszą o parę kilo. Cholera, no! Dziewczyny! Przecież mamy tylko jedno życie do przeżycia! Czy nie lepiej tak po prostu cieszyć się tym, co mamy? Są rzeczy ważniejsze niż szczupła sylwetka i jędrne uda.




autor: edytaswietek | 2012-10-09 18:59:27

Praca w biurze nie musi być nudna :)

– Dzień dobry. Dobry dzień. Dzień dobry! – Pączek Erotoman wsadził wielki, rozczochrany łeb w drzwi pokoju.

– Witam – odparła krótko i nieprzychylnie Patrycja, myśląc tylko o tym, że jak jeszcze raz usłyszy to tradycyjne, trzykrotne powitanie, to rzuci w jego stronę zszywaczem, albo dziurkaczem, który jest od zszywacza nieco cięższy. A najlepiej, całym wyposażeniem biurka, aby mieć pewność, że czymś w niego trafi. W rzeczy samej po tym, jak spędziła kilka tygodni na trenowaniu strzelania spinaczami biurowymi do papierowej tarczy z gumki naciągniętej na palce, prawdopodobieństwo celnego rzutu było niemalże stuprocentowe.


TAGI: książka, romans
Opublikowany | kategoria: "Cappuccino z cynamonem"
autor: edytaswietek | 2012-10-04 19:10:27

...

Czy można zakochać się szczerze i czystą miłością, mając trzydzieści sześć lat? – zastanawiała się Patrycja. – A może ludzie w tym wieku, odarci z młodzieńczej naiwności i romantyzmu, nie potrafią już przeżywać aż tak głęboko? Może na tym etapie jest już tylko wyrachowanie?
TAGI: książka, romans
Opublikowany | kategoria: "Cappuccino z cynamonem"




autor: edytaswietek | 2012-09-24 07:46:51

Jestem i żyję :)

Brak czasu spowodował, że nie było mnie tutaj tak długo. Ostatnimi czasy pracowałam nad "Cappucino z cynamonem", które znacznie zmieniłam (skróciłam początek) i dla którego wciąż brak mi pomysłu na lepszy tytuł. Chciałabym już zamknąć ten temat i wrócić do przerwanej powieści.
A na mój brak czasu znaczny wpływ ma fakt, że codziennie przez godzinę maszerujemy lub biegamy, tydzień temu, w niedzielę zrobiliśmy ponad dwadzieścia kilometrów. Zawzięłam się, żeby trochę podciągnąć formę (i wysmuklić sylwetkę) więc w rezultacie przebiegam bez problemu 6 km z czego znaczna część pod górę. Kto zna podjazd od Zakrzowca do Słomiroga lub od Bodzanowa do Słomiroga ten ma pojęcie, jaki to wysiłek. Wieczorami biega się świetnie, choć jest coraz zimniej.

I.Z.- nawet nie wiesz, jak się cieszę, że się odezwałaś. Brakuje mi naszych wirtualnych rozmów poczta






TAGI:
Opublikowany | kategoria: O mnie :)




autor: edytaswietek | 2012-08-26 21:48:01

W drodze

Zarzuciłam pisanie w ostatnich dniach, więcej czasu poświęciłam moim chłopakom, chodzimy codziennie na długie kilku- lub kilkunastokilometrowe spacery. Tydzień temu powędrowaliśmy aż do Niepołomic i to wcale nie najkrótszą drogą :-), później wędrówka przez puszczę i powrót do domu przez Staniątki.

Od jutra koniec rozluźnienia. Pomiędzy pracą w biurze a wieczornymi spacerami muszę wcisnąć ogarnięcie domu i choć godzinkę na książki. Mocno okrojone "Cappuccino..." pod innym tytułam (jeszcze nie wiem jakim) spróbuję ponownie wysłać w świat.

Foto z zasobów własnych
TAGI:
Opublikowany | kategoria: O mnie :)




autor: edytaswietek | 2012-08-15 20:23:00

Relaks

Baaardzo długi spacer, a raczej marsz. Dwie godziny szybkiego tempa na kilkukilometrowej trasie. Staramy się całą rodziną codziennie jak nie biegać to przynajmniej maszerować. Z bieganiem póki co idzie średnio, to mnie brakuje kondycji, Duży i Nieco Mniejszy radzą sobie super, ale dogonię ich :-] - jestem cholernie uparta.

Zbieram myśli, zastanawiam się nad dalszymi krokami, nastawiam się psychicznie na dalsze studia.

Miałam trzy dni urlopu, ale minęły strasznie szybko - jutro powrót do biura. Zabrakło mi czasu na załatwienie kilku ważnych spraw, pogoda także nie dopisała :-/, znając życie, jutro będę oglądać słońce przez okno.


I co dalej Edyto?
Co z pisaniem?


Nie przestanę :)
Uwielbiam bujać w obłokach.
TAGI:
Opublikowany | kategoria: O mnie :)






autor: edytaswietek | 2012-08-14 19:21:20

Come back

Nowa książka schodzi na boczny tor. Na "warsztat" wraca "Cappucino z cynamonem". Jeszcze raz przebiję się przez tę książkę. Zmienię początek (skrócę!!!), poprawię, przerobię, stanę na głowie i wydam.

Wydam ją. Bez Agentki.

Wiem, gdzie popełniłam błąd. Trzeba teraz wyciągnąć wznioski.

I zmienię tytuł, bo ten jest nieadekwatny (to już mój pomysł).





autor: edytaswietek | 2012-08-14 19:05:32

Szach-Mat






autor: edytaswietek | 2012-08-14 16:20:34

Walczę...

... z sennością. Mokry, zimny dzień, brr... Przydałby się ciepły koc i zwinięty w kłębek kot, mruczący do ucha kołysankę.
Piszę. Z krótkimi przerwami, namysłem, cierpliwością, strona po stronie, scena po scenie - powstaje nowa książka.

Nie zniechęcam się zastojem wydawniczym - sezon urlopowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz