środa, 6 marca 2013

Archiwum 2011

Poniższe wpisy są fragmentami bloga prowadzonego przeze mnie na wp.pl.

Ponieważ zamierzam   zagospodarować się tutaj na stałe, postanowiłam przenieść część wpisów z bloga, którego prowadziłam na WP.


autor: edytaswietek | 2011-12-29 21:20:55

Asystent

To ja, Diablik II. Zastanawiacie się, kim jestem, i co tutaj robię? Jestem asystentem mojej kochanej mięskodawczyni. Pomagam jej w pisaniu książek :-]



A ponieważ ona zajęta jest właśnie twórczym wyżywaniem się na Madzi Kociołek, postanowiłem zakraść się tutaj na chwilkę. W domu panuje cisza, jeśli nie liczyć cichutkiego stukania w klawiaturę komputera. Atakowanie palców piszącej Edyty już mi się znudziło, ech... nuda, lepiej pójdę oglądać telewizor.

TAGI: kot
Opublikowany | kategoria: O mnie :)
autor: edytaswietek | 2011-12-27 19:47:06

Plan B

Święta minęły bardzo szybko, spokojnie i błogo - każdemu życzyłabym takiej sielanki.

Szkoda, że sielanka skończyła się wraz z porannym terkotem budzika (wstrętny terrorysta!!!). Powrót do normalnego trybu życia: wyjeżdżam z domu z poranną szarówką, oglądam niebo przez biurowe okno, nim wrócę do domu zapada wczesny wieczór, niebo nad głową jest granatowe, podziurawione gwiazdami, połatane chmurami, ani śladu słońca.
Cóż, byle do wiosny :-) - przetrwać jakoś te ciemne krótkie dni - oto mój plan B.

A tak bardziej serio: zawsze mam jakiś plan B: na wypadek utraty pracy, niepowodzenia, różnych sytuacji awaryjnych (niekoniecznie związanych z zimą).

O pracy pisać nie będę, bo to jest ta sfera życia, która z pisaniem książek nie ma absolutnie nic wspólnego, te światy są zupełnie oddzielne, dalekie od siebie niczym bieguny Ziemi. Nadmienię tylko, że praca jest na dzień dzisiejszy równie ważna jak pisanie książek i tylko troszkę mniej ważna niż moja rodzina - bo to oczywiste, że DOM jest priorytetem - to w ogóle nie podlega dyskusji.

O rodzinie też nie wspomnę, to mój świat intymny.

Ale nie jestem dziewczynką, która utknęła w świecie iluzji. Podobno, jak na autorkę romansów jestem bardzo pragmatyczna. Twardo stąpam po ziemi. Tak już musi być.

Studia to plan B - przynajmniej na tym etapie, na którym jestem teraz. Jak już przebrnę przez kolejny etap - plan zostanie zweryfikowany. Na dzień dzisiejszy pogłębianie wiedzy nie wnosi nic nowego do mojej pracy zawodowej, zaburza cykl życia rodzinnego, pochłania mnóstwo czasu i energii. Mogę śmiało powiedzieć, że uczę się przede wszystkim dla mojej własnej satysfakcji. Na razie :-)

A czym jest dla mnie to, co robię "po godzinach"?
Pisanie książek to czasoumilacz, alternatywa dla telewizji.
Jestem stworzeniem, które nie odczuwa nudy - to dzięki moim powieściom.
Zdecydowanie nie jest to plan B. Pisaniu książek podporządkowałam większość spraw z mojego życia prywatnego. Musiałam wypracować sobie jakieś kompromisy, które umożliwiły mi realizację mojej pasji a jednocześnie pozwalają na funkcjonowanie mojego domu.
Kompromisem jest niemalże całkowity brak prywatnego czasu: fryzjerka, zakupy, drobne przyjemości - wszystko w biegu. Znajomi, przyjaciele - od czasu do czasu, głównie za sprawą mojego męża.

Dobrze jest mieć jakiś plan B, ale moje życie to kilka, realizowanych jednocześnie, planów A :-]





TAGI:
Opublikowany | kategoria: O mnie :)
autor: edytaswietek | 2011-12-17 21:09:49

Dalsze kroki

Dostałam ostatnio parę cennych rad dotyczących wydawania książek. Cóż... Po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw postanowiłam ponownie spróbować działać na własną rękę. Po Nowym Roku "Kontrakt" wyjeżdża do Wydawców.

I niech się dzieje co chce :-)


autor: edytaswietek | 2011-12-17 20:58:12

Chwila na relaks

Najlepsze puby w Krakowie są na Kazimierzu. Wczoraj wieczorem bawiłam się w jednym z nich i słuchając muzyki wspomianałam, jak powstała ksiażka "Wszystkie kształty uczuć". Nie przez przypadek jej mottem są słowa poniższej piosenki:


autor: edytaswietek | 2011-12-14 19:15:46

***

Dzisiaj, dla odmiany, niebo pełne gwiazd. Granatowa kopuła, pod którą czuję się maleńka jak pyłek.

Postanowiłam, że dam sobie teraz trochę czasu, skupię się na ostatnim chłodnym rzucie oka w "Kontrakt", może jeszcze dokonam pewnych drobnych zmian, np. przesunięcie kilku akapitów w inne miejsce, jakaś niewielka "kosmetyka". Odstawiłam na bok "Cappuccino z cynamonem", muszę się nieco wyciszyć, zmotywować do pisania i wrócić do książki za kilka dni, aby nie zmarnować tego pomysłu.

A poźniej, po świętach, trzeba będzie rozejrzeć się za nowym Agentem Stróżem.

TAGI:
Opublikowany | kategoria: O mnie :)
autor: edytaswietek | 2011-12-12 20:10:38

Wieczór

Niebo zasnute chmurami, ani jednej gwiazdy, lekki mróz szczypał mnie w policzki, gdy wracałam do domu.

Smutno.

Strasznie dużo wydarzyło się w moim prywatnym życiu w ostatnim tygodniu.
Niech ten rok już się skończy. Może następny będzie lepszy?



autor: edytaswietek | 2011-12-11 21:34:54

Czas rozstań

Z prawdziwym smutkiem zakończyłam dzisiaj współpracę z moją drogą Agentką. Powodem tego były pewne prywatne zawirowania w życiu osobistym Agentki, co uniemożliwiło jej zajmowanie się sprawami moich książek.  Zawirowania te wiążą się z wyjazdem za granicę.

Cóż mogę powiedzieć? Moja Agentka do samego końca okazała się osobą z ogromną klasą i na zawsze zajmuje miejsce w moim sercu i pamięci. Wierzę, że wszysto w jej życiu ułoży się jak najlepiej. Jestem jej wdzięczna za każdą pomoc, radę i uwagę oraz krytykę tym bardziej, że obiecała pozamykać rozpoczęte działania, więc przez kilka najbliższych tygodni będzie jeszcze mnie reprezentować.


autor: edytaswietek | 2011-12-11 15:20:27

Parę słów o M

Tym razem będzie o kimś, kogo znam z prawdziwego świata, kto nie jest wytworem mojej wyobraźni.

M ma najpiękniejsze na świecie włosy w naturalnym... siwym kolorze.  Są długie do ramion, ładnie obcięte. M w ogóle jest piękną kobietą. Ma filigranową figurę i pogodną twarz. Wiek M przemilczę, zresztą po co robić symulacje, skoro nie wiem, ile tak naprawdę M ma lat?  Zakładam, że jest w pobliżu emerytury, której, szczęściara na pewno dożyje, bo jej reformy premiera nie dotkną tak mocno, jak dziewczyn z mojego pokolenia. Jednak, gdy przebywa się w towarzystwie M, wiek nie ma najmniejszego znaczenia. M ma bardzo młodą duszę, co widać w jej uśmiechniętych oczach.

M poznałam podczas studiów. Sympatyczna pani, najstarsza w naszej grupie. Inteligentna, otwrta na świat a mimo to stresująca się każdym egzaminem. M się nie poddaje, walczy ze stresem, zalicza kolejne egzaminy. Niedawno obroniła pracę licencjacką - M zaczęła studia pół roku wcześniej niż ja. Szczęściara!!! :-]
Wczoraj wpadłyśmy na siebie na schodach. Spieszyła się na kolejne zaliczenie, zaczęła pierwszy rok "magisterki". Podziwiam ją za wytrwałość. Ile osób, młodszych od M, poprzestałoby na licencjacie?

Dlaczego o tym piszę?
Bo patrząc na M wiem, że warto marzyć i realizować swoje marzenia. Nigdy nie jest na to zbyt późno.

Nie poddam się.

TAGI: marzenia
Opublikowany | kategoria: O mnie :)
autor: edytaswietek | 2011-11-30 20:32:50

Come back

Wracam do Niepołomic :-]. Chodzi mi o miejsce akcji kolejnej powieści. Znalazłam złoty środek na połączenie Niepołomic z Sieradzem, więc mogę już uchylić rąbka tajemnicy. W "Cappuccino z cynamonem" ONA będzie z Niepołomic ON z Sieradza. Dzięki temu posunięciu wywiążę się z obietnicy, jaką złożyłam w maju moim Czytelniczkom z Sieradza. Co do Niepołomic - nie ukrywam, że wpływ na to mają moje miłe Czytelniczki, kilkakrotnie spotkałam się z opiniami, że miło jest czytać o miejscach które są bliskie sercu i oczom.
SPRING: zapraszam na facebooka. Z przyjemnością spotkam się z Tobą wirtualnie, bo prawdę mówiąc nie znam wiele osób w mojej okolicy :-].

Foto: z zasobów Internetu
autor: edytaswietek | 2011-11-30 20:04:46

Dawid

Chciałabym npisać parę słów o Dawidzie - bohaterze książki "Wszystkie kształtu uczuć".

Dawid jest mi szczególnie bliski - bliższy niż Alex czy Kordian mimo, że podobnie jak pozostali dżentelmeni jest postacią w stu procentach fikcyjną. Dawid nie jest doskonały, myślę, że jest przez to bardziej ludzki. Ulega słabościom, brak mu pewności siebie. A jednak budzi ciepłe uczucia wśród Czytelniczek i co tu dużo mówić - najczęściej zadawane mi pytanie brzmi: I co dalej, jak skończy się ta historia?

Cóż, do tej pory uparcie powtarzałam: dla mnie ona już się skończyła. Każdy z nas ma w swoim życiu takie niezamknięte sprawy, niedopowiedzenia, sekrety...

Miłe Czytelniczki: od czego jest wyobraźnia? Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie Dawida, jak chowa swą twarz za kurtyną kręconych włosów. Wyobraźcie sobie Klaudię i jej determinację. Same zadecydujcie, jaki powinien być ciąg dalszy.



Odwracam się, wychodzę z sypialni. Zbiegam w dół po schodach, do kuchni, gdzie przerażona tym wszystkim mama, ściska w objęciach Milenkę.
– Coś ty narobił chłopaku? – mówi przez łzy. – Jakie pieniądze?
Pochylam głowę, garbię się.
– Nic nie mów mamo – proszę cicho. – Nie teraz, później ci wszystko wyjaśnię.
Wyjmuję z jej rąk Lenkę. Tulę ją do siebie ze wszystkich sił.
– Kocham cię maleńka wiesz? Wujek Dawid zawsze będzie cię kochał. Ciebie i twoją mamusię. Nigdy o tym nie zapominaj. Pamiętaj, pamiętaj…
Moje łzy kapią na pszeniczną główkę dziewczynki.
Boże! Jak to boli!
Te niedorzeczne oskarżenia, pełne wściekłości wrzaski! Gdyby chociaż dopuściła mnie do głosu, dała sobie wytłumaczyć…
Gdyby mnie naprawdę kochała, to na pewno wysłuchałaby również mojej wersji zdarzeń.
Słyszę już jej kroki na schodach. Porzuca na korytarzu torbę, wchodzi do kuchni z kombinezonem Lenki.
To nie może dziać się naprawdę!
Klaudia bez słowa odbiera mi małą. Zaciskam dłonie w pięści. Czy zobaczę ją jeszcze kiedykolwiek? Moją małą księżniczkę, nasz promyczek słońca?
Mama zanosi się nagłym płaczem.
– Do widzenia pani Kasiu. Dziękuję za wszystko i… przykro mi, że tak się stało. On pani wszystko wyjaśni. Resztę moich rzeczy odbierze Lidka.
– Ale dokąd ty chcesz jechać dziecko na tę gołoledź? Co wyście takiego narobili? Co się stało? – mama załamuje ręce, biedna staruszka, nic nie rozumie.
– Do widzenia – mówi chłodno Klaudia i cicho zamyka za sobą drzwi.
autor: edytaswietek | 2011-11-20 22:04:21

Pracuje się :-)

Ok. Teraz już wiem, że napiszę kolejną powieść. Po napisaniu dwudziestu stron i przygotowaniu konspektu wiem, że książka powstanie i nie zawiśnie w twórczej próżni, jak kilka innych pomysłów. Na razie nie zamieszczam żadnego fragmentu z tej najnowszej powieści, przyjdzie na to czas. Ważne, że odzyskałam wenę twórczą (i sprawność prawej dłoni - bark przestał mnie boleć ;-) ).


autor: edytaswietek | 2011-11-15 21:35:48

Ratunku!!!

Literka "n" znika z mojej klawiatury, na większości pozostałych klawiszy pojawiły się zagłębienia :-]
Laptop ma dopiero osiem miesięcy. I niech mi ktoś spróbuje zarzucić, że nie piszę :-] Wygląd mojego komputera mówi sam za siebie.

autor: edytaswietek | 2011-11-14 20:01:14

Mocne postanowienie poprawy

Koniec z:
  • graniem w strzelanie do balonów, bo nic z tego nie wynika
  • zamartwianiem się patem w sprawie wydania czwartej książki
  • marnowaniem długich jesiennych wieczorów.

Oto moje mocne postanowienie poprawy:
  • mobilizuję się do działania
  • kończę "wyżywanie się twórcze" na Madzi Kociołek na przemian z pisaniem nowej książki.

Aby pisać o Madzi muszę mieć odpowiednio błazeński nastrój, więc dla przeciwwagi zaczęłam pisać książkę o apetycznie brzmiącym tytule "Cappuccino z cynamonem".

Miałam w ostatnich dniach wystarczająco dużo sygnałów, że jest zapotrzebowanie na moją skromną twórczość a zatem włączę sobie jakąś przyjemną muzykę i - do dzieła :-D.

Pominąwszy kolor i długość włosów oraz brak ruchomego elementu otoczenia w osobie Diablika II- tak wygląda "pracująca" autorka:



A oto ruchomy element otoczenia, w jego asyście bardzo dobrze się myśli:


PS.
Pozdrawiam Cię Spring.

TAGI: książki, natchnienie, wena twórcza
Opublikowany | kategoria: O mnie :)
autor: edytaswietek | 2011-11-11 15:33:40

Cisza


W moim mikrokosmosie wszystko zamilkło. Wszelkie sprawy związane z wydawaniem napisanych przeze mnie książek pogrążyły się w sennej drętwocie.



Dokładnie jak w piosence Grzegorza Turnau.

Nawet moja Agentka milczy jak zaklęta. Mam pobożną nadzieję, że milczy, gdyż nie chce mi dawać kolejnej nadziei na wyrost, jak to miało miejsce w sierpniu.

Rzecz dotyczyła II wydania "Zerwanych więzi". Agentka wysłała książkę do pewnego, wydawać by się mogło, że poważnego, wydawnictwa (pominę milczeniem nazwę, gdyż wierzę, że "zawiniła" tylko jedna pracująca w wydawnictwie osoba, więc nie będę szkalować całej firmy). Książka bardzo się spodobała. Na tyle, że jedna z pań redaktorek powiedziała Agentce, aby już nie rozsyłała mojej książki do innych wydawnictw i przekazała sprawę dalej, do osoby, która miała doprowadzić rzecz do końca.

Nastąpiła obszerna wymiana mailowa, przy czym wydawnictwo próbowało wyeliminować pośrednictwo Agentki. Nie byłam tym faktem zachwycona, zważywszy, że wydawcy nie chcą współpracować z autorami bez agentów a w naszym pięknym kraju trudno o agenta z prawdziwego zdarzenia i sporo wysiłku włożyłam w zbudowanie współpracy pomiędzy mną a moją Agentką.

Po kilku tygodniach korespondencji, przekazywania streszczeń, notatek biograficznych oraz moich planów odnośnie następnych książek dowiedziałam się, że "Zerwane więzi" nie zostaną wydane, gdyż wydałam je własnym sumptem i nie opłaca się zawracać tym głowy.

Poczułam się tak, jakby połamano mi skrzydła. I na nic były zapewnienia, że książka ukazała się mikro nakładem, że nie trafiła do księgarń, że sprzedawałam ją sama, na własną rękę, że nie mam praktycznie żadnych kanałów dystrybucji.

Straciłam mnóstwo czasu i energii i nic z tego nie wyszło, ponadto powstrzymało moją Agentkę od dalszych działań. Kto wie? Może gdyby nie tamte obietnice bez pokrycia, to dzisiaj miałabym bardziej poważnego wydawcę?

Podjęłam mnóstwo działań, aby zaistnieć jako powieściopisarka, łącznie z wydawaniem książek własnym sumptem. Sprzedałam większość wydrukowanego nakładu, trochę książek rozdałam w ramach autopromocji. Trudno mi ocenić szczerość opinii na ich temat, lecz książki spotkały się z pozytywnym odbiorem. Nie wypytuję Czytelniczek, czy im się podoba moja twórczość, gdyż nie lubię nachalności. Przeciwnie, to mnie czasem zagadują Czytelniczki i Czytelnicy (Tak! Mężczyźni także czytują moje powieści.) i mówią o swoich  odczuciach, o tym, że mam bogatą wyobraźnię i talent, którego nie wolno mi zmarnować. Najczęściej stawiane pytanie brzmi: Kiedy będzie następna książka?

Nie umiem znaleźć na nie odpowiedzi.

Szukam w głowie kolejnych pomysłów na przebicie się przez ten mur, który uniemożliwia promocję nieznanych pisarzy. Zanim zatrudniłam moją Agentkę sama usiłowałam dotrzeć do wydawców i niejeden raz zdarzyło mi się znaleźć w skrzynce mailowej wiadomość następującej treści: 
 Nie przeczytano: Propozycja wydawnicza.

Co jeszcze mogę zrobić, aby nie pogrzebać talentu? Aby na Sądzie Ostatecznym nie usłyszeć słów, którymi posłużył się pan w odniesieniu do sługi, któremu powierzył jeden talent: 

Będzie bowiem tak jak z człowiekiem, który odjeżdżając, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. I dał jednemu pięć talentów, a drugiemu dwa, a trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. A ten, który wziął pięć talentów, zaraz poszedł, obracał nimi i zyskał dalsze pięć. Podobnie i ten, który wziął dwa, zyskał dalsze dwa. A ten, który wziął jeden, odszedł, wykopał dół w ziemi i ukrył pieniądze pana swego. A po długim czasie powraca pan owych sług i rozlicza się z nimi. I przystąpiwszy ten, który wziął pięć talentów, przyniósł dalsze pięć talentów i rzekł: Panie! Pięć talentów mi powierzyłeś. Oto dalsze pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego. Potem przystąpił ten, który wziął dwa talenty, i rzekł: Panie! Dwa talenty mi powierzyłeś, oto dalsze dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan jego: Dobrze, sługo dobry i wierny! Nad tym, co małe, byłeś wierny, wiele ci powierzę; wejdź do radości pana swego. Wreszcie przystąpił i ten, który wziął jeden talent, i rzekł: Panie! Wiedziałem o tobie, żeś człowiek twardy, że żniesz, gdzieś nie siał, i zbierasz, gdzieś nie rozsypywał. Bojąc się tedy, odszedłem i ukryłem talent twój w ziemi; oto masz, co twoje. A odpowiadając, rzekł mu pan jego: Sługo zły i leniwy! Wiedziałeś, że żnę, gdzie nie siałem, i zbieram, gdzie nie rozsypywałem. Powinieneś był więc dać pieniądze moje bankierom, a ja po powrocie odebrałbym, co moje, z zyskiem. Weźcie przeto od niego ten talent i dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dane i obfitować będzie, a temu, kto nie ma, zostanie zabrane i to, co ma. A nieużytecznego sługę wrzućcie w ciemności zewnętrzne; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.
(Mt 25, 14-30)



I tylko czasem chciałabym wykrzyczeć, ile tchu w płucach:
- Niech mi ktoś pomoże!!!
autor: edytaswietek | 2011-11-10 20:30:44

Żenada

Jakiś czas temu dowiedziałam się od pewnego wydawcy, że gdybym była głupiutką ale znaną celebrytką i napisała najdurniejszą w świecie książkę kucharską, to on z przyjemnością by ją wydał, bo Czytelnik sięga po książkę znanego autora, debiutanci są całkowicie nieopłacalni.

Dzisiaj na jednym z portali internetowych przeczytałam, że Doda wydaje książkę.

Pozostawiam to bez komentarza.

Po czymś takim opadają skrzydła.



A może zanim wydam kolejną książkę powinnam zaistnieć jako królowa skandalu?
Tylko jak?
Hm... Niech pomyślę...

Nie wypnę do obiektywów nagich pośladków.
Nie włożę różowej mini-spódniczki.
Nie nazwę publicznie nikogo w wulgarny sposób.
Nie pochwalę się moim IQ bo wyżej cenię inteligencję twórczą i emocjonalną niż logiczną.
Nie rozpycham się łokciami.

Czy to oznacza, że jako osoba próbująca uprawiać sztukę jestem skazana na twórczą śmierć?



autor: edytaswietek | 2011-11-10 20:11:02

Muzyka

Powstawaniu wszystkich moich książek towarzyszyła muzyka. To dodaje mi powera. Nic więc dziwnego, że w przypadku Madzi utknęłam w twórczej niemocy - po prostu brak mi odpowiedniego podkładu muzycznego. O wiele łatwiej się pisze, gdy w duszy coś gra.




autor: edytaswietek | 2011-11-09 19:27:52

A niech stracę

Cały naród pochylił się w ciszy nad tragiczną śmiercią Hanki, chylę więc i ja czoła ku jej pamięci.




I zadaję sobie pytanie:

autor: edytaswietek | 2011-11-08 20:43:57

Madzia nie ma łatwego życia

            W sobotę rano kosz z praniem zaczyna niebezpiecznie pękać w szwach. Na domiar złego w pokoju Madzi również piętrzy się sterta zużytych w ciągu tygodnia ubrań. Madzia, leżąc jeszcze w łóżku, lustruje z bezpiecznego kokonu kołdry bałagan, który opanował jej pokój. Ostre słońce demaskuje warstwę kurzu na telewizorze oraz meblach, porozrzucane w nieładzie ubrania, rzeczy wylewające się zza wpółotwartych drzwi szafy, torebki po chipsach (bardzo dużo) i po papierki cukierkach (jeszcze więcej), rozrzucone gazety i nieszczęsne rajtki z oczkiem biegnącym od dziury na pięcie, aż po ich górną krawędź. Madzia dochodzi do wniosku, że jej pokój to prawdziwe perpetuum mobile, tylko że samonapędzający się w tej maszynerii jest bałagan, który nagminnie opanowuje pomieszczenie.

              Madzia kuli się pod kołdrą, chowa głowę niczym struś w nadziei, że odetnie się w ten sposób od wszechogarniającego pokój bałaganu i tym samym problem sam się rozwiąże. Niestety, pod kołdrą jest nieprzyjemnie gorąco, w ogóle do pokoju wlewa się żar upalnego, letniego poranka. Chcąc nie chcąc, Madzia musi wynurzyć się na powierzchnię. Otwiera powieki i ku własnemu przygnębieniu stwierdza, że bałagan nie raczył się zdematerializować w czasie, gdy ona przebywała pod powierzchnią pościeli.

autor: edytaswietek | 2011-11-01 17:42:48

Niemoc

Dopadła mnie jakaś przygnębiająca niemoc twórcza. Biedna Madzia, jakoś nie mogę przebrnąć przez książkę o niej. Być może dlatego, że książka ma być zabawna i nieco satyryczna a mnie jest trudno wprawić się w wystarczająco błazeński nastrój. Może Madzia musi poczekać na jakiś lepszy czas? A może jej przeznaczeniem jest to, aby ta historia powstawała powolutku, pewnymi etapami?

Nic na siłę.

Postanowiłam zmierzyć się z pomysłem, który wykiełkował w mojej głowie, gdy kończyłam pisanie "Kontraktu". Muszę coś robić, nie potrafię przestać pisać. Mogę mieć przerwy kilkudniowe, lecz wracam zawsze przed klawiaturę mojego komputera a w mojej głowie kłębią się tysiące niespokojnych myśli.

Odwieczny problem: Jak dać Jej na imię? Pisać w pierwszej czy trzeciej osobie?

autor: edytaswietek | 2011-11-01 17:29:55

Nostalgicznie

Święto Zmarłych.

Liście szeleszczące pod butami.

Przepiękna jesień tego roku i tak ciepło...

Jesień - czas przemijania. Na najbliższym cmentarzu, tym, w naszej miejscowości zapaliliśmy dwanaście światełek. Niemalże każdego roku ta liczba jest coraz większa.

Czas jest okrutny, nie ma litości.
Memento mori.


autor: edytaswietek | 2011-10-31 15:08:42

Fragment nowej powieści

Madzia kończy swoją kanapkę, gdy do kuchni wpada Dużo Młodszy Brat Madzi i oczywiście potrąca ją, czego efektem jest plama z wiśniowego dżemu na popielatym sweterku. Madzia wydaje z siebie przeraźliwy pisk.

– No, co tak stoisz jak cielę? – oburza się Szalenie Przystojny Młodszy Brat Madzi w odpowiedzi na jej uwagi na temat jego nieostrożności.

Madzia wyciera dżem papierowym ręcznikiem. Rezultat tych manewrów jest taki, że dżem wczepia się kurczowo w mocno skosmacone włókienka, Zdruzgotana dziewczyna pędzi do swojego pokoju i wywala z szafy ubrania, szukając naprędce czegoś na zmianę. Niestety, garderoba Madzi jest nader mizerna i, co gorsza, w większości jest już upchana do kosza na brudy, który stoi w łazience i zdaje się błagać o to, aby ktoś w końcu zrobił pranie.

Madzia najchętniej zrezygnowałaby z wkładania sweterka, ale w biurze jest klimatyzacja i jej, wiecznemu zmarzluchowi, byłoby zimno, a poza tym bluzka, którą ma na sobie jest, delikatnie mówiąc, nieco pognieciona, więc sweterek ma za zadanie zatuszować ten drobny defekt jej garderoby.

Dziewczyna kontempluje niewielki, czerwony ślad na sweterku i dochodzi do wniosku, że zasadniczo plama wcale taka duża nie jest. Właściwie nawet, jest bardzo mała, całkiem niewidoczna i istnieje duża szansa, że nikt jej nie zauważy. Zresztą można ją ukryć – przychodzi jej nagle do głowy. Przepina broszkę z lewej strony sweterka na prawą. Jaszczurka niemalże idealnie zakrywa czerwony zaciek po dżemie wiśniowym. Od biedy można byłoby uznać, że to jaszczurka płci żeńskiej, która właśnie dostała okresu[1]. Madzia znowu jest zadowolona z siebie.


[1] co oczywiście jest technicznie niemożliwe, gdyż jaszczurki nie miewają tej przypadłości

autor: edytaswietek | 2011-10-25 19:15:49

Pociągająca...

Pociągająca nosem i wielce z tego powodu nieszczęśliwa zasiadam kolejny raz, aby uprzykrzyć żywot Madzi Kociołek. A na podniesienie nastroju to, co mi w duszy gra.
Nr 1 - niekwestionowana piosenka dnia, nie mogę się od niej uwolnić :-)



Nr 2 - Za tekst :-]



Nr 3 - Ponieważ uwielbiam i Grupę MoCarta i Zamachowskiego


autor: edytaswietek | 2011-10-24 19:32:10

Październik

Las, który mijam w drodze do pracy obleczony jest w jesienne barwy. Czerwień, brąz wszystkie odcienie żółci i pomarańczu. Lubię październik.
O tej porze roku Puszcza Niepołomicka jest najpiękniejsza. Nie wierzycie? Sami sprawdźcie :-D

W weekend znowu pochłonęła mnie uczelnia. Ostatni semestr, później decyzja: kontynuować naukę?

"Rozmawiałam" dzisiaj z moją Agentką o mechanizmach rynku wydawniczego. Pióra w moich skrzydłach nieco opadły. Czy naprawdę w naszym kraju nie da się nic zdziałać bez modlenia się o cud?

Nie wydam "Kontraktu" własnym sumptem, nie ma takiej opcji.
Szuflada?

autor: edytaswietek | 2011-10-17 18:47:29

Z pozdrowieniami dla pewnej miłej Czytelniczki, która napisała do mnie zupełnie prywatnie, że polubiła Madzię Kociołek

Drr… drrr… drrrr… drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr – budzik przy łóżku Madzi dostaje już szału. Madzia gramoli się nieporadnie w skłębionej przez noc pościeli. Strzepuje z powiek resztki snu. Ziewa przeciągle tak, że widać wszystkie plomby w jej zębach. Plomby są niestety refundowane przez NFZ, czyli z amalgamatu – Madzia nie zarabia wystarczająco dużo (albo raczej jest nazbyt wielką kutwą!), żeby chodzić do dentysty prywatnie i plombować zęby bardziej dyskretnym materiałem.
– Wyłącz w końcu ten budzik! – drze się przez cienką, gipsową ścianę Dużo Młodszy Brat Madzi, który dla równowagi naturalnej jest:
  • Niesamowicie przystojny,
  • Uszczęśliwiony fantastycznym ciałem,
  • Magnetyzujący dla płci przeciwnej,
  • Obdarzony pewnością siebie, elokwencją i wszystkim tym, czego Madzi natura poskąpiła.
Dla zażegnania kolejnej wojny domowej, Madzia wali otwartą dłonią w budzik tak mocno, że zachodzi obawa, iż budzik nie ocaleje z tej napaści. Na szczęście budzik jest przedpotopowy, pochodzi jeszcze z czasów, gdy na lokalnym bazarze handlowali „ruscy”. Na blaszanej obudowie ma napis: „sdjełano w cccp” i jego największą zaletą, jest to, że „gniotsa nie łamiotsa”. Tak więc budzik po raz kolejny przetrzymuje brutalną napaść ze strony Madzi wydając z siebie ostatnie, nieco zdziwione:
– Drr?
po czym zapada głęboka, wibrująca w uszach cisza.
Madzia jeszcze raz prezentuje muchom łażącym po suficie swoje plomby, po czym gramoli się z miękkiej pościeli w chłodne objęcia poranka. Dotknięcie bosą stopą zimnej podłogi sprawia, że jej ciało pokrywa gęsia skórka. Madzia jest okropnym zmarzluchem, więc za nic ma fakt, że właśnie mamy upalny czerwiec, ona po prostu marznie i już. Aby zatem ograniczyć swój kontakt z zimną podłogą (brrr!!!) wyszukuje pod tapczanem rozdeptane pantofle, narzuca rozmamłany, stary szlafrok frotte, bardzo ciepły i nieco zużyty, gdyż należy on do tych rzeczy, które Madzia z całą pewnością w pierwszej kolejności zapakowałaby do walizki, gdyby nagle musiała gdzieś wyjechać i człapie do łazienki, wciąż ziewając przeciągle. Zazwyczaj Madzi brak jest rano choćby odrobiny energii, więc ciągnie biedaczka za sobą swoje ciężkie łydki i oporne stopy, które najchętniej wróciłyby pod jeszcze ciepłą kołdrę.
W mdłym świetle żarówki Madzia ogląda bez entuzjazmu swoją fizjonomię. Odkrywa kilka nowych pryszczy (w tym jeden na brodzie, dwa na nosie, reszta na szczęście pod linią grzywki, więc się nie liczy) i stwierdza, że popełniła rażący błąd, nie myjąc włosów poprzedniego dnia wieczorem, gdyż zwisają teraz smętnie wokół jej nijakiej twarzy, sklejając się w niechlujne strąki. Dodam jeszcze, że owe strąki nie mają absolutnie nic wspólnego z dredami.
autor: edytaswietek | 2011-10-15 12:48:04

...

Bolący bark skutecznie uniemożliwił mi pracę przy komputerze.
Długa przerwa w pisaniu.
autor: edytaswietek | 2011-10-05 20:36:59

Coś z innej beczki czyli...

...Nie samym romansem człowiek żyje (*-*) Zaczęłam pisać tę historyjkę (fragment poniżej) jakiś czas temu, pisanie przerwałam, gdyż musiałam skupić się na pisaniu pracy dyplomowej a później jakoś nie mogłam zebrać się, aby do tego wrócić. I teraz zastanawiam się: kończyć, czy nie?


Przedstawiam wam Madzię Kociołek. Madzia ma trzydzieści pięć lat i jest najbardziej przeciętną osobą, jaką można byłoby sobie wyobrazić. Nie wyróżnia się absolutnie niczym. Jest tak bezbarwna, że zupełnie ginie w tłumie. Patrząc na nią, nie można oprzeć się wrażeniu, że została ulepiona z beżowo-brązowej plasteliny przez kogoś, kto zupełnie pozbawiony był wyobraźni i choćby odrobiny polotu.
Madzia ma włosy w bliżej nieokreślonym kolorze. Rozpaczliwie chciałaby móc o sobie powiedzieć, że ma bujną ciemnoblond czuprynę, lecz niestety, kosmyki, które smętnie zwisają wokół jej twarzy nie są ani jasne, ani ciemne. Po prostu są. I już samo to powinno ją cieszyć, bo gdyby matka natura była istotą o jeszcze większej fantazji, to mogłaby na przykład sprawić, żeby Madzia była łysa.
W marzeniach Madzia widzi się, jako urzekającą kobietę o powłóczystym, zniewalającym spojrzeniu. Bezwarunkowo spod długich, jak u jelonka Bambi, rzęs.
Ha, ha, ha! Biedna Madzia! Jedyne, co można powiedzieć o oczach Madzi jest to, że są w mniej więcej tym samym kolorze, co jej włosy. I tutaj też powinna cieszyć się tym, co ma, bo… Ech, nie życzmy Madzi aż tak źle.
Madzia ma wadę lekką wadę zgryzu, przez co nie uśmiecha się często. W ogóle mało rozrywkowa z niej kobietka. No, bo i z czego tu się cieszyć? Jak się ma trzydzieści pięć lat i jest się starą panną (nie mylić z singielką – singielki, nie czarujmy się, mają o niebo więcej klasy, kasy i dobrej passy), to raczej nie ma powodu do radości. A na domiar złego, Madzia w swoim słusznym już wieku, posiada jedną bardzo, ale to bardzo młodzieńczą cechę – wyjątkowo uporczywy trądzik. Biedna Madzia.
Mogłaby ewentualnie poratować się ładnymi strojami, makijażem, albo, chociaż facetem, ale niestety, Madzia należy do tej części ludzkości, którym wybitnie nierówno dostało się od losu. Nierówno – w sensie, że pod kreską. No po prostu totalne nic.
autor: edytaswietek | 2011-10-02 21:08:28

Poszło!!!

"Kontrakt" wysłany do mojej Agentki Stróżycy.
Poczułam ulgę.

"Zobaczył ją w głębi korytarza. Ubrana w uniform pokojówki podlewała liczne kwiaty. U jej stóp plątał się nieodłączny, czarny pies. Marek poczuł ucisk w piersi na widok jej wiotkiej sylwetki. Jeszcze go nie widziała, była odwrócona plecami do niego, nie przerwała swojego zajęcia nawet wtedy, gdy Moby warknął ostrzegawczo na widok zbliżającego się intruza.
Ruszył energicznym krokiem, bojąc się, że dziewczyna nagle zniknie i dopiero, gdy zatrzymał się za nią i zobaczył, że nagle znieruchomiała, gdyż dostrzegła jego odbicie w okiennej szybie, wyciągnął dłoń i powiedział:
– Daria.
Odwróciła się do niego z niepewnym wyrazem twarzy. Po omacku odłożyła na parapet konewkę, nie spuszczając z niego wzroku nawet na ułamek sekundy. Moby ponownie warknął.
– Leżeć, piesku – uspokoiła zwierzaka.
Stali chwilę, wpatrując się w siebie. Jej serce łomotało wyjątkowo mocno. Wystraszyła się, że słychać to głuche dudnienie na całym korytarzu.
Ucisk, który czuł w piersi, nagle zelżał, poczuł, jakby wstąpiło w niego nowe życie.
To nie było złudzenie, gdy była blisko, oddziaływała na niego jeszcze mocniej. Nie wyolbrzymiał sobie tego uczucia, będąc z dala od niej."
autor: edytaswietek | 2011-10-01 20:21:24

I co dalej?

Skończyłam pisać "Kontrakt" - romans z wątkami kryminalnymi albo raczej mający w sobie cechy thrillera. Jeszcze tylko ostatni rzut oka i w poniedziałek rano zamierzam wysłać tekst do mojej Agentki. Wprawdzie jedno z poważnych Wydawnictw otrzymało 1/2 tekstu jakiś czas temu - sami się o to do mnie zwrócili, ale nauczyłam się już, że należy łapać wiele srok za ogon jednocześnie - istnieje wówczas większe prawdopodobieństwo, że któraś z nich pozostanie w garści.

Sierpień przyniósł mi spore rozczarowanie (miałam wstępnie "dogadane" II wydanie jednej z moich książek, Wydawnictwo jednak się wycofało, co nie ukrywam, sprawiło mi ogromną przykrość i mocno podcięło skrzydła), wrzesień był pracowicie twórczy, choć wciąż biłam się z myślami, jaki to wszystko ma sens. Co będzie w październiku? Czas pokaże.

Od poniedziałku zajmę się czymś nowym. I teraz zastanawiam się w moim domowym zaciszu, czy mam kontynuować którąś z książek zaczętych i porzuconych na jakimś etapie, czy realizować zupełnie nowy pomysł. A pomysł ma już wymyślony tytuł "Cappuccino z cynamonem". Wiem już także, jaka będzie główna bohaterka, brak mi jeszcze trochę pomysłów na fabułę, coś mi tam już w duszy gra, lecz to jeszcze mało. Ale zasadniczo każdą książkę zaczynałam pisać, nie mając jeszcze ułożonej w głowie całości. Większość udało mi się skończyć.

Właściwie poza "Kontraktem" mam jeszcze cztery inne gotowe książki, do których już nie wracam. Nie zamierzam ich też nigdzie publikować (przynajmniej dwóch, co do reszty mogłabym się zastanowić). Pracowita jestem jak mrówka, bo to wszystko są owoce minionych trzech lat. Trzy lata - osiem powieści z czego trzy wydane.

Nie wiem co będzie dalej. Już nic nie wydam własnym sumptem, nie mam na to czasu, energii i dość środków finansowych. Nie mam też pomysłu na sprzedaż. Jeżeli żadne poważne Wydawnictwo nie da mi szansy na zaistnienie, moja skromna twórczość skończy się pisaniem "do szuflady". Daję sobie jeszcze pół roku - do końca marca, a później...

...reszta jest milczeniem... (W. Szekspir)

autor: edytaswietek | 2011-09-23 20:17:57

Ciąg dalszy

Dosyć często słyszę ostatnio pytania o dalszy ciąg powieści "Wszystkie kształty uczuć". Cóż... Nie uznaję dopisywania niczego na siłę. Dla mnie ta historia zakończyła się w całkiem naturalny sposób. Ile spośród nas ma w życiu takie niezakończone wątki? Owszem, można byłoby pokusić się o snucie rozważań nad dalszymi losami Klaudii i Dawida. Zrobiłam to, całkiem prywatnie dla jednej z moich miłych Czytelniczek, puściłam wodze fantazji i zadumałam się nad tym, co by było gdyby... No i okazało się, że byłby materiał na następną książkę, ale nic z tego! To Wam, miłe Czytelniczki pozostawiam pole do imaginacji;-)
autor: edytaswietek | 2011-09-09 21:08:04

Koniec wieńczy dzieło

Dzisiaj postawiłam kropkę, po ostatnim zdaniu "Kontraktu". Kolejna powieść napisana. Tym razem jest to romans z wątkami kryminalnymi. Muszę teraz troszkę dopieścić tekst, sprawdzić jego ciągłość, poprawić ewentualne niedociągnięcia. Być może dopiszę jeszcze jakieś ceny, może coś "ocenzuruję". Książka ma blisko 900 000 znaków ze spacjami. Dużo, niemalże tyle, co "Zerwane więzi". Pisałam ją blisko rok - jak na moje możliwości to bardzo długo. Co będzie z tą książką? Myślę, że nie wydam jej na własną rękę. To bardzo uciążliwe dla mnie, zwłaszcza teraz, gdy mam tak mało czasu. A poza tym jest w moim mikrokosmosie ktoś, kto we mnie wierzy, kto wierzy w moją twórczość. Kto czuwa. W kogo ja glęboko wierzę. Moja Agentka Stróżyca :-] Mam nadzieję, że z jej pomocą książka trafi w odpowiednie ręce, czego sobie z całego serca życzę.


TAGI: kontrakt, książka, przemyślenia
Opublikowany | kategoria: "Kontrakt"
autor: edytaswietek | 2011-08-09 16:39:34

Pracowity urlop

Pracowity urlop
Rzekłabym nawet, że bardzo pracowity.
Piszę, piszę, piszę.
Wymyślam nowe fabuły.

Jestem już pod koniec kolejnej książki, dla miłośniczek "Zerwanych więzi" informacja: książka na tę samą melodię: romans z wątkami kryminalnymi, oczywiście fabuła i bohaterzy zupełnie inni.

A teraz wracam do pracy.


autor: edytaswietek | 2011-08-04 00:00:59

Agent stróż

Definicja: Agent stróż pomieszanie agenta literackiego z aniołem stróżem. Takie dwa w jednym :-D. Niezbędnik współczesnego autora.

A jak nazwać kogoś takiego, gdy jest płci pięknej? Agentka stróżyca? Ok, brzmi interesująco, trochę agresywnie, ale mimo wszystko dość ciepło. Bo tak właśnie myślę o mojej Agentce Stróżycy.
Ciepło.
Bardzo ciepło :-]
autor: edytaswietek | 2011-07-30 17:38:35

Autopromocja

Hura!
Doczekałam się artykułu w lokalnej prasie.
A poza tym, stan zawieszenia. Czekam na informacje od mojego Wydawcy o postępie prac nad książką.
Rozważam pewne opcje, ładuję baterie, piszę... Pracowity czas.

A jeżeli ktoś ma ochotę przeczytać artykuł, to proszę po prostu w niego kliknąć albo sięgnąć po "Gazetę Niepołomicką".
Pozdrowienia dla Pani Joanny :-)

Powinnam dodać  w tym miejscu, że historia nieudanej próby wydawniczej mimo wszystko coś wniosła w moją działalność. Prawdopodobnie wydałabym wówczas tę książkę u tamtego Wydawcy, gdyby objaśnił mi szczegółowo, o co tak naprawdę chodzi z przekazaniem praw autorskich. Tak właściwie nie miałam na ten temat pojęcia, póki nie rozjaśniła mi tej sprawy Pani M - mam nadzieję, że już wkrótce moja agentka literacka. :-]





T
autor: edytaswietek | 2011-07-30 17:32:03

Bezszelest deszczu

Poranny spacer po ogrodzie. Cichutki, niemalże bezszelestny deszcz. Drobniutkie krople na mojej twarzy. Mam wirtualną przyjaciółkę, która lubi deszcz. Czasami nazywam ją Deszczowa Chmurka. I choć znam ją tylko z wirtualnego świata, zatęskniłam za nią podczas spaceru. Pomyślałam sobie, że miło byłoby tak sobie moknąć razem, w duecie i rozmawiać o konstelacjach chmur.

Czas zabrać się za pisanie książki. Wciąż myślę o tym, jak wpleść w akcję Sieradz. Dotrzymam obietnicy :-] nie wiem tylko, czy umieścić akcję którejś z powieści w Sieradzu, czy może jakoś nawiązać do tego miłego miasteczka.

 
Zdjęcie z zasobów Internetu ;-)
autor: edytaswietek | 2011-07-26 18:55:30

...

Dużo ostatnio piszę, znowu. Fakt, bywały czasy, gdy pisałam jeszcze więcej. Chyba pogodziłam się już z myślą, że nie zrealizuję wszystkich moich pomysłów :-)  - za dużo ich w mojej głowie.
TAGI:
Opublikowany | kategoria: O mnie :)
autor: edytaswietek | 2011-07-21 20:49:32

Zaskoczona

Wzruszyłam się niemalże do łez.
A wszystko za sprawą listonosza, który dostarczył mi pękatą, białą kopertę bąbelkową. w której było to:

Obraz 001.jpg


A w tym ślicznym kocim pudełeczku znalazłam:


Obraz 002.jpg


Co oznacza, że jutro będę piła moją poranną kawę z:

Obraz 003.jpg


A to wszystko za sprawą jednej z Was, mojej drogiej, choć znajomej tylko z wirtualnego świata Czytelniczki, która uwielbia patrzeć w gwiazdy, kocha deszcz i często przechodzi metamorfozy. A dziś, za jej sprawą pojawił się deszcz - w moich oczach - taki miły, ze wzruszenia.


I jak mam Was nie kochać moje Miłe Czytelniczki???

I.Z. - zaskoczyłaś mnie niesamowicie!!! Wielki buziak :) :*
autor: edytaswietek | 2011-07-11 20:41:49

Dylemat

Podjęłam bardzo trudną dla mnie decyzję - jedną z tych, których echo rozbrzmiewa później przez resztę życia.

Miałam alternatywy:
głos rozsądku  versus  intuicja.

Czuję się tak, jakbym stąpała po kruchej, szklanej tafli pod którą jest ciemna czeluść bez dna. Tyle razy pisałam o takich decyzjach w moich książkach... Tym razem padło na mnie.

Co przyniesie mi ten wybór?
A jeżeli popełniłam błąd?

Zaufałam intuicji.

Głos rozsądku był zbyt wyrachowany.
Intuicja może być kapryśna.



Kolejny semestr studiów zakończony.

Nareszcie mogę znowu skupić się na pisaniu książki. Mam tak wiele pomysłów, pozostaje mieć nadzieję, że zrealizuję choć trochę przed kolejną, ostatnią sesją egzaminacyjną.

A później czeka mnie podjęcie jeszcze jednej, ważnej życiowo decyzji - czy kontynuować naukę?

Mam ostatnio tak wiele dylematów. Z jednej strony praca zawodowa, która coraz bardziej mnie wciąga i pochłania, z drugiej strony marzenia o realizowaniu się jako powieściopisarka, trzecia opcja to ścieżka naukowa, coś więcej niż licencjat.

Jest jeszcze dom.

Cztery sroki w garści, dość dużo jak na jedną osobę. Każda z tych rzeczy, które robię, wymaga ogromnego zaangażowania, nie znoszę robienia czegoś na "pół gwizdka". Jeśli podejmuję się jakiegoś istotnego zobowiązania - wkładam w to całe serce.

W tym momencie bardzo dużo zależy od jednej postaci, która zmaterializowała się w moim świecie stosunkowo niedawno. Od niej zależy, w bardzo dużej mierze, moja dalsza kariera powieściopisarki (kariera to słowo "na wyrost", nieco przesadzone).



autor: edytaswietek | 2011-07-06 08:12:10

Li-piec

Li-piec to czy listopad?
Ciepły grzejnik.
Ciepły koc. Ciepły kot mruczący spod koca.
Gorąca herbata zamiast kawy mrożonej.
A za oknem wszystkie formy deszczu:
cichy, bezszelestnie mżący, lepki i mdły
szumiący w liściach, intensywny lecz drobny, brzęczący cichutko o szyby
natarczywy, agresywnie pluszczący bąblami pękającymi w kałużach, bębniący o dachy i parapety.
Li-piec?


autor: edytaswietek | 2011-06-20 08:00:48

Deszczowy poranek

Za oknem mojego biura siąpi deszcz. W takiej formie nie lubię go najbardziej: gdy pada cicho, bezszelestnie, drobny i uporczywy. Już wolę ulewę, która szumi, bębni o parapety i szyby w oknach, gdy tworzą się bańki na kałużach.

Niebo zasnute ołowianymi chmurami. Spoglądam w górę, czy jest szansa na pogodę?



Wbrew załzawionemu niebu uśmiecham się do swoich myśli. Nowy tydzień, nowe szanse i nadzieje. :-)
autor: edytaswietek | 2011-06-19 16:48:19

...

Śniła mi się tej nocy. Jej oczy wpatrujące się w moje źrenice, niedostrzegające tego, że jestem poczwarą, zaglądające w głąb mnie, człowieka, a nie ślizgające się po nieciekawej powierzchowności. Nie wiem, jak to się stało, że w jednej, chwili wypełniła mój umysł szczelnie, bez reszty. Nie potrafię tego jeszcze pojąć. Jak to możliwe, w tak krótkim czasie? Czy naprawdę kilka sekund mogło wywrócić cały mój świat do góry nogami? Co się ze mną dzieje?

Spojrzała na mnie i choć była daleko, nazbyt daleko, abym mógł zajrzeć w jej ciemne tęczówki, poczułem nagłą duszność. Chciałem do niej pomachać ręką, albo podejść i zagadnąć ją o coś. Nie byłem zdolny do wykonania żadnego gestu. Po prostu patrzyłem na nią, ledwo zmuszając się do zdawkowego skinienia głową. Zapewne w tym samym momencie ona uznała mnie za gbura.

autor: edytaswietek | 2011-05-20 19:18:57

Po wizycie w Sieradzu

Miła niespodzianka :-]
http://www.sieradz.eu/pl/Gospodarka/Gospodarka/one_news_form?ktab=23&f_kat=23&n_id=news2011-05-18-090113225&b_start:int=0

Moja wizyta w Sieradzu nie odejdzie tak szybko w zapomnienie.
Pozostaje teraz zmobilizować się i wywiązać z obietnicy. Mam już pewne pomysły, lecz póki co, brak czasu na realizację.

autor: edytaswietek | 2011-05-14 22:31:22



autor: edytaswietek | 2011-05-14 22:31:22

Spotkanie z Czytelnikami w Sieradzu

          Dzięki uprzejmości dyrektora Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sieradzu miałam możliwość spotkania się z Czytelnikami moich książek. To bardzo ważne dla mnie wydarzenie miało miejsce w piątek 13 maja br.

          Byłam bardzo mile zaskoczona zarówno niezwykle ciepłym przyjęciem ze strony Czytelniczek, Czytelników oraz personelu Bibliotek, jak i perfekcyjną organizacją mojego pobytu w Sieradzu.

Chciałabym jeszcze raz serdecznie podziękować:



Panu dyrektorowi Zbigniewowi Łuczakowi za zaproszenie



Pani Kasi z Filii Nr 1, która czuwała nad sprawami organizacyjnymi a także przybliżyła mi Sieradz oraz jego historię



Paniom: Madzi i Iwonce za sympatyczne przyjęcie w Filii Nr 3



A przede wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom, którzy przybyli aby się ze mną spotkać




          Pobyt w Sieradzu bez wątpienia na zawsze zapadnie w moją pamięć. To było moje pierwsze publiczne wystąpienie w roli autorki książek i nie ukrywam, że sprawiło mi ogromną przyjemność i satysfakcję. Tym bardziej więc będę wspominać to miejsce z dużym sentymentem.

          Bardzo ciepłe uczucia wywołali we mnie moi drodzy Czytelnicy, którzy dopisali swoją obecnością. Spotkałam się z niesamowicie życzliwym przyjęciem. Zainteresowanie moją twórczością przełożyło się na wiele pytań, na które z przyjemnością mogłam odpowiedzieć. Popołudnie w Sieradzu minęło w nieprawdopodobnie miłej atmosferze i czas, okrutny tyran, płynął nieubłaganie szybko. To było niesamowite uczucie, gdy mogłam podzielić się z innymi ludźmi tym, co noszę w sercu oraz myślach. Wzruszające dla mnie jest to, że usłyszałam wiele ciepłych słów pod adresem moich powieści. 



          Kolejnym miłym zaskoczeniem była dla mnie obecność mężczyzn, gdyż moja twórczość dedykowana jest przede wszystkim kobietom, tym bardziej więc czuję się doceniona jako autorka, skoro potrafiłam wzbudzić zainteresowanie również i wśród panów.

          Bardzo się cieszę, że w Sieradzu mogłam po raz pierwszy zaprezentować najnowszą powieść pt. "Wszystkie kształty uczuć", do wydania której skłoniło mnie między innymi zapytanie ze strony Pana Zbigniewa o kolejne książki mojego autorstwa.



          Podczas wizyty w Sieradzu miałam możliwość nie tylko zaprezentować mój powiększający się powoli dorobek literacki ale również poznać historię tego malowniczego miasta, posłuchać o znanych ludziach, których los związany jest w jakiś sposób z Sieradzem.

          Wszystko to, co przeżyłam i zobaczyłam już na zawsze zapadło w moje serce i z prawdziwą przyjemnością wywiążę się z obietnicy, którą złożyłam moim Czytelniczkom - pisząc kolejną powieść z całą pewnością umieszczę część akcji w tym sympatycznym mieście.

A na fotografii bardzo przyjemna promocja miasta Sieradz :-]


         
            Przebywając w Sieradzu poczułam, że nareszcie spełniają się moje marzenia oraz plany. Rozmawiając z moimi Czytelnikami, opowiadając o tym co robię, skąd czerpię pomysły oraz jak powstają moje powieści poczułam, że odnalazłam moje miejsce w otaczającym nas świecie.

Jeszcze raz Wam wszystkim dziękuję.


          W galerii "Sieradz" prezentuję pierwsze zdjęcia ze spotkania. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie będę mogła tę galerię powiększyć o dodatkowe fotografie, które obiecał mi przesłać p. Zbigniew.
TAGI: Sieradz, spotkanie z czytelnikami, przemyślenia, książki
Opublikowany | kategoria: Spotkania z czytelnikami
autor: edytaswietek | 2011-05-12 19:01:14

Książki dotarły

Wydało się  :-] !!!
Dzisiaj dotarł do mnie kurier z książkami - pełnia szczęścia, zważywszy, że jutro będę miała przyjemność spotkać się z moimi czytelniczkami z Sieradza.

A oto moja najnowsza książka, ciepła, świeża, jeszcze pachnąca farbą drukarską.

TAGI: Wszystkie kształty uczuć, książka, romans, powieść, spotkanie z czytelnikami, biblioteka, Sieradz
Opublikowany | kategoria: Spotkania z czytelnikami
autor: edytaswietek | 2011-05-07 23:33:09

NEWS

Książka jest już w druku.
Czekam.

autor: edytaswietek | 2011-05-05 20:11:27

Filozoficznie

Na filozofię mi się dzisiaj zebrało.

Życie to podróż, w którą wyruszamy zupełnie nieprzygotowani, nie mając nawet bagażu podręcznego.

Podróżując w realu, zostawiamy po sobie śmieci: plastikowe butelki, papierki po kanapkach, głupawe napisy na murach i nacięcia na korze drzewa w stylu: tu byłem itp.

Podróżując przez życie, również zostawiamy po sobie jakieś pamiątki: nasze geny, przedmioty osobiste, wspomnienia. Rzeczy ulotne, przemijające.

Chcę pozostawić po sobie trwały ślad, moje książki.


Koniec filozofowania, pozostawiam to innym.

autor: edytaswietek | 2011-05-02 23:45:02

Powiedziała mi pewna Pani...

Mało piszę o sobie. Nie lubię się wywnętrzać.

Może powinnam uchylić rąbka tajemnicy? Jak do tej pory było o Książkach i o Wydawcach, właśnie po to założyłam tego bloga.

Usłyszałam jakiś czas temu, że zazwyczaj nasza autoocena różni się diametralnie od tego, jak nas postrzegają inni ludzie. Nie wiem, jak jestem postrzegana.

Inna jestem w pracy - praca wymaga Skupienia a to niełatwe dla kogoś takiego jak ja, bo w mojej głowie myśli przepływają strasznie szybko, kłębią się tysiącami impulsów, pomysłami.

Inna jestem na uczelni - podobno ambitna - nie jestem dziewczynką tuż po maturze, której rodzice kazali studiować. Uczę się, bo to mój świadomy wybór, głód wiedzy, potrzeba. Jest to także źródło inspiracji lecz książkę o tym napiszę, gdy zamknę ten rozdział mojego życia. Fakt, "Alter ego" zawdzięczam uczelni, to tam przyszedł mi do głowy Pomysł, który zrealizowałam.

Inna jestem w domu - bardziej chaotyczna, mniej zorganizowana, tutaj moje myśli mają swobodny przepływ, nie muszę nad nimi panować. W DOMU powstają moje powieści. To moja przystań, terytorium intymne. Uchylę rąbka tajemnicy - nie mieszkam sama :-) Mój dom to On i nasz Syn. To nasz kot, Diablik Drugi, nasze dwa psy i Gutek - świnka morska. Dom to nie jest budynek.

Mimo wszystko czasami myślę, że jak na autorkę romansów jestem strasznie racjonalna. Z całą pewnością jest we mnie mnóstwo sprzeczności. To chyba zasługa bycia Kobietą.

Czego nie lubię?
  • Nieuczciwości. Zawiści. Wykorzystywania innych.
  • Niewdzięczności.
  • Zimna. (Zima może być, ale pod warunkiem, że nie jest mi zimno)

Lubię:
  • H. Poświatowską, W. Whartona, A. de Mello... Długo mogłabym wymieniać
  • S. Dali, A. Bocelli
  • Lubię Diablika Drugiego, gdy leży obok mnie i mrrruczy jak transformator
  • NASZ DOM.

Koniec autobiografii (po namyśle: to chyba nieodpowiednie słowo :-) )




autor: edytaswietek | 2011-05-02 11:08:59

Zmiana planów, tym razem miła :-)

Wydawca dosłał mi projekt okładki i wnętrze książki do korekty, więc ostatnie 48 godzin było niemożliwie pracowite. Dobrze, że mam długi weekend, bo siedziałam wczoraj a raczej już dzisiaj do 4.00 i w związku z tym, jestem teraz pół żywa ze zmęczenia.
Pół żywa, ale szczęśliwa :D
Jeśli tylko zdąży ją wydrukować, to wszystko pójdzie zgodnie z planem. Tak czy owak, za dwa tygodnie książka będzie już dostępna w sprzedaży.
Bardzo podoba mi się okładka, idealnie pasuje do całości. Pan Tomasz bardzo się postarał :)

A poniżej fragment tekstu właśnie z tej nowej książki.





Ona płakała, gdy samolot wzbijał się w przestworza. Wiem o tym. Nalegała, żeby odwieźć mnie na lotnisko. W hali odlotów pocałowała mnie bardzo długo, ostatni raz. Smakowała wtedy łzami.
– Nie zapomnę o tobie Dave.
Pogłaskałem jej rude loki.
– Ja też cię nie zapomnę Aileen. Jesteś najlepszym, co spotkało mnie w ostatnich latach – przyznałem szczerze.
– A jednak nie byłam dość dobra, aby cię tu zatrzymać na zawsze.
I teraz czuję się taki rozdarty… Za pięć dni miał być nasz ślub.
Zastanawiam się jeszcze, jak by to było i myślę, że to byłby błąd. Na jak długo mogłoby nam starczyć jej miłości? Ona musiałaby kochać za nas dwoje, bo ja nie potrafiłbym obdarzyć jej tym uczuciem, dobrze o tym wiem.


autor: edytaswietek | 2011-04-29 17:31:28

Jak można popsuć mi humor?

Nie doczekałam się na złożony tekst. Kolejny, długi weekend minie nie tak, jak to sobie zaplanowałam. Jestem zła, bo liczyłam na to, że zaprezentuję nową książkę podczas spotkania z Czytelniczkami. Teraz już wiem na pewno, że nici z moich planów. I nie poprawia mi na stroju myśl, że mam cztery wolne dni (de facto niezupełnie wolne, bo mam do napisania dwie prace zaliczeniowe na studia, powinnam zabrać się za pisanie pracy licencjackiej i przyłożyć się do książki, którą aktualnie piszę).

autor: edytaswietek | 2011-04-26 20:06:14

...

Czekam na złożony tekst książki. Wydawcy się nie spieszy a mnie owszem, bo liczyłam, że książka ukaże się przed moim wyjazdem na spotkania z Czytelniczkami. Poza tym, w minionych tygodniach miałam nieco luźniejszy okres i liczyłam na to, że skupię się na sprawdzeniu tekstu przed drukiem. Najlepszy na to czas minął, na szczęście niezupełnie bezproduktywnie, lecz mam poczucie straty. Nie znoszę, gdy w moich planach coś szwankuje.




autor: edytaswietek | 2011-04-24 20:26:43

Z "Alter ego"

Wracamy do domu podekscytowani naszymi planami. Od progu zaczynamy chaotycznie zrywać z siebie ubrania. Nie docieramy nawet do sypialni. Pierwszy raz kochamy się na dywanie w salonie, później także nie zawracamy sobie głowy łóżkiem.

* * *
W twoich doskonałych palcach
Jestem tylko drżeniem
Śpiewem liści
Pod dotykiem twoich ciepłych ust
(…)
nagle wiesz – że mam usta czerwone

– słonym smakiem nadpływa krew –
                                                (Halina Poświatowska)

Dopiero, gdy jesteśmy już nasyceni sobą i skrajnie wyczerpani, pełzniemy (tak właśnie; pełzniemy) do naszej sypialni.

autor: edytaswietek | 2011-03-19 19:58:35

Mały krok do przodu

Umowa podpisana i odesłana do Wydawcy. Książka ukaże się na przełomie kwietnia i maja, bardzo dobra pora, moim zdaniem. Nowe zdjęcie na okładkę zrobiłam dzisiaj, w Niepołomicach. Zawsze korzystam z usług tego samego fotografa, podobnie jak nie lubię zmieniać fryzjerki :-)




Wyprostowała się, już chciała odejść, lecz złapał ją szybkim ruchem za nadgarstek.
– Daria…
– Tak?
– Pocałuj mnie.
Pochyliła się i musnęła wargami jego usta. Czekała, aż on przejmie inicjatywę. On nawet nie drgnął. Spojrzała mu w oczy ze zdziwieniem.
– Chcę, żebyś to ty pocałowała mnie. Do tej pory ja całowałem ciebie.
– A to jakaś różnica? –  zapytała naiwnie.
Spojrzał na nią znacząco.
– A jak myślisz?





autor: edytaswietek | 2011-03-14 22:12:37

...

– Obronisz mnie? – upewniła się.
– Zawsze, w każdej sytuacji – obiecał.
Trwali tak przez chwilę w ciszy. Głaskał ją po plecach. Z jednej strony czuł ulgę, że powiedziała mu o tym mailu, to dowodziło, że pokładała w nim wiarę. Z drugiej strony również i on poczuł podpełzającą ośmiornicę strachu, która dusiła go stalowym uściskiem. Zbliżał się czas próby. Nie miał pojęcia, co naprawdę los ma dla niego w zanadrzu, mógł się jedynie domyślać, opierać na przeczuciach. Nie bał się o siebie, obawiał się o nią oraz o to, jak on sobie poradzi, jeśli Janus spełni swoje zawoalowane mocno groźby. Starał się nie dopuszczać do siebie myśli, że Darii mogłoby przydarzyć się coś złego.



autor: edytaswietek | 2011-03-12 19:06:26

...

Nie planował tego w żaden sposób, nie chciał tej miłości, ale stało się. Trzasnęło go to niczym grom z jasnego nieba, wystarczyło, że wszedł po raz pierwszy do biura hotelu i oparły się na nim te niezwykłe, zielone oczy. Od tamtej pory nie był już sobą. Nie liczyło się nic, prócz niej.
Trzy miesiące później zdarzyło się, że nadział się na zapleczu na moment odbierania okupu przez gangsterów. Wszystko odbywało się w niemalże zupełnej ciszy, nie połapałby się w sytuacji, gdyby nie zobaczył lufy od pistoletu skierowanej w stronę Darii. Nie zawahał się nawet przez moment, zasłonił wiotką sylwetkę dziewczyny własnym ciałem.
– Czego chcesz? – zapytał jednego ze zbirów.
Ten zaś wycedził przez zaciśnięte zęby dość dużą sumę pieniędzy, dodając:
– Zaległa rata za ochronę, plus odsetki. Stary ostatnio się nie wywiązuje, jak mu podziurawimy córeczkę, to się spręży.
– Ok, nie strzelaj – zrobił uspokajający gest. – Włożę teraz rękę do wewnętrznej kieszeni marynarki – poinformował gangstera. – Mam tam portfel, a w nim pieniądze. Trochę mniej niż żądacie, ale powinno załatwić sprawę, tylko nie rób krzywdy dziewczynie.
– Kasa – warknął ubrany na czarno mężczyzna o atletycznej budowie ciała i nalanym karku.
Łukasz, starając się nie wykonywać gwałtownych ruchów wyjął portfel, opróżnił go ze zwitku banknotów, które przekazał zbirowi.
Pieniądze zmieniły właściciela. Gangster roześmiał się nieprzyjemnie.
– Za ochronę takiej fajnej laski trzeba będzie płacić dodatkowo, koleś. Wrócę niebawem, więc bądź gotowy.
Sekundę później na zapleczu zostali jedynie pracownicy hotelu oraz Hajdukiewicze.
Łukasz odwrócił się w stronę przerażonej, pobladłej dziewczyny.
– Wszystko w porządku? – zapytał, gdy bez słowa przywarła do niego.

autor: edytaswietek | 2011-03-11 20:12:59

...

Umowa w drodze, szczegóły wydania książki "dogadane" na maila. Pan Tomasz jak zwykle miły i elokwentny. Za około dwa miesiące ukaże się trzecia powieść. Powinnam skakać z radości, lecz cieszę się powściągliwie. Nie, żeby mi to spowszedniało.

Po prostu odczuwam zmęczenie.

Wena twórcza wróciła. Jestem już w 1/3 drogi do skończenia kolejnej książki - 389 949 napisanych znaków (w rzeczywistości zapewne dużo, dużo więcej, bo zawsze nanoszę wiele poprawek). Dla porównania, "Wszystkie kształty uczuć" mają 735 330 znaków, "Zerwane więzi" 1 101 817.

Dość tej statystyki.

autor: edytaswietek | 2011-03-07 18:26:08

Wydaję kolejną powieść

Porozumiałam się z moim Wydawcą w sprawie kolejnej książki. Tym razem nie do końca będzie to romans, mimo słów, które rozpoczynają powieść (tekst poniżej). Ta historia będzie bardziej "niegrzeczna".



Zakochałem się.
Czy aby się zakochać wystarczy dziesięć sekund? Tyle bowiem trwała chwila, gdy spoglądaliśmy sobie w oczy.
Wiem, że ma brązowe tęczówki, długie rzęsy, łagodne łuki brwiowe o naturalnym kształcie i ciężkie powieki. Jej spojrzenie było krótkie, ale jakże uważne! Poruszył mnie głęboki smutek, który dostrzegłem w jej źrenicach. W tym mgnieniu oka, gdy skierowała wzrok na mnie, poczułem się przez chwilę zupełnie tak, jakby zajrzała mi w głąb duszy.
Usta podkreślone delikatnym błyszczykiem wyszeptały:
– Przepraszam – jedenaście sekund wcześniej nadepnęła mi na stopę.
autor: edytaswietek | 2011-02-22 19:35:50

...

Jeszcze tylko jeden egzamin dzieli mnie od chwili, gdy znowu będę mogła z czystym sumieniem powrócić do moich ukochanych książek. Po tak długim okresie odbudowanie weny twórczej nie jest łatwe - wybiłam się z rytmu pisania aczkolwiek, na szczęście, pomysłów mi nie brak.


autor: edytaswietek | 2011-02-17 13:46:05

Najtrudniej przychodzi mi pisanie o sobie samej

Dziwne. O wiele łatwiej jest napisać blisko pięćset-stronicową powieść, niż jeden krótki artykuł na własny temat. Gazeta, która ukazuje się w mojej okolicy zamówiła u mnie taki właśnie artykuł - mam napisać coś o mojej pasji.

Nie potrafię pisać małych form :D Potrafię natomiast z jednego zdania stworzyć całą książkę, jak o miało w przypadku "Alter ego".

I nie lubię pisać o sobie. Cenię sobie prywatność, jestem trochę nieśmiała. Są sytuacje, które wręcz mnie paraliżują. Mniej obawiam się wszelkiego rodzaju wystąpień na forum publicznym, na "obcym terenie", niż opinii ludzi, którzy są mi bliscy.

Ok. Napisałam artykuł, zanim go wyślę muszę jeszcze raz spojrzeć na niego chłodnym okiem. Mam nadzieję, że mój wysiłek nie pójdzie na marne :)

Czas na małą kawkę, a później wracam do nauki. Koszmar zwany SESJĄ kończy się już niebawem :D



autor: edytaswietek | 2011-02-17 09:26:47

Nowa książka

Znowu mnie nie było tutaj dłuższy czas. Uczyłam się do sesji.

Za kilka dni zamierzam porozumieć się z moim dotychczasowym wydawcą w sprawie kolejnej książki.

Zastanawiam się, co powinnam teraz wydać?
"Wszystkie kształty uczuć" - nieco cierpką w smaku historię o poplątanej w depresji oraz miłości dziewczynie, czy "Ratunku! Szukam pracy", stosunkowo krótką, jak na moje możliwości opowieścią o tym, jak nie dać się zwariować i realizować swoje aspiracje?


TAGI: książki, wydawca, przemyślenia
Opublikowany | kategoria: O mnie :)
autor: edytaswietek | 2011-02-06 20:15:52

...

– Pan jeszcze nie śpi? – głos Marty dźgnął go ostrym dźwiękiem w uszy.
– Właśnie zamierzam.
– I tak sam pan zamierza? – zapytała zalotnie.
– Całkowicie sam – odparł cierpko. Nie zamierzał jej zachęcać. Popełnił rażący błąd, który może go drogo kosztować, nie zamierzał go powielać, miał ochotę na seks, to prawda, ale nie z nią bynajmniej. – Dobranoc.
– Mogłaby być jeszcze lepsza – westchnęła z żalem, lecz mina Marka powstrzymała ją od dalszych poczynań. Z Lesnera wyszedł właśnie wredny drań i przejął dominację nad jego osobowością.

autor: edytaswietek | 2011-02-03 18:16:20

Zamyśliłam się.

Nawet, jeśli marzyła o radykalnych zmianach w swoim życiu, to nie próbowała wzniecać żadnej rewolucji, godząc się ze stoickim spokojem niemalże na wszystko. I tylko jej niegdyś radosne, zielone oczy coraz częściej patrzyły na świat z głęboką melancholią.

autor: edytaswietek | 2011-02-01 20:15:33

...

Nie chciał o niej pamiętać.
Gdzieś w podświadomości pojawiła się jednak jakaś uporczywa, natrętna niczym mucha myśl, że nie mimo szczerych chęci, tak łatwo nie zapomni. Ta dziewczyna miała w sobie coś tak bardzo niesamowitego, co ciągnęło go do niej niczym magnes. Nigdy w życiu nie przeżył w tak krótkim czasie aż tak głębokiej fascynacji. To było niepojęte.



autor: edytaswietek | 2011-01-31 21:09:33

Ciężkie życie gryzipiórka.


Poprzedni rok nie był łatwy, podobnie jak i jeszcze wcześniejszy. Ciężko pracowałam na to, aby wydać dwie książki. Udało się, ale wyłącznie dzięki mojemu uporowi i wytrwałości. W drodze do spełnienia marzeń nikt mi nie pomógł, nie mam nikomu nic do zawdzięczania (za wyjątkiem mojego wspaniałego Wydawcy, p. Tomasza, ale to już zupełnie inna historia).

Wszystkim wydaje się, że wydanie książki to sprawa równie prosta jak pstryknięcie palcami. Nieprawda, trzeba włożyć w to ogrom wysiłku, chyba nawet niewiele mniej, niż w samo napisanie powieści.


A teraz wielu moich znajomych uważa, że z samej racji tego, że na jakimś etapie życia los nas ze sobą spiknął, należy im się książka za darmochę.


Aby zwróciły mi się koszty poniesione na "Alter Ego" muszę sprzedać jeszcze 75 egzemplarzy. Niby mało, ale w rzeczywistości to strasznie dużo, bo wyczerpały mi się chwilowo pomysły, jak tego dokonać. Każda książka rozdana za darmo powiększa tylko moje koszty własne. Mogłam zatem obdarować wyłącznie te osoby, które są mi w jakiś sposób bliskie i szczerze żałuję, że krąg tych osób był bardzo ścisły.

Jeżeli sprzedam "Alter ego", wydam kolejną powieść, również na własny koszt. Fakt, że poprzednie książki nie zarobiły na wydanie następnej (za mały nakład), lecz dostaję w ostatnich czasach mnóstwo pytań o to, kiedy ukaże się kolejna powieść. A zatem wydam "Wszystkie kształty uczuć", jak tylko ogarnę się z innymi sprawami (studia, brak czasu, "Alter ego").

A ze spraw przyjemniejszych: kolejne biblioteki zapraszają mnie na spotkania autorskie, co dla mnie jest wymiernym dowodem na to, że jednak udało się :-) Dziękuję wszystkim moim czytelniczkom. Dzięki Wam wierzę, że to co robię ma sens.

autor: edytaswietek | 2011-01-12 20:37:25

...

Marek wbiegł po schodach na piętro, do przydzielonego mu pokoju. Z nierozpakowanej jeszcze torby wyłuskał lustrzankę Canona i nie zawracając sobie głowy resztą rzeczy, które aż prosiły się o porozwieszanie w szafie, wyszedł na oświetlony mdłą poświatą słabych żarówek korytarz. W pośpiechu zbiegł w dół do hallu i skierował się w stronę wyjścia. Miał nadzieję zrobić trochę ciekawych zdjęć. Fotografowanie było bowiem jego życiową pasją.
Zrobił jednak pewien mały błąd.
Błąd, który jak się później okazało, zmienił całe jego życie.
Obejrzał się w stronę recepcji. To było jedno, przelotne spojrzenie, które miało na celu stwierdzenie, czy w tym niewielkim, lecz malowniczo położonym hotelu, czuwa w godzinach wieczornych ktoś, kto mógłby mu otworzyć drzwi, gdyby nazbyt długo zabawił na robieniu zdjęć. I w tej właśnie, krótkiej niczym okamgnienie chwili znowu ją zobaczył, a raczej mignął mu przed oczami płomień rudych włosów...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz